vmario na jabber.gda.pl

Próbowałem

11 września 2008 @ 10:15:01. Poziom 1. Kategorie: Cytaty, Ogólne, Recenzje.

Próbowałem czytać „Fausta” Goethego. Dobrnąłem do części drugiej, której już prawie w ogóle nie trawiłem i po paru scenach poniechałem. Kiedyś podobnie było z „Boską komedią” Dantego. W obu za dużo mitologii i polityki, która z naszego punktu widzenia jest historią. Nawet przypisy nie stanowią tu ratunku. Zdecydowanie wolę chociażby Mickiewiczowskie „Dziady”, zwłaszcza część trzecią.

Z Goethego jeden wers, nie wiedzieć czemu, wrył mi się w pamięć:

Smoki to drewno i tektura (…)

„Faust”, Johann Wolfgang von Goethe

Pierwsze spotkanie z panem Poe

06 września 2008 @ 21:01:46. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

„Opowieści niesamowite” to moja pierwsza książka Edgara Allana Poego. Pierwsze co mnie mile zaskoczyło to archaiczny, a przez to piękny, język przekładów Bolesława Leśmiana i Stanisława Wyrzykowskiego. To buduje klimat, zgodnie z oczekiwaniami, niesamowity.

Większość opowiadań czytało mi się z przyjemnością, choć po „Przedwczesnym pogrzebie” i „Berenice” osławiony „Upadek Domu Usherów” wydał mi się nazbyt przewidywalny. Ileż można wałkować temat katalepsji? Notabene, gdybym miał spośród tych trzech utworów wybrać najlepszy byłaby to „Berenice”, która… hmmm… po prostu jest z nich najbardziej oryginalna i wstrząsająca i wpasowuje się w klimat choćby „Czarnego kota”.

Czytaj dalej »

„Osada”

07 marca 2008 @ 18:05:22. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

„Osada” („The Village”)… hmmm… od czego by tu zacząć… to nie jest horror! Właśnie tak: nie zgadzam się z mitem „Osady”-horroru, który straszy od ukazania się filmu. Straszy, bo „Osada” jako film grozy sięga dna. Trzeba na nią spojrzeć jak na dramat, by docenić jej wartość.

Sam pomysł na fabułę jest dosyć ciekawy i mile mnie zaskoczył, gdyż oglądałem film w ogóle go nie znając i nie przypuszczałem, jaką tajemnicę kryją najstarsi osadnicy. Oczywiście, funkcjonowanie całkowicie odizolowanej grupy ludzi, i to raczej niedużej, jest mocno problematyczna na tak długim odcinku czasu. Należy założyć, że pierwsi mieszkańcy przybyli samotni lub co najwyżej z małymi dziećmi, które nie mogły pamiętać wcześniejszego życia. Wszak taki na przykład Lucius jest już chyba pełnoletni, a mimo swojej odwagi jest święcie przekonany o istnieniu leśnych potworów. Nie w tym jednak rzecz, skąd brali drewno, naftę, kredę, ubrania czy o co tam jeszcze pytają w jednym z wątków na Filmwebie. O wiele ciekawsza jest przyczyna, dla której osada powstała i sposób, w jaki się odizolowała.

Nieraz chcielibyśmy zostawić wszystko, uciec gdzieś daleko, może nawet zaszyć się w jakiejś leśniczówce. Ale jak wielki żal do ludzi, do świata należy czuć, by uciec od tego wszystkiego definitywnie? Oddać wszystko za otoczenie się murem i rzucić się na głęboką wodę, próbować zbudować małe utopijne społeczeństwo? Co ważne, społeczeństwo żyjące w ciągłym strachu, a mimo to sprawnie funkcjonujące.

Czytaj dalej »

„Cube”

05 marca 2008 @ 08:41:27. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Kilka dni temu obejrzałem dwa warte uwagi filmy: „Cube” i „Osadę” („The Village”). Zacznę od tego pierwszego, „Osadę” opiszę w jednym z kolejnych postów.

„Cube” to kanadyjski thriller science fiction, nakręcony w ciągu miesiąca w jednym sześcianie, z użyciem wyłącznie kamer ręcznych. Efekty specjalne życzliwa firma zrobiła za darmo, komputery udostępniła jakaś agencja reklamowa. Co można nakręcić takimi środkami? Oczywiście, zarówno kicz, jak i arcydzieło. Omawiany film plasuje się gdzieś pośrodku, choć bliżej tej drugiej opcji.

Sama historia jest być może znana nawet tym, którzy filmu nie oglądali. Siódemka, a dokładniej mówiąc, co najmniej siódemka ludzi, zostaje zamknięta w ogromnej budowli składającej się z 17576 najeżonych śmiercionośnymi pułapkami sześcianów o wewnętrznych wymiarach 14×14×14 stóp (14 stóp to około 4,2 metra).

Pierwszy z bohaterów ginie na samym początku i nie spotyka się z pozostałymi (stąd wyciągam wniosek, że w Cube mogło być więcej osób). Pozostała szóstka wspólnymi siłami próbuje rozgryźć budowlę i wydostać się na zewnątrz. Bardzo ważne jest, iż każdy z bohaterów odgrywa jakąś rolę w rozwiązywaniu zagadki, w sposób bezpośredni, jak Leaven (studentka matematyki) i Worth (projektant zewnętrznej części Cube'a), lub pośredni, jak Holloway (lekarka) czy Quentin (policjant), którzy wpływają na zachowanie pozostałych osób.

