Bajki o tanich podręcznikach są tak stare, że znali je chyba nawet bracia Grimm, a może i Ezop. Trafiłem jednak na inną ciekawostkę. Zastanawialiście się czemu szkół nie stać na pomoce dydaktyczne? No to popatrzmy sobie…
Jeżeli potrzebujecie amperomierza (0…5A AC/DC, 2% dokładności dla pełnego wychylenia) na lekcje fizyki, to nie musicie wydać wiele, ot 473,00PLN netto. Gdybyście jednak potrzebowali do warsztatu profesjonalnego multimetru renomowanej firmy, np. Brymena BM257 (woltomierz AC/DC True RMS, omomierz, częstościomierz, miernik pojemności, złącze USB itp., włącznie z nieszczęsnym amperomierzem AC/DC 0…8A, 1%) to liczcie się z monstrualnym wydatkiem 339,90PLN netto.
Mam pewną drobną skazę na psychice, która sprawia, że potrzebuję, żeby coś do mnie gadało, gdy wykonuję czynności, które nie wymagają stuprocentowego zaangażowania umysłu. Gdy programuję albo rozwiązuję jakiś problem, często przeszkadza mi jakakolwiek muzyka, ale gdy sprzątam, gotuję, lutuję czy majsterkuję bardzo lubię, jak w tle leci jakiś wywiad, ciekawy program publicystyczny czy historyczny. Niestety, nie mam telewizora, a w radiu niekoniecznie daje się znaleźć coś takiego na zawołanie. W związku z tym zwracam się do Szanownych Joggerowiczów z prośbą o pomoc w stworzeniu listy ciekawych podcastów, stacji radiowych, kanałów YouTube itp., jednakże wyłącznie w języku polskim i bez dziwnych torrentów, wrzut i innych chomików. Proszę też o nie podawanie podcastów „popularnonaukowych” i „komputerowych” na poziomie „Komputer Świata” czy „Focusa”.
Na dobry początek proponuję Audycje Radia Zet, w szczególności „Duży Wywiad” Marcina Prokopa.
Jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów, jak mówi stare, chińskie przysłowie.
Kiedy kompatybilność wsteczna przestaje bawić? Gdy uświadamiasz sobie, że 80% ifów w kodzie służy upewnieniu się, że kilku użytkowników starej wersji produktu nigdy nie zauważy, nie wykorzysta i nie doceni wysiłku włożonego w pozostałe 20%.
Szukałem dziś informacji na temat łamania zabezpieczeń w mikrokontrolerach. Programowalne układy scalone, w tym mikrokontrolery, mają na ogół możliwość zabezpieczenia pamięci programu i pamięci danych przed odczytem, by konkurencja nie mogła skopiować produktu, użytkownik zmodyfikować firmware’u, a cwany importer „bezwypadkowych” aut skasować z komputera pokładowego informacji o odpaleniu poduszki powietrznej. Posiadanie elementarnej wiedzy o funkcjonowaniu obserwowalnego Wszechświata każe przypuszczać, że tego rodzaju zabezpieczenie, jak każde inne wymyślone przez człowieka, może być przez człowieka (i to niekoniecznie tego samego!) złamane. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, gdy na AVR Freaks napotkałem taki kwiatek, będący odpowiedzią na ofertę wyciągania wsadów z popularnych AVR-ów:
My two cents....
to the one who redeems to be able to hack avrs :
No I am not intrested to let you hack my atmels and No I don't think anyone is intrested unless they have bad intentions and Yes i hope you bang your head to the wall hard enough to forget how to get them unlocked... am I crystalclear??
to those from atmel who monitor this site :
So is this true or just bluff about a bug that can unlock an avr device? I want my code to be SAFE when I want it to be, and especially if the datasheet says so! so please if it is true , I urge you to do something about it, if not for me then for the other big ones using your products in their applications... and maybe if it is a built in backport to rescue or hack very important data then that information should never have left the atmel factory...
Ksiądz: Dlaczego się radujemy?
Dziecko: Żebyśmy nie byli smutni.
Z Mszy św. dla dzieci
Nadmiar smutku to zło (ale nie smutek sam w sobie!). Radość usuwa to zło z życia, ergo radość jest dobra i potrzebna. Po dziecięcemu proste, a nietrywialne.
O metodach, jakimi spamerzy nakłaniają nas do czytania ich maili, można pisać tomy, zasadniczo jednak chodzi przede wszystkim o jedno — by temat, ewentualnie nadawca wiadomości, wydał się nam znajomy, a najlepiej, byśmy uznali wiadomość za pilną. Zresztą nawet działający zgodnie z prawem reklamodawcy, rozsyłający wiadomości w ramach regulaminu darmowych kont pocztowych, lubią krzykliwe hasła.
