vmario na jabber.gda.pl

Kuzynki

12 lipca 2010 @ 22:42:44. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

„Kuzynki” wyszły spod pióra Andrzeja Pilipiuka, który to autor najbardziej znany jest z wykreowania postaci Jakuba Wędrowycza. Książka jest pierwszą częścią trylogii i, muszę to przyznać, narobiła mi smaku na pozostałe tomy. Jest to lektura z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych — myślenia nie wymaga prawie wcale, humor jest dosyć prosty, intrygi prawie brak, akcja toczy się wartko, a całości dopełnia odrobina krwi, przemocy i wyrafinowana szlachetność urodziwych bohaterek.

Gatunkowo „Kuzynki” należałoby ustawić gdzieś między urban fantasy a powieścią przygodową, taką nastawioną na młodego czytelnika. Urban fantasy, bo mamy tu do czynienia z wampirem i kamieniem filozoficznym w realiach miejskich; młodzieżowa powieść przygodowa, bo prosta, acz szybka, akcja w połączeniu z przerażającymi dziurami fabularnymi i wątkami edukacyjnymi, trafi przede wszystkim do mniej doświadczonego czytelnika.

Czytaj dalej »

Wiedźmikołaj

07 lipca 2010 @ 09:13:51. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Przeczytałem kilka książek z cyklu „Świat Dysku”, zachęcony świetnymi cytatami z twórczości Terry’ego Pratchetta. Jak dotąd była to po prostu lekka, w miarę przyjemna lektura — ot, trochę humoru, trochę krytycznego spojrzenia na świat, a wszystko w klimacie fantasy (choć zadziwiająco blisko przypominającym absurdalny klimat naszego świata). Byłem jednak zawiedziony, że pojedyncze fortunki ze „Świata Dysku” dają znacznie większą frajdę niż całe książki.

Ale dwudziesta część serii (nie, nie czytam kolejnych części po kolei) pt. „Wiedźmikołaj” naprawdę mi się spodobała. Po raz pierwszy Pratchett mnie wciągnął i przez całą książkę świetnie się bawiłem. Autor mile mnie zaskoczył, wplatając w opowieść z życia miasta Ankh-Morpork sporą dozę rozważań na temat wiary, dzieciństwa, ludzkich nadziei i, oczywiście… ducha Świąt Bożego Narodzenia! Przy tym wszystkim nie zabrakło świetnego humoru — w szczególności nowe wcielenie Śmierci rozłożyło mnie na łopatki. Również postać Susan, walczącej z dziecięcymi strachami, bardzo przypadła mi do gustu.

Jeżeli ktoś dotąd nie zachwycił się ani razu Pratchettem, niech sięgnie po tę książkę. Tym razem fortunki naprawdę oddają poziom całości.

Bracia

02 lipca 2010 @ 15:58:24. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

„Bracia” Jima Sheridana to amerykański remake duńskiego „Brødre” (w reżyserii Susanne Bier). Film jest dramatem, nie wojennym w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale opartym na motywie wojennej traumy.

Głównymi bohaterami są tytułowi bracia — Tommy i Sam — oraz rodzina tego drugiego. Młodszy Tommy to czarna owca, właśnie wyszedł z więzienia i zupełnie nie potrafi dogadać się z ojcem, zapatrzonym w ułożonego i statecznego Sama, który jest przykładną głową rodziny, a na dodatek wzorowym żołnierzem. Starszego z braci gra, znany jako Spider-Man, Tobey Maguire, który do roli żołnierza pasuje jak pięść do nosa, ale w gruncie rzeczy sprawdza się w drugiej połowie filmu. Za to grający Tommy’ego Jake Gyllenhaal trzyma równy poziom przez cały czas.

Czytaj dalej »

Księga ocalenia

06 lutego 2010 @ 12:56:07. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Na „Księgę ocalenia” („The Book of Eli”) poszedłem w ramach posesyjnego odstresowania. Zwiastun zapowiadał świetne zdjęcia, ciekawy klimat i raczej słabą fabułę. Nie zawiodłem się — otrzymałem to, na co liczyłem.

Film zaczyna się naprawdę świetnie. Zarówno obraz, jak i dźwięk doskonale budują postapokaliptyczny klimat. To nie „Jestem legendą”, utrzymany w konwencji bliskiej robinsonady, a dosadna wizja świata zapomnianego przez Boga, gdzie ludzie żyją na wypalonej Słońcem pustyni, bo po wojnie nic więcej im nie pozostawiono.

Okazuje się jednak, że Bóg nie zapomniał całkowicie o ziemskim padole. Przemówił do głównego bohatera o imieniu Eli. Imię to można wiązać z Helim, nauczycielem Samuela, Eliaszem, Elizeuszem i paroma innymi postaciami. Można też je interpretować jako imię samego Boga czy też rozwijać jako frazę „mój Bóg”. Mamy tu pole do pewnych interpretacji, choć myślę, że „Eli” po prostu dobrze brzmi.