Czytaj dalej »

„Tabletki z krzyżykiem”

17 lutego 2008 @ 11:50:09. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Kupowanie książek samo w sobie jest dobrą zabawą. W moim przypadku często nie sposób przewidzieć, z czym wyjdę z księgarni. Kilkanaście dni temu, zamiast z powieścią rosyjskiego pisarza fantasy wyszedłem z EMPiK-u z „Tabletkami z krzyżykiem” Szymona Hołowni. Ma to być „Pierwsza pomoc w lękach związanych z Bogiem, końcem świata, czyśćcem i duchami”, jak mówi zachęcająco podtytuł.

Książka przeleżała kilka dni w torbie, aż w końcu, mając ładnych parę godzin na lekturę w pociągu, przystąpiłem do profilaktycznego zażywania „Tabletek…”, w ilości, zresztą, znacznie przekraczającej zalecenia autora.

Styl Szymona Hołowni sprawia, że książkę czyta się świetnie. Język jest prosty, ton czasem żartobliwy, czasem mocno ironiczny, ale od razu znać, że autor zanim przelał myśli na papier solidnie się zastanowił i sięgnął do literatury.

„Tabletki…” podzielone są na cztery części. „Tabletki o sławnych ludziach” przedstawiają starotestamentalnych proroków, wymigujących się od Bożego powołania, św. Józefa, który nie bardzo wie, co myśleć o ciąży Maryi, a nawet Harrego Pottera, niekoniecznie satanistę. „Tabletki fundamentalne” leczą nas z dziecięcej wizji aniołów, dalekich przecież od pucułowatych amorków ze skrzydłami, tłumaczą umiłowanie starożytnych do wina i poruszają temat poczucia humoru u Szefa. „Tabletki okołanaukowe” spodobają się miłośnikom seansów spirytystycznych i wyglądania przez teleskop pozostałości po Wielkim Wybuchu, zaś te „pośmiertne” przypadną do gustu tym, którzy nie mogą spać po nocach, zastanawiając się, czy w niebie będzie nudno i czy spotkają tam swoich znajomych.

Czytaj dalej »

Skazani na Shawshank

11 grudnia 2007 @ 21:40:15. Poziom 1. Kategorie: Recenzje.

„Skazani na Shawshank” („The Shawshank Redemption”) — obejrzałem przedwczoraj. Polecam. Pouczający film o przyjaźni, nadziei i wytrwałości. A także o więzieniu, które potrafi stać się… domem. Cóż więcej mogę napisać? Obejrzeć obowiązkowo!

Stan Borys: Idę drogą nieznaną

08 grudnia 2007 @ 19:44:53. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Odkąd usłyszałem „Jaskółkę uwięzioną”, wiedziałem, że w końcu będę musiał kupić jakąś płytę Stana Borysa, oczywiście z tą właśnie piosenką. Kilka tygodni temu dokonałem zakupu i mogę szczerze polecić ten wybór utworów:

Stan Borys: Idę drogą nieznaną

Strzał w dziesiątkę, jeżeli chodzi o mój gust muzyczny. Dobra, polska muzyka — trochę melancholii, trochę głośniejszych akcentów; trochę o miłości, trochę o życiu. No i głos Stana Borysa.

Szczególnie polecam utwory: „Jaskółka uwięziona”, „Bezmiar wód”, „Idę drogą nieznaną”, „Poezja”, „Wierzę drzewom”.

Katyń

02 października 2007 @ 10:13:52. Poziom 1. Kategorie: Recenzje.

Wczoraj wreszcie obejrzałem „Katyń”. Dużo się w środowisku Joggera o tym filmie pisze. Jest trochę zachwytów, jest i dużo krytyki. Mnie się film podobał, ale żeby coś więcej powiedzieć, musiałbym go drugi raz obejrzeć. W kinie po kilkunastu minutach pojawiło się wrażenie, jakbym zapoznawał się z jakimś dokumentem historycznym. Uczucie to towarzyszyło mi już do końca i nie pozwalało myśleć o grze aktorów czy muzyce (no dobrze, trzęsący się obraz mnie też irytował). Odebrałem więc „Katyń” trochę jak film dokumentalny, trochę jak lekcję historii o dwóch zbrodniach — tej w lesie katyńskim i tej, którą było zatajanie prawdy.

Cieszę się, że miałem możliwość go obejrzeć. Dał mi do myślenia. Zwłaszcza, gdy wyszedłem z kina w świat, który tego dnia wydawał się taki spokojny i normalny.

To End All Wars

05 września 2007 @ 12:05:07. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Czasem przed pójściem spać włączam telewizor, licząc na to, że trafię w środku nocy na jakiś ciekawy film. Dotyczy to przede wszystkim TVP1 i TVP2, gdzie można trafić na dobre kino nieprzerywane (jak na razie…) żadnymi reklamami. Wczoraj spóźniłem się w ten sposób kilkanaście minut na „To End All Wars” („Droga do wolności”). Ten przepiękny, choć brutalny, film opowiada opartą na faktach historię z 1942 roku. Jej bohaterami są alianccy żołnierze w japońskim obozie jenieckim w Tajlandii. Mają pomóc Japończykom w inwazji na Singapur budując kolej.

Jeńcy różnymi metodami starają się radzić sobie w trudnych warunkach. Jeden z nich handluje z wieśniakami, inni szykują się do ataku na strażników, a kilku tworzy uniwersytet w dżungli — wśród głodu, chorób, zamęczeni katorżniczą pracą studiują Platona, Szekspira, Biblię. Z początku nieprzychylni temu Japończycy, w końcu zgadzają się na działanie szkoły, widząc, że jej uczniowie to najspokojniejsi i najlepsi robotnicy.

Czytaj dalej »

Creative Commons License 2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk

Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.

Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.

Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.

Całość napędza JoggerPL.