Trudniej mają autorzy spamu papierowego, bo jak zachęcić do wyjęcia ulotki ze skrzynki na listy, skoro przez tę szparkę niewiele widać? Specjaliści od tajemniczych spotkań, na których rozdaje się za darmo komplety puchowej pościeli, drogocenne szwajcarskie zegarki i fotele z masażem (jaka szkoda, że nie jestem wystarczająco stary lub nie mam żony — młodzi kawalerowi niestety nie są tam mile widziani) umieszczają zaproszenie w kopercie, niezaadresowanej wprawdzie, jednak na pierwszy rzut oka podobnej do listu. Wątpliwej proweniencji kancelaria prawnicza poszła jednak dalej i oto niedawno wyciągnąłem ze skrzynki awizo, które okazało się wcale nie być awizem. Musiałem podrapać się po głowie i mocno się skupić by rozwiązać zagadkę: dlaczego listonosz nic nie napisał na awizo? Dopiero po chwili mnie olśniło — to po prostu papierowy spam wkracza na wyższy poziom chamstwa. Lub dowcipu, jak kto woli.
Miał przed sobą umysł potężny a jednocześnie jakże ograniczony. Jego ogromna energia, siła jego osobowości, nieuleczalna ślepota na pewne fakty wywoływała w umyśle Redwooda absolutnie groteskowy i dziwaczny obraz. Zamiast przeciwnika, będącego przecież człowiekiem, od którego można żądać odpowiedzialności moralnej i do którego można kierować rozsądne argumenty, ujrzał Caterhama jako coś w rodzaju potwornego, w jakimś stopniu ucywilizowanego nosorożca, poczętego w dżungli ustroju demokratycznego […]. Realia ekonomiczne, konieczności geograficzne, ledwie muśnięte skarby odkryć i metod naukowych istniały dla niego w nie większym stopniu, niż koleje żelazne, gwintowane strzelby czy pamiętniki podróżników istnieją dla jego dzikiego prototypu zwierzęcego. Liczyły się tylko wiece, kombinacje klik politycznych i głosy wyborców — nade wszystko głosy. On sam był ich wcieleniem — wcieleniem milionów głosów.
[…] Nie miał pojęcia, że istnieją prawa fizyki i prawa ekonomiczne, że istnieją stosunki ilościowe i reakcje, których cała ludzkość, głosując nemine contradicente, nie może zmusić do nieistnienia […]. Nie wiedział, że istnieją prawa moralne, których nie da się naruszyć żadną mocą czaru osobistego; a jeśli się je odepchnie, to z całą mściwością wezmą odwet na sprawcy.
Herbert George Wells, „Pokarm Bogów”
Chyba nie był H. G. Wells wielkim entuzjastą demokracji, a na pewno nie darzył estymą polityków. Lecz to, co napisał, to przerysowany obraz nie tylko niejednego ze współczesnych polityków, ale wielu ludzi, którzy dalej niż czubek własnego nosa spojrzeć nie potrafią. Poza partykularnymi interesami i kilkoma hasłami, które, odpowiednio głośno krzyczane, zagłuszyć mogą wszelką inną myśl, nie mają na uwadze niczego innego. Trudno taką postawę potraktować inaczej niż jak negację tego wielkiego daru, jakim jest ludzki umysł.
Nie jestem wprawdzie przekonany do przedstawionej w „Pokarmie Bogów” gloryfikacji wielkości ludzkiego umysłu i nie krytykowałbym tak silnie społeczeństwa w ogólności, ale traktuję tę książkę jak karykaturę i bolesną satyrę w stylu „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta. „Wojnę światów” czytałem z większą przyjemnością, ale w „Pokarmie Bogów” znaleźć można kilka głębszych myśli i to jasno sformułowanych.
Wiedziałem, że to się jakoś nazywa, ale nie mogłem sobie przypomnieć, jak. Irytowało mnie to strasznie, zwłaszcza, że to uczucie spotyka mnie od czasu do czasu. Teraz postaram się zapamiętać, choć nie wiem, czy kiedykolwiek nauczę się wymawiać:
Jako pierwszy opisał to Denis Diderot w „Paradoxe sur le comédien”. Później Jean-Jacques Rousseau w autobiografii „Les Confessions” powoływał się między innymi na tę dolegliwość, usprawiedliwiając swoją mizantropię.
Niektórzy z Czytelników pamiętają może ze lekcji geografii książkę „Świat w liczbach”. Był to zbiór danych statystycznych dotyczących świata i Polski. Nie była to szczególnie wciągająca lektura, niemniej niektóre tabelki były nawet interesujące. Dziś jednak mamy XXI wiek i osoby bardziej obeznane z zagadnieniami wizualizacji danych czują intuicyjnie, że tabelki to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oglądając jedną z prezentacji na stronie TED Conferences dowiedziałem się, że dla wszystkich zainteresowanych jest dostępne narzędzie o nazwie Gapminder, które w graficzny sposób prezentuje dane statystyczne dla wielu krajów z dziedzin takich jak zdrowie, ekonomia, środowisko naturalne czy demografia.
Co ważne, Gapminder jest bardzo intuicyjny w użyciu, dla wielu rodzajów informacji zawiera dane z szerokiego przedziału czasu (możliwa jest animacja wykresów, by obserwować zmiany na przestrzeni lat) i udostępnia genialną wizualizację, która posiada cztery wymiary:
Pozwala to na sprawną prezentację wielu informacji na raz i znacznie ułatwia analizę danych.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.