Zresztą Eli może pochwalić się znacznie ciekawszymi atrybutami niż imię. Przede wszystkim jako gratis do księgi dostał skille w posługiwaniu się wszelkimi rodzajami broni (włącznie z łukiem, którego używa na początku i pod koniec filmu — w środku łuk… no właśnie, co się w międzyczasie działo z łukiem?) i samotnym zabijaniu rzeszy przeciwników w ciągu kilkunastu sekund walki. Mnie to szczególnie nie przeszkadzało; sceny walki choć mało efektowne, nie są jednak szczególnie dosadnie ukazane, więc wybuchy przemocy nie rażą zbyt mocno. Szkoda tylko, że poziom ich bzdurności przekracza granicę przyzwoitości, gdy uświadamiamy sobie, że Eli jest…

Czytaj dalej »

Jesienne wizyty

02 lutego 2010 @ 22:25:13. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Przeczytałem „Jesienne wizyty” Siergieja Łukjanienki. Po seriach „Nocnego patrolu” i „Brudnopisu” spodziewałem się kolejnej książki z niesamowicie wciągającą akcją, ciekawymi pomysłami na świat przedstawiony i wplecionymi w tekst przemyśleniami autora na temat codziennego życia. Niby to wszystko otrzymałem, ale jakoś nie jestem zachwycony.

W dalszej części tekstu nie brak spojlerów.

Czytaj dalej »

Inferno

25 stycznia 2010 @ 23:18:54. Poziom 0. Kategorie: Cytaty, Myśli spisane, Recenzje.

„Inferno” to polski film z 2001 roku w reżyserii Macieja Pieprzycy. Jest dostępny na stronach TVP i można go obejrzeć on-line.

O „Inferno” nigdy wcześniej nie słyszałem, mimo iż niewątpliwie warte jest uwagi. Film opowiada historię trzech licealistek: Baśki, zwanej Xeną, Anki i Ingi, czyli Inez. Szczerze mówiąc, z początku nieco się zniechęciłem do oglądania, w czym niemały udział miała kreacja Katarzyny Bujakiewicz, która wcieliła się w rolę „słodkiej idiotki” Ingi. Ot, zapowiada się kolejny głupawy film o młodzieży, pomyślałem sobie, ale już za chwilę zmieniłem zdanie i wciągnąłem się w akcję.

Akcja ukazana jest nieco achronologicznie, ale bez zbędnego chaosu. Zabieg ten nie tylko urozmaica fabułę, ale ułatwia porównanie różnych postaw i zachowań tych samych osób. Muzyka dobrze wpasowuje się w klimat poszczególnych scen. W filmach o młodzieży zawsze obawiam się przede wszystkim dwóch rzeczy. Po pierwsze — zbyt dojrzale wyglądających aktorów — tu Monika Kwiatkowska grająca Xenę wydała mi się zdecydowanie zbyt poważna, okazało się jednak, że pasuje to do jej postaci. Po drugie — naturalizmu budowanego przede wszystkim przez wulgaryzację języka i zachowań. Na szczęście „Inferno” mimo mrocznego klimatu i ciężkiej tematyki posługuje się bardziej wyrafinowanymi środkami wyrazu niż zastąpienie w scenariuszu wszystkich przecinków panią lekkich obyczajów.

Czytaj dalej »

Ja też już byłem…

11 stycznia 2010 @ 19:48:26. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Wszyscy byli i ja też już byłem na „Pocahontas” „Avatarze”. Tak, na seans udałem się z negatywnym nastawieniem, ale nie mógłbym spojrzeć wnukom w oczy, gdyby zapytały: „A dziadzio był na pierwszym filmie z dźwiękiem? Pewnie nie? A na »Avatarze« dziadzio był, czy już wtedy wszystko było w 3D?”. Sami widzicie, nie miałem wyboru — przez wzgląd na przyszłe pokolenia.

Powodowała mną także ciekawość. To był mój pierwszy trójwymiarowy film i liczyłem, że rzeczywiście zobaczę zaczątki jakiegoś przełomu w kinematografii. Po założeniu okularów byłem zachwycony. Zdecydowanie trójwymiarowe reklamy robią wrażenie. Niestety, trójwymiarowy film po kilkudziesięciu minutach mnie po prostu zmęczył. Bardzo możliwe, że mam pecha i moje oczy nie najlepiej reagują na współczesną technikę, ale faktem jest, że poza kilkoma scenami, zresztą tymi niby mniej efektownymi bo wewnątrz pomieszczeń, a nie w plenerach Pandory, 3D po prostu mnie wkurzało.

