Dolina Rospudy zapewne jest obecnie znana większości Polaków, słusznie lub niesłusznie uchodząc za wyjątkową ostoję dzikiej przyrody. Ja lubię Dolinę niezależnie od lokalnej sytuacji politycznej i spędzając wakacje w domu czuję się wewnętrznie zobowiązany wybrać się na wycieczkę rowerową w te rejony. Szczególnym sentymentem darzę odnalezione podczas jednej z takich przejażdżek uroczysko zwane Świętym Miejscem.
W Świętym Miejscu spotyka się piękna przyroda, dawna historia Ziemi Augustowskiej, resztki kultu pogańskiego i chrześcijaństwo — to swojskie, ludowe, otaczające szczególną czcią Matkę Bożą. W sezonie letnim niekoniecznie jest tu cicho i spokojnie, bo tuż obok często zatrzymują się spływy kajakowe, ale im bliżej poznaje się to miejsce, tym bardziej staje się urokliwe.
Dwa tygodnie temu byłem po raz pierwszy w Parku Oliwskim, a dziś wybrałem się ze znajomymi do oliwskiego zoo. Trzeba przyznać, że w Oliwie nie brak atrakcji i możliwości relaksu połączonego z obcowaniem z naturą. Zoo jest naprawdę spore — zwiedzenie całego zajęło nam ponad trzy godziny.
Muszę przyznać, że od wizyty w Kadzidłowie zaczęło się zmieniać moje podejście do ogrodów zoologicznych. W szczególności po lekturze „Życia Pi” Yanna Martela postrzegam je nie tyle jako miejsce dręczenia i zniewalania zwierząt ku uciesze gawiedzi, ale jako placówkę edukacyjno-naukową, gdzie ludzie mogą poobserwować zwierzęta, a te żyją w nie najgorszych warunkach, pod fachową opieką, a nierzadko jest to dla nich jedyna możliwość przedłużenia gatunku. Oczywiście, pewnie często nie bywa tak różowo, ale wolę widzieć dwie chore niedźwiedzice w niezbyt przestronnej klatce w zoo niż w cyrku, skąd pochodzą. Mimo wszystko sądzę, że tu mają znacznie lepsze warunki.
A surykatki? Wyglądają na zadowolone. No i nic ich nie zeżre.
Dziś po raz pierwszy byłem w Parku Oliwskim. To naprawdę piękne miejsce, a bogata roślinność nastraja pozytywnie swoimi kolorami i kształtami. No i można spotkać Entów. Bądźcie jednak ostrożni, bo są trochę strachliwe.
Pierwszy raz starałem się fotograficznie wykorzystać mgłę. To naprawdę niezła zabawa, o ile ktoś lubi mgłę tak, jak ja. Retusz zdjęć też daje dużo frajdy. Wystarczy trochę poeksperymentować z krzywymi i naszym oczom ukazuje się nowa gra świateł; może trochę przerysowana, ale to przecież fotografia, nie dokumentacja techniczna — można dodać coś od siebie.
Uśmiechnięty… zegar słoneczny w Kownie.
Od roku fotki z okolic śluzy Swoboda czekały, żeby z nimi coś zrobić. Zacząłem od wyrzucenia tych najmniej udanych, później z trudem pozbyłem się tych, w których trudno było dostrzec coś ciekawego. Wraz z ubywaniem miejsca na dysku pewnie zniknie jeszcze parę. Niemniej kilka podoba mi się tak samo, jak przed rokiem, więc czas, by poszły między ludzi:
…, czyli parę słów i kilka fotek z małej wycieczki po Mazurach.
Wilczy Szaniec to miejsce pobytu führera od czerwca 1941 do listopada 1944 r. Całość ma 250 hektarów powierzchni. Potężne bunkry, mimo iż zniszczone przez Niemców w czasie wycofywania się z kwatery, wciąż robią ogromne wrażenie. Schrony o ścianach wielometrowej grubości, maskowania, rozwiązania logistyczne (połączenie kolejowe i lotnicze) i radiokomunikacyjne (w tym stacje umożliwiające nadawanie szyfrogramów w oparciu o Enigmę) świadczą o wielkim zaangażowaniu Niemców w budowę centrum dowodzenia na terenie Prus Wschodnich. Widząc Wilczy Szaniec widzi się ułamek okrutnej potęgi III Rzeszy.
Bilet wstępu na teren kwatery to koszt, AFAIR, jakichś 8PLN. Warto jednak wydać jeszcze jakieś 40PLN na przewodnika. Polecam zwiedzanie w godzinach porannych (przed 10:00) ze względu na mniejszy tłok. Choć z drugiej strony warto dogadać się z innymi zwiedzającymi i razem wynająć przewodnika, dzieląc się kosztami.
Tym razem zaniosło mnie trochę dalej, bo aż za Krasne, w okolice Skieblewa i Starożyńców. Za Krasnem droga była kiepska. Prowadził mnie czerwony szlak pieszy — rowerowy już się skończył i w sumie chyba z kilka kilometrów musiałem prowadzić rower, tak dał mi się we znaki piach. Ale było warto, bo dotarłem do rosyjskich bunkrów, jak zamierzałem. Po drodze spotkałem na łące sześć bocianów. Były tak zajęte sobą nawzajem, że udało mi się podejść całkiem blisko. Niestety, w końcu stwierdziły, że nie lubią być fotografowane i uciekły.
Bunkry zaś uciec nie mogły, za to przywitały mnie odorem śmieci, zwłaszcza ten bliżej drogi, który został przez jakichś idiotów przerobiony na dziki śmietnik. Drugi, bardziej schowany w lesie, był w lepszym stanie. Nawet dałoby się wejść do środka, ale sam był tego nie zrobił… brrr…!
Wczoraj miałem przyjemność wybrać się z rodziną do Trok. Tym samym nie omieszkam wrzucić fotki, jakże pięknego, gotyckiego zamku z XV wieku.
Zamek znajduje się na wyspie jeziora Galwe. Bilet wstępu kosztuje 10,00LTL, a dla studentów o połowę mniej. Robienie zdjęć wewnątrz zamku wymaga dodatkowej opłaty. IMHO takie zdjęcia nie mają większego sensu, co nie oznacza, iż ekspozycja, obejmująca wiele epok historycznych nie jest ciekawa. Za te parę litów zobaczymy sporo interesujących eksponatów.
Po zwiedzaniu proponuję zajść do pobliskiej restauracji i spróbować kibinai (kibinas). Jest to tradycyjne danie karaimskie — coś w rodzaju pieczonych pierogów, czy pasztecików, nadziewanych pysznym farszem.
Wreszcie odbyłem moje dwie pierwsze malutkie letnie wyprawy: rowerem — do śluzy Swoboda (kultowa dla mnie trasa) i spacer do lasu nad jeziorem Sajno.
Okolica śluzy, jak zawsze, piękna. Zjechało się trochę turystów, w kanale czekała żaglówka, na brzegu kilka kajaków. Wyjątkowo nie robiłem zdjęć małej śluzy, która wciąż stanowi dla mnie zagadkę (czemu miałaby służyć?), ale obok dużej uchwyciłem takie oto brzydkie kaczątko
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.