„Kuzynki” wyszły spod pióra Andrzeja Pilipiuka, który to autor najbardziej znany jest z wykreowania postaci Jakuba Wędrowycza. Książka jest pierwszą częścią trylogii i, muszę to przyznać, narobiła mi smaku na pozostałe tomy. Jest to lektura z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych — myślenia nie wymaga prawie wcale, humor jest dosyć prosty, intrygi prawie brak, akcja toczy się wartko, a całości dopełnia odrobina krwi, przemocy i wyrafinowana szlachetność urodziwych bohaterek.
Gatunkowo „Kuzynki” należałoby ustawić gdzieś między urban fantasy a powieścią przygodową, taką nastawioną na młodego czytelnika. Urban fantasy, bo mamy tu do czynienia z wampirem i kamieniem filozoficznym w realiach miejskich; młodzieżowa powieść przygodowa, bo prosta, acz szybka, akcja w połączeniu z przerażającymi dziurami fabularnymi i wątkami edukacyjnymi, trafi przede wszystkim do mniej doświadczonego czytelnika.
Książka jest napisana z polotem, humor nie jest wysublimowany, ale mnie bawił, wtrącane często-gęsto ciekawostki historyczne, batalistyczne i społeczne z pewnością zawierają jakiś walor edukacyjny, choć mogą irytować. Całość jest apoteozą minionych wieków, tradycji szlacheckiej, zimnego chowu, elegancji, kurtuazji, tężyzny fizycznej (zwłaszcza u młodych kobiet) i co tam jeszcze kręci autora. Jako że podzielam znaczną część tych fascynacji, klimat „Kuzynek” bardzo mi odpowiadał.
Szkoda, że efekt popsuły liczne niedoskonałości. Niektóre zbiegi okoliczności są tak naciągane, że słychać jak coś trzeszczy między wierszami. Szkoła, w której znalazła pracę Stanisława Kruszewska to chyba jakaś lokalna anomalia w rachunku prawdopodobieństwa, bo niby jak trafiła tam jeszcze młoda wampirzyca, że o szalonym biologu nie wspomnę? Ale to tylko drobny szczegół w porównaniu z postaciami głównych bohaterek. Samą Stanisławę można jeszcze przełknąć, młodziutką i jakże śliczną wampirzycę Monikę też, przymykając oko np. na jej błyskawiczną naukę pisania na klawiaturze w połączeniu z zawrotną prędkością tłumaczenia greckich tekstów — załóżmy, że to po prostu jej wampirze talenty. Za to Katarzyna Kruszewska to totalne nieporozumienie. Ma jakieś 20 lat z hakiem, jest komputerowym geniuszem i pracuje jako informatyk dla CBŚ. OK, to łyknę, ale historyjka o tym, że krótkie przeszkolenie we wspomnianej instytucji dało jej umiejętność doskonałego manipulowania ludźmi, otwierania wszystkich zamków i wdeptywania w ziemię dresiarzy (oj, nie lubi ich Pilipiuk, nie lubi!) jest po prostu niedorzeczna.
Do tego te opisy tortur i bójek — sadystów nie zadowolą, a gdyby je wyciąć książka nabrałaby charakteru stricte młodzieżowego i można by ją wyżej ocenić, bo lepiej pasowałby do gatunku powieści przygodowej. Podobnie rzecz ma się z opisami urody bohaterek, zwłaszcza Moniki — ani to poetyczne, ani erotyczne, widać autor celował w gimnazjalistów, co zresztą tłumaczyłoby średnią wieku pierwszoplanowej trójki.
Krótko mówiąc, książka warta przeczytania, bo to świetny zabijacz czasu. Trzeba tylko przymknąć oko na niedociągnięcia i cieszyć się lekką lekturą.
Dla mnie była to książka nieco zbyt lekka. W zamierzeniu miała chyba stanowić coś, co miałoby być współczesną wersją np. "Stawiam na Tolka Banana", czy też "Wakacji z duchami". Taka lektura zdecydowanie przeznaczona dla młodszych odbiorców. Czy się sprawdza? Trudno powiedzieć. Do mnie nie trafiła, chociaż lubię twórczość Pilipiuka.
BTW - jest to też przy okazji chyba najładniejsze wydanie książki w wykonaniu Fabryki Słów (pomimo tego, iż wszystkie wydane przez nich książki wyglądają ładnie). Idealne na prezent :D
Mam dla Ciebie w takim razie złą wiadomość: "Kuzynki" to najlepsza część trylogii.
@Zal: Książka, którą czytałem była wydana zupełnie zwyczajnie. Za to mam świetnie wydaną inną knigę Pilipiuka — „2586 kroków”.
@torero: Już końcówka „Kuzynek” wyglądała jak pisana na kolanie w ostatni wieczór przed deadlinem… Cóż, przeczytamy, zobaczymy.
Mnie ta książka nie podeszła w żaden sposób. Całość tak naciągana że to aż o pomstę woła. W życiu bym nie powiedział że jest "warta przeczytania" - są o wiele ciekawsze "zabijacze czasu".
przebrnąłem przez wszystkie tomy i jak czyta się dość lekko to zostaje w pamięci niewiele i raczej nie polecałbym dalej
taki typ książki po prostu lekkie łatwe i głupiutkie
i niestety tom pierwszy jest faktycznie najlepszy, potem jest gorzej, jeszcze bardziej infantylnie i głupio
zdecydowanie wolę wędrowycza :)
Zabitego czasu nie da się wskrzesić. Warto więc zastanowić się, czy na pewno chcemy go 'zabijać' taką lekturą...
Czytałem tę książkę już dość dawno, a potem jeszcze drugi tom trylogii. Z trzeciego zrezygnowałem. Niektóre pomysły były dobre, osobiście np. spodobało mi się jaką uwagę Pilipiuk przywiązał do opisu egzotycznej broni, w rodzaju miecza z bułatowej stali, czy samopału. Ciekawy jest też w ogóle sam pomysł postaci Stanisławy, czy choćby sposób w jaki jej tajemnica została odkryta przez Katarzynę. Jednak więcej pozytywnych stron nie znalazłem. Opowiedziana historia nie trzyma się kupy, trudno wskazać tam w ogóle coś takiego jak główny wątek i całość razi swoją prostotą. Zgodzę się też, że postać Katarzyny jest bardzo niewiarygodna. Ogółem to po prostu kiepska książka, może zadowolić co najwyżej bardzo młodego czytelnika. Myślący czytelnik raczej zacznie się zastanawiać, czy autor nie próbuje czasem obrazić jego inteligencji.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.