Poemat, znajdujący się na końcu Księgi Przysłów, pisany jest akrostychem, a konkretnie wierszem alfabetycznym. Następujące po sobie dystychy zaczynają się kolejnymi literami alfabetu hebrajskiego.
„Poncjusz Piłat”, NormalsiBędę hojny — pójdziesz precz;
Twoje pismo, a mój miecz.
Wyrwij z niego słowa dwa,
Że królestwo Twoje trwa!
Utwór do pobrania ze strony zespołu.
Stali czytelnicy mojego bloga zapewne zauważyli, że przez Triduum Paschalne konsekwentnie cytowałem fragmenty jednej z piosenek zespołu „Normalsi”. Nie czyniłem tego ze względu na jakieś szczególne bogactwo prawd wiary zawartych w tym utworze, ale dlatego, że skłoniła mnie on do spojrzenia na mękę Chrystusa z innej perspektywy: z perspektywy człowieka, dla którego zmartwychwstanie było czymś całkowicie abstrakcyjnym. I nie mam tu na myśli tylko Poncjusza Piłata. Dla wszystkich uczniów Jezusa jego męka i śmierć musiała być wielkim ciosem i tajemnicą — dlaczego Mesjasz ginie z ręki zaborcy śmiercią zbrodniarza? Dlaczego Ten, który miał wyzwolić dał się pojmać? Doprawdy, musiało to być całkiem nie do pojęcia, skoro jeszcze w Ogrójcu Piotr gotów był wyciągnąć miecz z pochwy, a parę godzin później nie był już nawet w stanie przyznać się do swego Mistrza.
1 Mch 3,18–19Juda odparł: «Bardzo łatwo wielu można pokonać rękami małej liczby, bo Niebu nie czyni różnicy, czy ocali przy pomocy wielkiej czy małej liczby. Zwycięstwo bowiem w bitwie nie zależy od liczebności wojska; prawdziwą siłą jest ta, która pochodzi z Nieba (…)».
2 Mch 15,7–11Machabeusz zaś miał niezachwianą ufność i pełną nadzieję, że uzyska pomoc od Pana. Upominał swoich żołnierzy, żeby nie przerażali się, gdy poganie będą nacierać, żeby wtedy pamiętali o pomocy Nieba, której doznali poprzednio tyle razy. Teraz więc również mają się spodziewać zwycięstwa, jakiego im udzieli Wszechmocny. Dodawał im ducha, [odwołując się] do Prawa i Proroków, a przypomniawszy im również te bitwy, przez które przeszli, uczynił ich odważniejszymi. Rozniecał ich zapał, jednocześnie wykazywał przestępstwa pogan i łamanie przysięgi. (…) każdego z nich uzbroił nie tyle tą pewnością, jaką daje tarcza i włócznia, ile pociechą zawartą w dobrych słowach (…)
Niektórzy zarzucają chrześcijaństwu rozdźwięk między postacią rzekomo spokojnego i ugodowego Jezusa Chrystusa a starotestamentalnym obrazem Boga, który wiecznie prowadził Izraelitów do krwawych bitew. Wojna jest jednak stałym elementem historii i, choć wolałbym świat bez wojen, to pacyfistą raczej nie jestem, a militarne obrazy bardzo do mnie przemawiają.
Całe życie jest walką, a skoro przeciwnikiem jest Szatan, w bitwach trup ściele się gęsto. Często coś przegrywamy ze względu na naszą pychę. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że pycha czasem działa zupełnie na odwrót niż byśmy się tego mogli spodziewać. Czasami to ona właśnie nie pozwala nam dumnie podnieść głowy. Mówi nam, że powinniśmy wszystkiego dokonać sami, a gdy widzimy, jak słabi jesteśmy, podpowiada, że nie jesteśmy nic warci (bo przecież moglibyśmy być nie wiadomo kim, a jesteśmy tylko sobą).
Bóg jednak, gdy będzie się chciał nami posłużyć, byśmy wypełnili swoje powołanie, sam doda nam siły i umiejętności, jeżeli naszych nie starczy. Tak więc należy swoją pychę ofiarować Bogu i iść do przodu z podniesioną głową, doskonaląc się na tyle, na ile to możliwe.
Koh 11,5–6Jak nie wiesz, którą drogą duch wstępuje w kości,
co są w łonie brzemiennej,
tak też nie możesz poznać działania Boga,
który sprawia wszystko.
Rano siej swoje ziarno
i do wieczora nie pozwól spocząć swej ręce,
bo nie wiesz, czy wzejdzie jedno czy drugie,
czy też są jednakowo dobre.
