Pisałem ostatnio o pomaganiu, a dziś chciałbym do tego tematu nawiązać. Na Wykopie pojawił się wątek sugerujący, że w serwisie SiePomaga internauci chętniej wspierają zwierzęta niż dzieci. Mniejsza o to, czy tak jest w rzeczywistości — nie chcę na podstawie kilku liczb wydawać sądów o społeczeństwie. Myślę jednak, że warto zaznaczyć, co o tej całej pomocy zwierzętom myślę.
Zacznę od tego, że mnie nie podoba się, że w jednym miejscu zbiera się pieniądze na pomoc ludziom i zwierzętom. Uważam wszystkie psy, konie, a nawet koty za istoty stojące w hierarchii wartości o poziom niżej od człowieka. Zawsze. Nie chcę przez to powiedzieć, że dopuszczam jakiekolwiek znęcanie się nad zwierzętami. Za bestialskie traktowanie psa czy konia powinno się degeneratów zamykać. Zastanawiam się nawet, czy nie powinno tego zrobić z wynalazcą chowu klatkowego i czy nie jest moralnym złem kupowanie jaj z cyferką „3”.
Mimo wszystko, wciąż widzę wyraźną różnicę między krzywdą człowieka i zwierzęcia, choć nie twierdzę przy tym, że SiePomaga przyjęło obiektywnie złą formę — to tylko moje wrażenie, efekt tego, że czym innym jest spojrzenie cierpiącego dziecka, a czym innym spojrzenie cierpiącego psa. Może jednak warto byłoby po prostu na pomoc zwierzakom wydzielić osobną część serwisu?
Kolejna sprawa, która mnie poruszyła, i to znacznie bardziej, to argumentacja niektórych wykopowiczów, którzy chętniej pomagają zwierzakom niż ludziom. Dowiedziałem się, że ludzie krzywdzą zwierzęta, że ludziom pomaga państwo, że chore dziecko należało zdiagnozować w badaniu prenatalnym i zabić, a zwierzątka przecież na ogół krzywdy nikomu nie robią, upomnieć się o swoje nie mogą i w ogóle to ludzie są bydlętami. I tu jest właśnie sedno problemu — udaje się, że psiaki są tak cudowne, że można je postawić co najmniej na równi z człowiekiem; zapomina się, że one nie mają wolnej woli i nie ma żadnego heroizmu w zmaganiach się zwierzęcia z chorobą.
Naprawdę nie mam nic przeciwko dotowaniu leczenia koni, oddawania 1% podatku na Wikipedię czy wydawania kasy kolejny znaczek do klasera. Oczywiście, że za te pieniądze można było wspomóc chore dziecko czy hospicjum, ale nie można wpadać w paranoję. Coś się jednak we mnie buntuje, gdy ponad pomoc ludziom stawia się cokolwiek innego. Zapewne wiele osób ma na ten temat inne zdanie, ale dla mnie jednym z wyznaczników człowieczeństwa jest stawianie ludzkiego życia w centrum zainteresowania i choć groźniejsza patologią jest kopnięcie z premedytacją psa, to także uczynienie z niego najważniejszego domownika jest karygodne.
"Uważam wszystkie psy, konie, a nawet koty za istoty stojące w hierarchii wartości o poziom niżej od człowieka. Zawsze.
(...)
Coś się jednak we mnie buntuje, gdy ponad pomoc ludziom stawia się cokolwiek innego"
Krótka piłka: czy dowolna poprawa losu człowieka usprawiedliwia dowolne pogorszenie się losu dowolnej liczby zwierząt? Inaczej mówiąc, czy po to, żebym nie miał zadrapania na dłoni, które zniknie za parę dni mógłbym zadawać psu cierpienie przez parę miesięcy?
Jeśli nie, to istnieje jakiś punkt równowagi, który równoważy interesy zwierzęcia i człowieka. Nie jest więc niczm zdrożnym np. pomoc zwierzętom w masakrycznej sytuacji kosztem ludi w złej.
wiesz, istnieje kategoria ludzi którzy nie przepadają za innymi egzemplarzami własnego gatunku, z myślą o nich ulepiono nawet jakiś grecko brzmiące słowo.
@Szymon: To się chyba nawet nazywa homofobia ;)
XD
no to jest z łaciny afair ;) i chodzi o części rowerowe a nie ogół ludności ;)
Zgadzam się w zupełności z tym, co napisałeś w ostatnim zdaniu.
