vmario na jabber.gda.pl

Księżniczka na ziarnku grochu

10 czerwca 2010 @ 22:27:19. Poziom 0. Kategorie: Myśli spisane.

Ludzie nie lubią przypadku. Bardzo. Jakakolwiek koincydencja ciekawszych zdarzeń bezwiednie rodzi silne domniemania o istnieniu jakiejś implikacji (przy czym poprzednik i następnik dobierane są wedle światopoglądu lub w drodze rzutu monetą), a zjawiska ewidentnie stochastyczne, jak losowanie Lotto, obrastają w grube warstwy mitów, niczym studenckie talerze w tłuszcz i okruszki. Świadomość, iż losowania są od siebie niezależne a kuleczki nie wiedzą, jakie liczby są na nich wypisane, ociera się o metafizyczną iluminację i nawet znajomość rachunku prawdopodobieństwa z trudem zaciera głęboko wyryte ścieżki naszych myśli, krzyczących jednogłośnie, że wypadnięcie czwórki po jedynce, dwójce i trójce jest czymś co najmniej nieprzyzwoitym — dwunastka jest zupełnie prawdopodobna, ale akurat czwórka znacznie mniej.

Zabobony związane z grami liczbowymi są jednak co najwyżej zabawne lub irytujące — żadnej tajemnicy tu nie ma, chyba że ktoś interesuje się psychokinezą lub innym zaginaniem strumieni prawdopodobieństwa. Ciekawsze są kwestie predestynacji czy kismetu. Idziesz ulicą, spotykasz starego kumpla, w trakcie rozmowy okazuje się, że ma on wielki problem, który potrafisz rozwiązać. Przypadek, Opatrzność czy wpływ gwiazd? Modlisz się, otwierasz Pismo Święte i uderza Cię Słowo. Właśnie to, jakiego potrzebowałeś. Przypadek, Opatrzność czy doszukiwanie się na siłę przyczynowości tam, gdzie jej nie ma? A może wszystko po trochu?

Z racjonalnego punktu widzenia większość takich zdarzeń to przypadki. Nawet jeżeli odrzucimy zasadę nieoznaczoności Heisenberga i zmusimy się do przyjęcia teorii determinizmu, to z praktycznego punktu widzenia i tak możemy założyć, że lwia część zwrotów w naszym życiu to zwykły przypadek.

Oczywiście, z teistycznego punktu widzenia rzecz ma się nieco inaczej, choć wydaje mi się, że obiema drogami można dojść do podobnych wniosków. Nie znam się na teologii, ale chyba nie popełniam herezji, jeżeli zakładam, że Bóg stoi zarówna poza przestrzenią, jak i poza czasem. Wobec tego widzi on wszystkie punkty w continnum czasoprzestrzennym jednocześnie. Stąd można przyjąć, że wszystko mogło być zaplanowane w momencie stworzenia, a nasza wolna wola jest złudzeniem wynikającym z niemożności obserwowania czasu jako całości. Nie lubię jednak fatalizmu i przychylam się do poglądu mówiącego, że Stwórca postawił u zarania dziejów pewne zdarzenia na naszej drodze, wiedząc co i kiedy wybierzemy, choć to wcale nie zmienia faktu, że nasz wybór jest rzeczywiście zależny od nas.

Pozostaje jednak wciąż pytanie o skalę Bożych interwencji. Cóż, rzecz w tym, że to tak naprawdę nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Nieraz zadawałem sobie pytanie: czy to wola nieba, czy przypadek; czy to znak, czy tylko zbieg okoliczności? W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że koniec końców to zależy przede wszystkim ode mnie. To trochę tak jak z kotem Schrödingera — rzecz jest równocześnie przypadkiem, który nic nie znaczy, jak i kamieniem milowym naszego życia; do czasu, gdy dokonamy aktu woli, jest jednym i drugim. Znalezione na ulicy 20 PLN raczej nie będzie przypadkiem, bo za chwilę wydamy je w sobie właściwy sposób (precyzyjniej: sam fakt znalezienia to przypadek, ale podniesienie i wydanie tych pieniędzy już nie), ale niejedna myśl przemykająca nam przez głowę, niejeden napotkany człowiek, to tylko przypadkowe fluktuacje, które przechodzą bez echa. Nie pochylamy się nad nimi i nie wykorzystujemy ich, nie stają się więc niczym więcej jak stochastycznym szumem tła.

Nie są te moje rozważania żadną filozofią, ani odkrywczym spojrzeniem na świat, ale ja też nie lubię przypadku. Uwiera mnie myśl, że wystarczyłby jeden krok w inną stronę i coś ważnego by mnie ominęło, albo wystarczyłoby przesunąć jeden moment o sekundę w czasie, a uniknąłbym kłopotów. Chciałbym świata, który podpowiada mi, gdzie pójść; chciałbym Boga, który obdarza mnie Mądrością. Z drugiej strony chcę być kowalem swego losu, nie chcę być pionkiem, wolę rzucać kością — choć czasem wypadnie jedno oczko, a czasem sześć, w dobrej grze to nie przesądza o końcowym efekcie, bo wynik rzutu to tylko sugestia. Bóg nie gra w kości, powiedział Einstein. Temu samemu fizykowi przypisuje się jednak także stwierdzenie: Przypadek — to Bóg przechadzający się incognito i to właśnie jest dla mnie sedno rzeczy — napotykamy na swojej drodze te przypadki-nieprzypadki, ale kto się za nimi kryje, i co chciał nam dać, tego nie wiemy. Możemy tylko te zdarzenia pochwycić we własne ręce i uczynić z nich coś nowego i swojego; oby także pięknego i dobrego.

Komentarze

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.

(W komentarzach działa Markdown bez obrazków. HTML jest wyłączony.)

Aby dodać komentarz, wpisz kod z obrazka:

Creative Commons License 2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk

Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.

Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.

Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.

Całość napędza JoggerPL.