Ludzie nie lubią przypadku. Bardzo. Jakakolwiek koincydencja ciekawszych zdarzeń bezwiednie rodzi silne domniemania o istnieniu jakiejś implikacji (przy czym poprzednik i następnik dobierane są wedle światopoglądu lub w drodze rzutu monetą), a zjawiska ewidentnie stochastyczne, jak losowanie Lotto, obrastają w grube warstwy mitów, niczym studenckie talerze w tłuszcz i okruszki. Świadomość, iż losowania są od siebie niezależne a kuleczki nie wiedzą, jakie liczby są na nich wypisane, ociera się o metafizyczną iluminację i nawet znajomość rachunku prawdopodobieństwa z trudem zaciera głęboko wyryte ścieżki naszych myśli, krzyczących jednogłośnie, że wypadnięcie czwórki po jedynce, dwójce i trójce jest czymś co najmniej nieprzyzwoitym — dwunastka jest zupełnie prawdopodobna, ale akurat czwórka znacznie mniej.
Zabobony związane z grami liczbowymi są jednak co najwyżej zabawne lub irytujące — żadnej tajemnicy tu nie ma, chyba że ktoś interesuje się psychokinezą lub innym zaginaniem strumieni prawdopodobieństwa. Ciekawsze są kwestie predestynacji czy kismetu. Idziesz ulicą, spotykasz starego kumpla, w trakcie rozmowy okazuje się, że ma on wielki problem, który potrafisz rozwiązać. Przypadek, Opatrzność czy wpływ gwiazd? Modlisz się, otwierasz Pismo Święte i uderza Cię Słowo. Właśnie to, jakiego potrzebowałeś. Przypadek, Opatrzność czy doszukiwanie się na siłę przyczynowości tam, gdzie jej nie ma? A może wszystko po trochu?
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.