vmario na jabber.gda.pl

Jesienne wizyty

02 lutego 2010 @ 22:25:13. Poziom 0. Kategorie: Recenzje.

Przeczytałem „Jesienne wizyty” Siergieja Łukjanienki. Po seriach „Nocnego patrolu” i „Brudnopisu” spodziewałem się kolejnej książki z niesamowicie wciągającą akcją, ciekawymi pomysłami na świat przedstawiony i wplecionymi w tekst przemyśleniami autora na temat codziennego życia. Niby to wszystko otrzymałem, ale jakoś nie jestem zachwycony.

W dalszej części tekstu nie brak spojlerów.

Pierwsza część książki zawiera kilka pomysłów, niekoniecznie dalej rozwijanych. Szkoda, że doznania esperów z bazy wojskowej był tylko wprowadzeniem, bo chętnie dowiedziałbym się o nich czegoś więcej. Za to cieszę się, że książka Zarowa o Zabijającym Słowem nie stała się motywem przewodnim. Łukjanienko nie jest wielkim entuzjastą brania się za bary z czystym fantasy i na szczęście zostawił w spokoju nadęte frazesy wypisywane przez swoje alter ego.

Jarosław Zarow jest jednak wielkim atutem tej historii. Mniejsza o to, że autor nachalnie wprosił się do swojej fabuły — ma do tego święte prawo. Zarow jest bardzo realny; skomplikowany, mało przewidywalny, ale przy tym wciąż wydaje się facetem z krwi i kości. Można go lubić lub nie lubić, ale trzeba przyznać, że trudno go za jego wybory jednoznacznie potępiać.

Tu czas wreszcie wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi. Otóż na Ziemię przybywa szóstka Wizytorów, którzy są kopiami prawdziwych ludzi z najróżniejszych klas społecznych. Każdy Wizytor, adekwatnie do swojego prototypu, posiada jakiś atrybut, a to Władzę, a to Dobroć, a to Twórczość, jak w przypadku Zarowa. Dla urozmaicenia pojawia się jeszcze siódma postać. Wszyscy oni, wraz ze swoimi prototypami, walczą o dominację nad światem.

Brzmi w miarę ciekawie, książka na początku wciąga, wydaje się nawet bardziej dojrzała niż „Nocny patrol” (w rzeczywistości „Осенние визиты” powstały dwa lata wcześniej niż „Ночной дозор”), ale już w połowie pojawia się delikatne déjà vu, którego nie sposób pozbyć się do końca lektury. Motyw dziecka, od którego rozwoju wszystko może zależeć, negatywne przedstawienie dobra, duża dawka cynizmu — to za bardzo mi przypomina serię „Nocnego patrolu”. Do tego naciąganie faktów i ludzi z historii, włącznie z osobą Jezusa Chrystusa, do obrazu świata przedstawionego — pewnie za dużo naczytałem się w dzieciństwie von Dänikena, ale mam awersję do takiego nasilenia ocierających się o paleoastronautykę zabiegów. To jednak tylko moja prywatna ocena pobocznych wątków, które, trzeba to uczciwie przyznać, są logiczną konsekwencją fabuły.

Mimo wszystko książkę czytało mi się nienajgorzej, choć zdecydowanie mniej przyjemnie niż poprzednie pozycje tego autora. Zakończenie ani mnie ziębi, ani grzeje; jest po prostu dobrze pomyślane i trudno o lepsze. Klimat całości jest lekko mroczny, jak wspomniałem, naszpikowany cynizmem, ale i niepozbawiony pewnego romantyzmu, a przede wszystkim nostalgii. Wielu miłośnikom fantastyki na pewno książka się spodoba. Mnie nie porwała, nie licząc kilku wyrwanych z kontekstu zdań; ale o tym może w innym wpisie.

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.

(W komentarzach działa Markdown bez obrazków. HTML jest wyłączony.)

Aby dodać komentarz, wpisz kod z obrazka:

Creative Commons License 2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk

Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.

Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.

Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.

Całość napędza JoggerPL.