Natomiast, co do tego, kto jest ważniejszy - zwierzę, czy człowiek (jako szczególny przypadek zwierzęcia) - mam odmienne poglądy. Obcy mi człowiek jest dla mnie tak samo ważny, jak obce mi zwierzę. W przypadku najbliższych ludzi i zwierząt - zwierzę jest nieco niżej, ale podejrzewam, że w sposób równie impulsywny zareagowałbym na krzywdę moich najbliższych, jak i zwierzęcia, które do mnie należy. Chociażby z tego względu, że cierpienie zwierzęcia najprawdopodobniej odbiłoby się negatywnie na samopoczuciu osób mi bliskich.
Spoglądając na całość nieco bardziej mechanicznie - życie człowieka ważniejsze jest od życia innych zwierząt chociażby z tego względu, że człowiek jest w stanie zatroszczyć się nie tylko o siebie, ale również o kilka towarzyszących mu istnień.
Dobrze, że w obecnych czasach mogę sobie pozwolić na luksus kierowania się emocjami :]
Warto zauważyć, że ze wszystkich zwierząt na Ziemi,
tylko człowiek uznał siebie za najważniejszego...
Niestety psy, koty oraz inne istoty
nie mają możliwości wypowiedzenia się na ten temat :)
Dla mnie natomiast ludzie stoją w hierarchi niżej, niż inne zwierzęta. A to z prostej przyczyny -- one tutaj były pierwsze. I nie zamierzam się tłumaczyć z moich poglądów.
@Neoneo:
Krótka piłka: czy dowolna poprawa losu człowieka usprawiedliwia dowolne pogorszenie się losu dowolnej liczby zwierząt? Inaczej mówiąc, czy po to, żebym nie miał zadrapania na dłoni, które zniknie za parę dni mógłbym zadawać psu cierpienie przez parę miesięcy?
W tym konkretnym przypadku — zdecydowanie nie. Jeżeli chodzi o testowanie na zwierzętach kosmetyków, to również nie. W przypadku eksperymentów medycznych dopuszczam ograniczone pogorszenie się losu zwierzęcia, włącznie ze śmiercią, ale nawet tu należy dbać, by zminimalizować cierpienie zwierzęcia. Nie twierdzę też, że nie jest czasem lepiej zrezygnować z pewnej wiedzy niż zadawać ból zwierzętom.
@Szymon: Mizantrop?
"Obcy mi człowiek jest dla mnie tak samo ważny, jak obce mi zwierzę"
Gdybyś był świadkiem pożaru a na Twoją pomoc oczekiwałby słodki kociak (w postaci zwierza) i obca, brzydka baba - kogo byś uratował? Bliższy obiekt? Teoretycznie;)
@matekm: Opisana przez Ciebie sytuacja w dużym stopniu odbiega od sytuacji, w której ma miejsce racjonalnie działanie. Nie wiem, jak bym sie zachował. Mozliwe, że priorytetem byłoby moje życie i nikogo bym nie uratował. Podsumowując, nawet ja nie wiem, jak zachowałbym się pod wpływem silnego stresu.
Nie wiesz, ale z pewnością zdajesz sobie sprawę jak CHCIAŁBYŚ się zachować. Klasyczne teoretyczne rozważanie. Dziwi mnie fakt, że odpowiedź nie jest dla Ciebie oczywista...
@jARRodx:
Dla mnie natomiast ludzie stoją w hierarchi niżej, niż inne zwierzęta. A to z prostej przyczyny -- one tutaj były pierwsze.
Hmmm… Jak się nad tym zastanowić, to takie psy na przykład, niekoniecznie były pierwsze. Za to krokodyle i ptaki, jako spadkobiercy dinozaurów powinny stać na górze hierarchii.
Nie wiem, jak wy, ale ja zaczynam kombinować, jak by się tu przypodobać naszym nowym, ptasim i gadzim władcom.
Odnośnie argumentu Zala - w tym konkretnym wypadku nie można powiedzieć, że ten człowiek i to zwierzę są zupełnie obce, nieznane. Ktoś przedstawia historię ciężko chorego dziecka (piszę w kontekście tego screena, który pojawił się na Wykopie), podaje jego imię i przypadłość i pisze, co może temu dziecku dać leczenie i/lub rehabilitacja, tak samo ktoś inny opisuje przypadek jakiegoś psiaka, któremu zbyt wiele dobrego się nie przytrafiło.
Mimo tego, że jest mi przykro, gdy widzę pyszczki tych zwierząt, nie mógłbym wesprzeć pieniężnie właśnie ich, lejąc z wysoka na te dzieciaki. Najchętniej pomógłbym wszystkim i wszystkiemu, ale tak nie mogę - więc muszę wybrać. Osobiście wybrałbym któreś z tych dzieci, najpewniej to, które ma na "koncie" najmniej, pieski musiałyby poczekać.
