Obejrzawszy „The Magic Mile”, byłem przekonany, że ta krótkometrażówka ma optymistyczny wydźwięk, ale nie mogłem odkryć, co pozytywnego jest w tym, iż nawet, gdy dotyka nas cud, wystarczy przejść parę kroków, by znów upaść? Czy można wyciągnąć jakieś dobro z tego, iż tylko na chwilę otworzyły się nam oczy lub uszy? Czy nie jest tak, że tęsknota za czymś, co mieliśmy na tak krótko będzie stokroć większa niż ta, którą odczuwaliśmy, gdy tęskniliśmy za nieznanym?
Odpowiedź przyszła niespodziewanie, w wywiadzie z Agnieszką Chylińską:
Wiem, że ten moment, który dzisiaj mam, jest mi dany tylko na teraz. Wiem, że za moment powrócą wszelkie złe demony i będą chciały mnie przekabacić. […] Mam nadzieję, że mam już dobrą zbroję, że mam już dobry miecz, […] tę zręczność, tę siłę, by poradzić sobie z tym, co będzie na mnie czyhało.
Agnieszka Chylińska w wywiadzie Marcina Prokopa
Spotykają nas chwile, krótsze lub dłuższe, gdy świat wiruje dokoła nas, gdy wydaje się, że złapaliśmy Pana Boga za nogi. Później nierzadko przychodzi uczucie pustki i rozczarowanie powrotem do rzeczywistości, która wydaje się nam jeszcze bardziej szara niż na początku. Nie wolno wtedy marnować tego, co się przeżyło. Nie wolno poddawać się tęsknocie i udawać, że rzecz mogła trwać wiecznie. Trzeba ten zawód przekuć na radosne wspomnienie, a pragnienie cofnięcia się w czasie na siłę, pchającą nas w przyszłość.
Nie wolno dać sobie wyrwać takich chwil ani stać się ich więźniem.
Peak experiences. Dobrze wyczuwam temat, czy zupełnie nie trafiłem? ;]
Dobrze wyczuwasz! Definicja podaje wprawdzie szeroką gamę doznań: od religijnych, przez seksualne i artystyczne, po kulinarne, podczas gdy ja miałem tu na myśli przede wszystkim uczucia wynikające z reakcji interpersonalnych i przeżyć religijnych (bo uważam, że budzą w nas największe tęsknoty), ale nie wprowadzam ścisłych ograniczeń — różne rzeczy ludzi kręcą :)
Bardzo ciekawe jest podejście Maslowa, zwłaszcza powiązanie tego rodzaju doznań z samorealizacją. To też wiąże się jakoś z myślą, którą chciałem wyrazić — trzeba zrozumieć samego siebie, z przeżyć szczytowych wyciągnąć wnioski odnośnie tego, co jest dla nas ważne, a później wykorzystać to do samorealizacji.
Ponadto proces samorealizacji Maslow utożsamił z twórczością - rozumianą egalitarnie, jako ekspresję osobistego potencjału jednostki, przejawiającą się w różnych czynnościach dnia codziennego.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Samorealizacja
Powyższy pomysł wiążę się z kolei z moim następnym wpisem, który będę musiał chyba na nowo przemyśleć :)
Ja swego czasu też o tym myślałem i pisałem. Niestety, do tej pory mam kryzys w tym zakresie ;] Z chęcią przeczytam to, co masz do przekazania.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.