Od kilku tygodni słucham homilii ks. Piotra Pawlukiewicza, o którym już pisałem. Po kilku kazaniach zacząłem dostrzegać powtarzające się treści, których znaczenie wciąż na nowo odkrywam. Tym, co najbardziej mnie uderza jest ambiwalentny obraz Jezusa. Z jednej strony ks. Piotr przedstawia Go jako dowódcę wyborowej brygady szturmowej, starającego się wyrwać cię z grzechu i innych problemów. W jakiej byś twierdzy nie był zamknięty, o ile tylko Mu na to pozwolisz, Jezus wpadnie, wywróci wszystko do góry nogami i wyniesie cię na swoich ramionach. On prowadzi nieustanną bezwzględną walkę o twoją duszę. Ale w tej walce jest też najwrażliwszym przyjacielem, który pochyla się nad każdą twoją raną. Jak mówi Izajasz:
Iz 64,3Ani ucho nie słyszało,
ani oko nie widziało,
żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle
dla tego, co w nim pokłada ufność.
Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim,
bym opatrywał rany serc złamanych,
żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę (…)
Iz 61,1
Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska
dodają mi otuchy.
Ps 23,4
Zastanawiałem się ostatnio nad moją wolnością, konkretnie nad tym, jak się o nią staram. Przyjąwszy bowiem, że wolność jest nie czynieniem tego, na co się ma w danej chwili ochotę, ale postępowaniem w zgodzie z własnym sumieniem i kształtowaniem siebie według określonego zamysłu, muszę przyznać rację św. Pawłowi:
Rz 7,18–25Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać — nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię, to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i bierze mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś — prawu grzechu.
Nie chcę jednak deprecjonować ciała. Jeżeli mówię: „w moim ciele nie mieszka dobro” nie mam na myśli tego, iż mój biologiczny organizm mnie zniewala, że powinienem szukać wolności przez samobiczowanie czy dążenie do Nirwany. Myślę raczej o tym, że powinienem zwalczać pewne chęci, pragnienia i pobudki, które kierują mnie nie tam, gdzie chcę iść, a rozwijać te, które pomagają w osiągnięciu celu.
Bywa upomnienie, ale nie w porę,
niejeden bywa też milczący, a jest on mądry.
O ileż lepiej jest upomnieć, niż trwać w gniewie.
Kto uznaje swój błąd, ustrzeże się szkody.
Czym jest pożądanie eunucha, by dziewczynę pozbawić dziewictwa,
tym jest przeprowadzanie sprawiedliwości przemocą.
Syr 20,1–4
Zaskakujące porównanie, jak na Pismo Święte, nieprawdaż? Ale samo przesłanie też jest warte uwagi: lepiej upomnieć, niż gniewać się w milczeniu; ale upominając też trzeba mieć wyczucie czasu i okoliczności. I ostatni wers: zaprowadzanie sprawiedliwości przemocą jest pozbawione sensu, przeczy samo sobie.
Nie porzucaj starego przyjaciela.
Nowy z nim nie jest na równi.
Przyjaciel nowy jest jak nowe wino,
gdy się zestarzeje, z przyjemnością je wypijesz.
Syr 9,10
Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się! Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości!
1 Kor 16,13–14
Gdy drogi człowieka są Panu miłe,
pojedna On z nim nawet wrogów.
Prz 16,7
Łk 11,24–26Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedmiu innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzednio.
Znowu chciałem bardziej optymistycznie, ale w sumie… tak właśnie jest dobrze. Bo nie ma co żyć samym optymizmem czy, momentami, wręcz tumiwisizmem. Jutro wykonuję skok w czasoprzestrzeni do Gdańska, a z rozpędu warto skorzystać i wziąć się za sprawy ważne w sposób odpowiedzialny. Jestem spakowany, jakoś tam uporządkowany, może nawet tak trochę wewnętrznie.
Nie wolno poddać się pokusie: że zmęczony podróżą, że od jutra, że jeszcze tyle czasu. Trzeba na spokojnie, ale z uporem ze swoimi słabościami walczyć. Czasem to grzech, czasem raczej przywara, ale nie ma co się oglądać za siebie i mówić „bo przecież dotąd jakoś z tym żyłem i co? było tak źle?”. Trzeba: do przodu i z Bogiem.
Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył
(z refrenu psalmu responsoryjnego)
Choć wczoraj chciałem umrzeć. Choć w moich oczach tak… pusto. Pomimo pytania: „Po co ja temu światu?”.
Nie widzę drogi dla siebie. Wszystko, co czynię, zdaje się być bez celu.
A później przychodzi chwila, gdy mówisz, że potrzebujesz moich rąk i ust, i umysłu, i serca. Ja Ci odpowiadam — tak słaby jestem… Wiem, mógłbym zrobić to, czego ode mnie wymagasz, ale boję się. Tak długo szedłem w ciemności, że boję się rozpalić płomień. Przeraża mnie myśl, że zmieniłbym tak wiele w swoim życiu i nagle został sam. Gdzie miałbym wtedy uciec?
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.