Bardzo spodobał mi się ten fragment z Księgi Koheleta. Wielu ludzi kojarzy chrześcijaństwo, a już szczególnie katolicyzm z nudą i stagnacją. To jednak wina raczej samych chrześcijan, niż prawdziwie chrześcijańskiego sposobu myślenia o życiu. Oczywiście, trudno, by Kościół nie wymagał zachowywania pewnych norm, w tym także np. obrządków liturgicznych, ale istotą życia chrześcijanina jest poszukiwanie drogi do zbawienia i wskazywanie jej innym, a to wiąże się z ryzykownymi zagraniami, z angażowaniem się, zmienianiem swojego życia i całą masą innych działań. Sianie ziarna: jednego, drugiego, trzeciego, to nie tylko modlitwa i Msza święta — to także przełamywanie strachu i wstydu, poznawanie nowych ludzi i miejsc, porzucanie złudnego poczucia bezpieczeństwa na rzecz realizowania się w społeczeństwie.
Przypowieść o talentach, którą znajdujemy w dwudziestym piątym rozdziale Ewangelii według św. Mateusza mówi nie tylko o tych oczywistych talentach — do komponowania muzyki, malowania czy tańca — ale o każdej zdolności do podejmowania działań na rzecz dobra swojego i innych. Powiem więcej: wydaje mi się, że będziemy rozliczani przede wszystkim z tego, że potrafiliśmy się ciepło uśmiechnąć, a nie robiliśmy tego, że mieliśmy dar pocieszania, a nikogo nie przytuliliśmy, że przychodziło nam do głowy mnóstwo pomysłów na to, jak poprawić otoczenia dokoła, ale nigdy nie chciało się nam nawet kiwnąć palcem.
W ogóle myślę, że czułbym się jak ostatni idiota, gdybym stanął przed świętym Piotrem, a on zamiast takich czy innych błędów wytknął mi tylko jedno: dlaczego, Mariuszu, żeś nigdy nie wytknął nosa poza te malutkie kółko, w którym się czułeś jako-tako bezpiecznie? Przechodzą mnie ciarki na samą myśl o takim pytaniu.
Nie wejdę pod dach mego domu,
nie wstąpię na posłanie mego łoża,
nie użyczę snu moim oczom,
powiekom moim spoczynku,
póki nie znajdę miejsca dla Pana (…)
Ps 132,3–5
Wczoraj prosiłem o wiarę, dziś szukam wolności, ale nie tej, która mówi: „Róbta co chceta”, która zapomina o wczoraj i nie myśli o jutro. Nie szukam drogi, by móc czynić, co tylko przyjdzie mi do głowy. Nie chcę przystawać, gdy strach zacznie mi dyktować warunki, lub gdy lenistwo każe porzucić plany, które jeszcze wczoraj wydawały się wszystkim. Chciałbym znaleźć tę wolność, która pozwala czynić, co uzna się za słuszne, której mądrość mówi: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12). Która sprawia, że wstaje się rano z nadzieją, że czekają nas wielkie rzeczy. Która nie boi się ciszy i równie dobrze smakuje w zgiełku miasta, jak późnym wieczorem w środku lasu.
To jest właśnie jedna z oznak, że jest się na dobrej drodze: nie trzeba wciąż zagłuszać serca ani napędzać go gwarem, pośpiechem czy używkami.
A ja powiedziałem pewny siebie:
«Nigdy się nie zachwieję».
Z łaski Twojej, Panie, uczyniłeś mnie niezdobytą górą,
a gdy ukryłeś swe oblicze, ogarnęła mnie trwoga.
Wołam do Ciebie, Panie,
błagam Boga mego o miłosierdzie:
«Jaki będzie pożytek z krwi mojej,
z mojego zejścia do grobu?
Czyż proch Cię będzie wysławiał
albo rozgłaszał Twą wierność?(…)»
Ps 30,7–10
Od kilku tygodni słucham homilii ks. Piotra Pawlukiewicza, o którym już pisałem. Po kilku kazaniach zacząłem dostrzegać powtarzające się treści, których znaczenie wciąż na nowo odkrywam. Tym, co najbardziej mnie uderza jest ambiwalentny obraz Jezusa. Z jednej strony ks. Piotr przedstawia Go jako dowódcę wyborowej brygady szturmowej, starającego się wyrwać cię z grzechu i innych problemów. W jakiej byś twierdzy nie był zamknięty, o ile tylko Mu na to pozwolisz, Jezus wpadnie, wywróci wszystko do góry nogami i wyniesie cię na swoich ramionach. On prowadzi nieustanną bezwzględną walkę o twoją duszę. Ale w tej walce jest też najwrażliwszym przyjacielem, który pochyla się nad każdą twoją raną. Jak mówi Izajasz:
Iz 64,3Ani ucho nie słyszało,
ani oko nie widziało,
żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle
dla tego, co w nim pokłada ufność.
Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim,
bym opatrywał rany serc złamanych,
żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę (…)
Iz 61,1
Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska
dodają mi otuchy.
Ps 23,4
2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.