vmario na jabber.gda.pl

Księga ocalenia

06 lutego 2010 @ 12:56:07. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Na „Księgę ocalenia” („The Book of Eli”) poszedłem w ramach posesyjnego odstresowania. Zwiastun zapowiadał świetne zdjęcia, ciekawy klimat i raczej słabą fabułę. Nie zawiodłem się — otrzymałem to, na co liczyłem.

Film zaczyna się naprawdę świetnie. Zarówno obraz, jak i dźwięk doskonale budują postapokaliptyczny klimat. To nie „Jestem legendą”, utrzymany w konwencji bliskiej robinsonady, a dosadna wizja świata zapomnianego przez Boga, gdzie ludzie żyją na wypalonej Słońcem pustyni, bo po wojnie nic więcej im nie pozostawiono.

Okazuje się jednak, że Bóg nie zapomniał całkowicie o ziemskim padole. Przemówił do głównego bohatera o imieniu Eli. Imię to można wiązać z Helim, nauczycielem Samuela, Eliaszem, Elizeuszem i paroma innymi postaciami. Można też je interpretować jako imię samego Boga czy też rozwijać jako frazę „mój Bóg”. Mamy tu pole do pewnych interpretacji, choć myślę, że „Eli” po prostu dobrze brzmi.

Zresztą Eli może pochwalić się znacznie ciekawszymi atrybutami niż imię. Przede wszystkim jako gratis do księgi dostał skille w posługiwaniu się wszelkimi rodzajami broni (włącznie z łukiem, którego używa na początku i pod koniec filmu — w środku łuk… no właśnie, co się w międzyczasie działo z łukiem?) i samotnym zabijaniu rzeszy przeciwników w ciągu kilkunastu sekund walki. Mnie to szczególnie nie przeszkadzało; sceny walki choć mało efektowne, nie są jednak szczególnie dosadnie ukazane, więc wybuchy przemocy nie rażą zbyt mocno. Szkoda tylko, że poziom ich bzdurności przekracza granicę przyzwoitości, gdy uświadamiamy sobie, że Eli jest…

Tu daruję sobie spojler na temat głównego bohatera. Po obejrzeniu trailera trudno mieć jakieś poważne wątpliwości co do tego, czym jest tytułowa księga, udawajmy jednak, że i to jest dla nas zagadką. Księga jest jedną z mocniejszych stron filmu. Bardzo podoba mi się, że zwrócono uwagę na jej moc i władzę jaką daje. Nie mam także nic przeciwko ukazaniu jej nadprzyrodzonych aspektów, bo przecież sam jestem o nich przekonany, ale wolałbym, by były przedstawione w inny sposób. Nie przypominam sobie, by w historii Zbawienia Bóg często sięgał po samotnych, amerykańskich wędrowców potrafiących odciąć rękę wrogowi nim ten zdąży mrugnąć okiem, załóżmy jednak, że nowe czasy potrzebują nowych środków i Eli jest ekstrapolacją Dawida walczącego z Goliatem. Choć i tak jestem przekonany, że historię można by zbudować inaczej, w sposób bardziej stonowany i głębszy — film wiele by zyskał, gdyby był mniej sztampowy; nastawiony na duchowość, a nie przelew krwi.

Dobrze byłoby też pozbyć się Solary. O ile Carnegie i Claudia są bardzo udanymi postaciami, pod pewnymi względami nawet bardziej udanymi niż główny bohater, o tyle Solara ewidentnie jest skutkiem tego, że ktoś przystawił scenarzyście obrzyn do skroni i zapytał: „Hej, czy aby nie zapomniałeś dorzucić jakiejś seksownej laski?”. No i proszę, mamy Solarę, która nic nie wnosi do akcji. A przecież nie mam nic przeciwko pięknym kobietom w kinie — można było rozwinąć wątek obejmowania schedy po Elim albo odpowiednio szybko ją uśmiercić i już byłoby lepiej.

Strona wizualna filmu ma świetny klimat, ale jest to potencjał w dużej mierze zmarnowany. Coś w rodzaju zwrotów akcji następuje dopiero w drugiej połowie, nudę pierwszej rekompensują jednak zdjęcia i ścieżka dźwiękowa. Na szczęście kilka razy scenarzyście udało się mnie trochę zaskoczyć, nie jest więc beznadziejnie. Cały pomysł z księgą nawet mi się podoba, choć trochę nie trzyma się kupy (ostatni egzemplarz na Ziemi…? tak…). Zakończenie trzyma poziom nie niższy niż całość, ale nie skłania do przemyśleń na tyle, na ile powinno w filmie o takiej tematyce.

„Księgę ocalenia” oglądało mi się przyjemnie, ale myślę, że wiele osób może się zawieść. Po prostu na tym pomyśle można było zbudować coś lepszego.

Komentarze

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.

(W komentarzach działa Markdown bez obrazków. HTML jest wyłączony.)

Aby dodać komentarz, wpisz kod z obrazka:

Creative Commons License 2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk

Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.

Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.

Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.

Całość napędza JoggerPL.