Reżyser Arev Manoukian wychował się w Montrealu, w rodzinie artystów i inżynierów. W swoje projekty angażuje się bardzo głęboko, zajmując się zarówno przygotowaniem pomysłu, kręceniem zdjęć, jak i muzyką. Po ukończeniu studiów w Toronto reżyserował teledyski lokalnych zespołów, a później opracowywał interaktywne kampanie reklamowe m.in. dla Mazdy, 20th Century Fox i Nokii.
Arev Manoukian został zwycięzcą Grand Prix na LG Film Fest., a nagrodę otrzymał za krótkometrażówkę „Nuit Blanche”. Ten czterominutowy film w niezwykle plastyczny sposób ukazuje, co dzieje się, gdy dwoje ludzi spotyka się wzrokiem. Niektóre ujęcia wydają mi się nazbyt sztuczne, ale błyszczące i unoszące się w powietrzu odłamki szkła są po prostu przepiękne.
Polecam też obejrzeć bardzo udany making of.
Wiedziałem, że to się jakoś nazywa, ale nie mogłem sobie przypomnieć, jak. Irytowało mnie to strasznie, zwłaszcza, że to uczucie spotyka mnie od czasu do czasu. Teraz postaram się zapamiętać, choć nie wiem, czy kiedykolwiek nauczę się wymawiać:
Jako pierwszy opisał to Denis Diderot w „Paradoxe sur le comédien”. Później Jean-Jacques Rousseau w autobiografii „Les Confessions” powoływał się między innymi na tę dolegliwość, usprawiedliwiając swoją mizantropię.
Pisałem ostatnio o pomaganiu, a dziś chciałbym do tego tematu nawiązać. Na Wykopie pojawił się wątek sugerujący, że w serwisie SiePomaga internauci chętniej wspierają zwierzęta niż dzieci. Mniejsza o to, czy tak jest w rzeczywistości — nie chcę na podstawie kilku liczb wydawać sądów o społeczeństwie. Myślę jednak, że warto zaznaczyć, co o tej całej pomocy zwierzętom myślę.
Każdy ponosi odpowiedzialność za to, co przynosi na świat poprzez labirynt jego duszy.
Siergiej Łukjanienko, „Jesienne wizyty”
Najmniejsze poruszenie oddziaływa na całą naturę; morze całe zmienia się od jednego kamyka. Tak w łasce najmniejszy uczynek wpływa przez swoje następstwa na wszystko. Wszystko jest zatem ważne.
W każdym uczynku trzeba zważać, poza uczynkiem, nasz stan obecny, przeszły, przyszły i stan innych osób, na które oddziaływa; i widzieć związki wszystkich tych rzeczy. A wówczas będziemy bardzo powściągliwi.
Blaise Pascal, „Myśli”
Nie jestem miłośnikiem odnoszenia teorii efektu motyla do codziennego życia i to nie dlatego, iżbym uważał, że wszystko jest przyciągane przez jakiś atraktor, ale dlatego, że bije od niej czymś w rodzaju fatalizmu. Jeżeli bowiem wszystko wpływa na wszystko, na dodatek w sposób nieliniowy (a więc drobna zmiana stanu początkowego może owocować raz drobną a raz olbrzymią zmianą stanu końcowego), to nasze życie przypomina taniec w składzie porcelany — jest parodią samego siebie i skłania raczej do tego, by zatrzymać się, usiąść i nic nie robić. Tyle tylko, że decyzja o bierności, jak każda inna, pociąga za sobą skutki, które z kolei pociągają za sobą kolejne reakcje i tak w nieskończoność.
Poemat, znajdujący się na końcu Księgi Przysłów, pisany jest akrostychem, a konkretnie wierszem alfabetycznym. Następujące po sobie dystychy zaczynają się kolejnymi literami alfabetu hebrajskiego.
Gdy byłem dzieckiem, miałem głęboko zakorzenione przeczucie, że obok naszego świata istnieje jeszcze jakiś inny. Nie wiedziałem jak się tam dostać — czy trzeba znaleźć portal, przejść przez lustro, czy wskoczyć do studni (na szczęście nie przyszło mi do głowy próbować).
Dziś wiem, że tam po prostu nie można się dostać, w końcu lustro to tylko lustro, odbija fale elektromagnetyczne i nic ponadto, żadnej magii w nim nie ma. Jednak nie jest wykluczone, że jakaś część każdego z nas mieszka po drugiej stronie i niekiedy udaje się podejrzeć, jak gdzieś obok coś przemyka. Czasem to czarny cień, czasem wesoły ognik. Zupełnie jakby w oku obok plamki żółtej był mały pęczek nerwów zakończonych receptorami czułymi na te nieliczne promyki światła, które wpadają do nas stamtąd.
Niektórym ludziom wydaje się, że byłoby wspaniale móc zobaczyć ten drugi świat w pełnej krasie — nawet jeżeli nie mogliby niczego dotknąć, to z pozoru tak wspaniale byłoby przekonać się, jak tętni życiem, kipi emocjami, jak szeptem wypowiedziane słowo wywołuje w nim burzę. Ja myślę, że to mogłoby nas zabić, choć wcale nie twierdzę, że zabiłoby nas przerażenie, może wręcz przeciwnie — nie chcielibyśmy tu wracać.
Ale to tylko moje bajania. Oczywiście, można gadać godzinami, ale są światy, na które brak słów. Zresztą zobaczcie sami.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.