Odnośnie komentarza Neoneo, a konkretnie ostatniego zdania, oczywiście w kontekście całej jej/go wypowiedzi: "Nie jest więc niczm zdrożnym np. pomoc zwierzętom w masakrycznej sytuacji kosztem ludi w złej." - na prawdę nie widzisz niczego złego w takiej postawie? Pozwól, że przywołam najniższy i najbrudniejszy możliwy argument w takiej dyskusji - postaw się na miejscu któregoś z tych dzieci. Ktoś chce pomóc i ma wybór, może wesprzeć ciebie, lub Reksia. Wygrywa Reksio, słodki psiak. Psiak. PIES.
Bardzo lubię zwierzęta, ale zrównywanie (cały czas zakładam, że pisałaś/eś swój komentarz w kontekście tego, co dzieje się na SiePomaga) myślącej istoty, zdolnej do głębokiej refleksji i samooceny z istotą, która tych cech nie posiada, więc można ją uznać za niższą (jednocześnie nadal słodką i pocieszną), jest dla mnie skurwys... ostrym przypadkiem, przytoczonej wcześniej, mizantropii.
Na jakiej podstawie założyłeś, że zwierzęta nie mają wolnej woli i że nie jest heroizmem ich zmaganie się z chorobą? Inna sprawa, że pojęcie "wolna wola" jest dość... irracjonalne.
Inna sprawa, że zakładając, że zawsze jest jakiś człowiek, któremu można pomóc i zawsze jest jakieś zwierzę, któremu można pomóc, to podejmując decyzję na podstawie tego, iż człowiek jest ważniejszy, to ZAWSZE on dostanie pomoc, a zwierzę NIGDY.
@Draakhan:
Na jakiej podstawie założyłeś, że zwierzęta nie mają wolnej woli i że nie jest heroizmem ich zmaganie się z chorobą? Inna sprawa, że pojęcie "wolna wola" jest dość... irracjonalne.
Ano jest. Założyłem a priori, przyjmując, że jak dotąd nikt nie wykazał, by zwierzę kierowało się czymś innym niż instynkt. Są wprawdzie badania nad małpami, które ujawniają zachowania przypominające samoświadomość, ale z drugiej strony pracuje się już nad robotami świadomymi swego kształtu, więc wydaje mi się, że wciąż nie ma przesłanek do tego, by stwierdzić, że zwierzę zdolne jest np. do świadomego ofiarowania siebie innemu stworzeniu, co uznaję za akt wolnej woli.
podejmując decyzję na podstawie tego, iż człowiek jest ważniejszy, to ZAWSZE on dostanie pomoc, a zwierzę NIGDY.
Nawet przyjmując, że ktoś chciałby działać według powyższego schematu (czyli odmawiać sobie wszystkiego, co nie jest niezbędne do życia, bo przecież lepiej dać na hospicjum niż zjeść czekoladę), to nie jest oczywiste, że nie pomoże zwierzęciu. Mnie na przykład wydaje się, że stosunek do zwierząt przekłada się w jakiejś mierze na stosunek do ludzi — jeżeli nigdy nie okazuję miłosierdzia zwierzęciu, znieczulam się w końcu na człowieka, a więc sprzeniewierzam się zasadzie stawiania człowieka i szacunku do niego w centrum zainteresowania. W końcu rzecz rozbija się nie o same cyferki na koncie, ale o naszą wrażliwość, która powinna być odpowiednio ukierunkowana.
Wolna wola to pojęcie wewnętrznie sprzeczne, więc po prostu nie ma sensu stwierdzanie czy jest to instynkt czy coś innego. Coś do poczytania: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3955
Natomiast z podejmowaniem decyzji nie chodziło mi o odmawianie sobie wszystkiego, tylko o sytuację kiedy decyduję, że chcę pomóc, a następnie podejmuję wybór. Przy czym ten fragment komentarza był bardziej w stronę bounty_huntera, po to żeby zwrócić uwagę, iż nie powinno dopuścić się do sytuacji, że wszyscy zawsze mając do wyboru smutne pyszczki zwierząt i smutne twarze dzieci wybierać będą te drugie. Najważniejsze jest po prostu zróżnicowanie podejść i myślę, że nie ma sensu krytykować zarówno argumentacji jednych, jak i drugich osób.
wydaje mi się, że wciąż nie ma przesłanek do tego, by stwierdzić, że zwierzę zdolne jest np. do świadomego ofiarowania siebie innemu stworzeniu, co uznaję za akt wolnej woli.
Koniecznie całego siebie? A dzielenie się treścią pokarmową z żołądka, którą z powodzeniem strawiłoby samo, z bliźnim mu zwierzęciem można pod to podciągnąć? Instynkt, rozszerzony na bliźnich i to wcale (z tego co mi wiadomo) nie dzieci ani inną rodzinę? Jeśli tak, właśnie mowa o nietoperzach-wampirach…
wydaje mi się, że wciąż nie ma przesłanek do tego, by stwierdzić, że zwierzę zdolne jest np. do świadomego ofiarowania siebie innemu stworzeniu, co uznaję za akt wolnej woli.