Czytaj dalej »

Dziennik Virginii Woolf

06 stycznia 2010 @ 13:43:51. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Podczas pobytu w domu podczytywałem skrócone wydanie dziennika Virginii Woolf. (Na razie zdążyłem przeczytać tylko jedną piątą książki, także niektóre z poniższych uwag mogą ulec zmianie). Nigdy nie miałem jeszcze do czynienia z twórczością tej pisarki, ale pewne wyobrażenie jej osoby dał mi, notabene bardzo udany, film „Godziny”. Dziennik okazał się mniej więcej taki, jak się spodziewałem. Duża doza kobiecego i pisarskiego spojrzenia na świat: jakieś spotkanie towarzyskie (z nastawieniem na opisy osobowości nie zdarzeń), nowa sukienka, ciągłe rozglądanie się za nowym mieszkaniem, sprzeczka ze służącą itp. Wszystko to w melancholijnym klimacie przyprawionym lekką ironią, która jest składową stałą tego utworu.

Szczerze mówiąc gdyby nie ta ironia i sprawność, z jaką Virginia Woolf posługuje się językiem, dziennik byłby śmiertelnie nudny. Jak sama pisze w notatce z 22 listopada 1917 roku:

Następnie, wzniósłszy się cudownie ponad sprawy personalne, rozmawialiśmy o literaturze i estetyce. Roger zapytał, czy opieram swoją twórczość na teksturze czy strukturze; skojarzyłam strukturę z fabułą, więc odpowiedziałam: „Na teksturze”.

Virginia Woolf, „Chwile wolności. Dziennik 1915–1941” („A Moment's Liberty. The Shorter Diary”)

Czytaj dalej »

Perły z lamusa: „Śniadanie u Tiffany’ego”

04 stycznia 2010 @ 20:27:41. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Pamiętam z dzieciństwa cykl telewizyjny „Perły z lamusa”, prowadzony przez niezapomnianego Zygmunta Kałużyńskiego i Tomasza Raczka. Cykl nadawany był w TVP2, bodaj w niedzielę koło południa, oglądałem go więc dosyć często i pewnie wtedy zakiełkował we mnie sentyment do starego dobrego hollywoodzkiego kina, którego to sentymentu nie zdołała zgasić niechęć do sztampy i wszystkiego co wpasowuje się w nurt popkultury.

Postanowiłem zacząć Nowy Rok od czegoś nietypowego, sięgnąłem więc po film będący niewątpliwie perłą z lamusa — „Śniadanie u Tiffany’ego” („Breakfast at Tiffany’s”). Chyba każdy zna ten tytuł przynajmniej ze słyszenia, sam pamiętałem z niego nawet kilka scen, nigdy chyba jednak nie oglądałem go w całości. Melodramat, nawet nie zanadto ckliwy i zahaczający o coś w rodzaju komedii romantycznej, nie jest jednak tym, co tygryski lubią najbardziej i pewnie bym sobie film darował, gdyby nie Audrey Hepburn, która gra w nim główną rolę.

Podstawą scenariusza była książka Trumana Capote’a o tym samym tytule, jednak z opinii o filmie wywnioskowałem, iż mamy do czynienia z dość swobodną interpretacją oryginału. W szczególności kreacja Hepburn wydaje mi się być odległa od książkowego pierwowzoru. Szczerze mówiąc, myślę, że film miał opowiadać o nowojorskiej call girl, która przyjechała do wielkiego miasta z jakiegoś Tulip w Teksasie, ale Audrey tę postać zniszczyła… po czym stworzyła na nowo, we właściwym sobie stylu, zapisując się na zawsze w historii kina.

Czytaj dalej »

Dystrykt 9

19 października 2009 @ 21:24:35. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

O filmie „Dystrykt 9” słyszał już chyba każdy, gdyż jest on dosyć nachalnie reklamowany. Trailer jest bardzo zachęcający — dramat science-fiction, stylizowany na film dokumentalny, produkcji Petera Jacksona (reżyserem jest Neill Blomkamp, ale czy ktokolwiek wcześniej o nim słyszał?) z akcją w RPA. W rzeczy samej, forma jest dosyć nowatorska jak na film o Obcych. Zresztą pomysł na fabułę też jest nieszablonowy. Tym razem to nie my jesteśmy jesteśmy biednymi zagubionymi owieczkami. Obywa się też bez fanfar oraz ochów i achów podczas Kontaktu.

Wbrew huraoptymistycznym opiniom nie byłbym skłonny mówić o wielkim przełomie w kinie s-f — mięso tradycyjnie lata, aż powietrze furczy, broń Obcych robi z nas miazgę, główny bohater jest ścigany przez Zły, Bogaty, Bezduszny i Żądny Władzy Szwarccharakter™, a w fabule znajdziemy trochę braków i nieścisłości. Ale to nie oznacza rozczarowania. „Dystrykt 9” rzeczywiście wprowadza nowe, ciekawe spojrzenie zarówno na fabułę, jak i na formę, i jest wart obejrzenia.

Uwaga! Spojlery!

Czytaj dalej »

Creative Commons License 2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk

Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.

Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.

Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.

Całość napędza JoggerPL.