Altruizm? Stosunkowo często spotykany jest u zwierząt. Pytanie, co oznacza "świadome zachowanie" w tym przypadku. Nadmienić należy jedynie, że pewne zwierzaki posiadają jednak coś, co zowie się samoświadomością. O samym altruizmie i jego roli pisał m.in. Dawkins:
Według niego i niektórych ewolucjonistów, np. Richarda Dawkinsa, altruistyczne zachowania organizmów wynikają z egoizmu genów, które korzystają na tym, że pewne jednostki poświęcają się dla innych z nimi spokrewnionych, ponieważ przez to w populacji pozostaje większa pula genów. Z tego powodu zachowania altruistyczne częściej występują wobec jednostek ze sobą spokrewnionych, posiadających większą liczbę wspólnych genów.
@Draakhan: Bardzo zainteresował mnie ten artykuł, zwłaszcza eksperyment ze zginaniem palca. Rzeczywiście, z czysto naukowego punktu widzenia należy ostrożnie operować pojęciem wolnej woli, ale primo: to wciąż może być w pewnych sytuacjach dobry punkt wyjścia, pewien model, jak „samolubny gen” (bo przecież nie o to chodzi w teorii Dawkinsa, by rzeczywiście obdarzać geny wolną wolą czy choćby samoświadomością), secundo: wciąż nie rozumiemy masy procesów zachodzących w mózgu, więc ostatecznie wyrokować o nieistnieniu wolnej woli nie możemy.
Poza tym, w odniesieniu do głównego tematu dyskusji, cechą właściwą ludziom wciąż pozostaje znacząco wyższy poziom samoświadomości. Nawet jeżeli w stosunku do zwierząt różnica jest tylko ilościowa, nie jakościowa, to w moim mniemaniu, zwierzęta wciąż są w tym sensie niżej w systemie moralnym, iż w pierwszym rzędzie należy chronić ludzi.
@Marsjanin, Zal: Miałem na myśli zachowania altruistyczne, które nie wynikają wprost z uwarunkowań genetycznych, a więc sytuacje, gdy dochodzi do silnego stłumienia podstawowych popędów na rzecz korzyści odnoszonych przez osobniki niespokrewnione. Nie jestem jednak obecnie w stanie wykazać słuszności moich, przyznaję, subiektywnych odczuć. Owszem, łatwo zauważyć, że trudno o zwierzęta, które podróżują po całym dostępnym im obszarze, by pomagać innym, ale w świetle artykułu przytoczonego przez Draakhana można tłumaczyć zachowania ludzi-altruistów rozwinięciem szczególnych popędów.
Ostra dyskusja widzę... Ja swój 1% podatku przeznaczyłam na zwierzęta. Czemu? Bo zazwyczaj to my, ludzie jesteśmy sprawcami ich cierpień. Większość nieszczęść tych psiaków, koni czy ptaków jest naszym niechlubnym dziełem.
Świat rządzi się prawami natury. Naturalne jest, że chora lub słaba jednostka ginie, dlatego nie jest mi bardzo żal zająca ginącego szybko w paszczy wilka. Ubolewam za to nad losem skopanego i okaleczonego psa przywiązanego w lesie do drzewa lub wyrzuconego z samochodu. Bo to nasza sprawka, a nie natury.
Zwierzę nie krzywdzi dla zabawy, nie czerpie przyjemności z okaleczania czy głodzenia. Ludzie tak. Dlaczego zatem mamy stać ponad nimi? Patrząc wokół mam wrażenie, że one raczej stoją ponad nami. Skoro jesteśmy zdolni do takich niegodziwości wobec nich, to ja przekażę im ten 1% podatku. One wycierpiały OD NAS LUDZI już tyle, że mogę chociaż tyle dla nich zrobić.
@Sylwia: Jeżeli przyjąć, że przez zabawę można rozumieć również naukę to takie np. koty zabijają dla zabawy. Ja kilkukrotnie widziałem kociaka łapiącego mysz i puszczającego ją, aby za chwilę powtórzyć manewr. Śmierć następowała lub nie następowała - natomiast okaleczenie częstokrość miało miejsce.
Co nie zmienia faktu, że w dużej mierze się z Tobą zgadzam.
Hehe, też właśnie chciałem od razu o kotach napisać.
Z drugiej strony, taka właśnie kocia natura.
Z trzeciej strony, czyż ludzkie bestialstwo też nie leży w ludzkiej naturze…?
Zastrzegam, że neguję tylko z przekory.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.