Wszyscy byli i ja też już byłem na „Pocahontas” „Avatarze”. Tak, na seans udałem się z negatywnym nastawieniem, ale nie mógłbym spojrzeć wnukom w oczy, gdyby zapytały: „A dziadzio był na pierwszym filmie z dźwiękiem? Pewnie nie? A na »Avatarze« dziadzio był, czy już wtedy wszystko było w 3D?”. Sami widzicie, nie miałem wyboru — przez wzgląd na przyszłe pokolenia.
Powodowała mną także ciekawość. To był mój pierwszy trójwymiarowy film i liczyłem, że rzeczywiście zobaczę zaczątki jakiegoś przełomu w kinematografii. Po założeniu okularów byłem zachwycony. Zdecydowanie trójwymiarowe reklamy robią wrażenie. Niestety, trójwymiarowy film po kilkudziesięciu minutach mnie po prostu zmęczył. Bardzo możliwe, że mam pecha i moje oczy nie najlepiej reagują na współczesną technikę, ale faktem jest, że poza kilkoma scenami, zresztą tymi niby mniej efektownymi bo wewnątrz pomieszczeń, a nie w plenerach Pandory, 3D po prostu mnie wkurzało.
Tyle o 3D. Poza tym animacja od strony technicznej jest wyśmienita i nie zauważyłem nic, na co mógłby się uskarżać. Byłoby co prawda miło, gdyby zwierzęta miały sierść, ale można na to przymknąć oko, zwłaszcza że wszelki ruch jest zamodelowany bardzo naturalnie i rad byłbym podobną perfekcję widzieć w każdej animacji. Szczególne wrażenie robią postacie Na’vi — widzę, że CGI dorasta powoli do renderowania ludzi. Jeszcze tylko owłosienie, dokładniej odwzorowana skóra, modelowanie ruchu bez potrzeby uciekania się do Motion Capture i zacznę biadolić, że za moich czasów w filmach grali aktorzy.
Fakt, iż techniczna strona animacji jest genialna, nie oznacza, że jestem zachwycony tym, co zobaczyłem w „Avatarze”. Szczerze mówiąc, Na’vi, czyli przerośnięte krzyżówki elfa z neandertalczykiem, są lekko pokraczni. Do tego te ich bezsensowne fosforyzujące ciapki… W ogóle na Pandorze wszystko fosforyzuje; nie da się wręcz stąpnąć ani dotknąć żadnej trawki czy listka, żeby nie wybuchły kolorowym blaskiem. Jeżeli to ma tworzyć ten rzekomy klimat bajkowości, to dziękuję, wolę „Pocahontas”. Tam przynajmniej był milusi szop pracz. I miał sierść.
Spojler (?).
O fabule „Avatara” nie ma sensu pisać. Kto oglądał „Pocahontas” zna ją doskonale. No, prawie, bo jeżeli mnie pamięć nie myli, disneyowski film jest bardziej wzruszający. Zwłaszcza zakończenie. Jeżeli zaś ktoś nie zna historii młodej Indianki, niech czym prędzej nadrobi zaległości.
Jeżeli jednak miałbym już umieścić w mojej nieudolnej recenzji jakiś złośliwy spojler, to chętnie wspomnę o niesamowitej wręcz roli Młodych Amerykańskich Przystojniaków w historii Wszechświata. Ratowali już oni honor japońskich samurajów, bronili Ziemian przed Obcymi, a w „Avatarze” jeden z nich przechodzi sam siebie i ratuje Obcych przed Ziemianami. Wikus z „Dystryktu 9” nie dorasta mu do pięt, bo ani przystojny, ani Amerykanin (raczej Afrykaner), ani nie wiemy, czy rzeczywiście uratował Obcych.
Koniec „spojlera”.
„Avatar” jest filmem, który robi pewne wrażenie, zapewne tym większe, im lepiej ogląda nam się 3D. Żałuję, że mnie trójwymiarowość dała się we znaki, bo przez to zapewne wiele straciłem. Żałuję też, że tyle pary (wysiłku grafików) poszło w gwizdek (film o fabule porównywalnej, o ile nie gorszej niż „Pocahontas”). Choć to moja subiektywna ocena, nie omieszkam też raz jeszcze wspomnieć, że „kreska”, jaką wszystko zostało narysowane w wielu miejscach niezbyt mi odpowiadała. W całej historii, choć jej nie ma za wiele, jest też kilka dziur, które irytują, choć pojawia się jeden czy dwa wątki, które rozwinięte mogły by nadać całości charakter science-fiction. Pozostała nam jednak tylko polukrowana bajka. W przypływie złośliwości mógłbym powiedzieć, że dobre i to. W rzeczywistości jednak myślę, że można na ten film pójść. Ot, tak, żeby zobaczyć, na jakim etapie jest współczesna technika.
3D możesz "wyłączyć" przez zamknięcie jednego oka.
@LnxTx: Rzadko wpadam na logiczne i proste rozwiązania w takich sytuacjach… ;) Nie żebym chciał tak cały film oglądać, ale w kilku miejscach chętnie bym teraz jedno oko przymknął. Przydałoby się tylko jeszcze przewijanie wstecz.
Zgodzę się totalnie z odczuciem z szybkich akcji - praktycznie nic nie było widać, wszystko rozmazane, zblurowane i rozwiane na boki.
Ale ogólnie 3D akurat mi się podobał - nie spodziewałem się cudów, bo jak sam mówisz - nie można w takim czymś zmienić ogniskowania na przedmioty znajdujące się w tle.
Tymniemniej - kanister z gazem wstrzelony w drzewo wywołał u mnie unik w bok.
Niestety, trójwymiarowy film po kilkudziesięciu minutach mnie po prostu zmęczył.
Kilkudziesięciu? Mnie po kilkunastu.
Jeszcze tylko owłosienie
Może lepiej nie, bo jeszcze nasze smerfowe kotoludy wpadłyby w uncanny valley.
W ogóle na Pandorze wszystko fosforyzuje; nie da się wręcz stąpnąć ani dotknąć żadnej trawki czy listka, żeby nie wybuchły kolorowym blaskiem.
Wynik obsesji Dżejmsa Kamerona oceanografią.
Widzę że pierwszy komentarz właściwie odpowiada na moje pytanie, ale jestem ciekaw jaką technologią to 3D jest zrealizowane. Czy inaczej — czy ja, jako osoba praktycznie ślepa na jedno oko, zobaczę to całe 3D?
@Minio: Jeżeli w realu nie widzisz w 3D, to w kinie z pewnością też nie zobaczysz trzeciego wymiaru. Nie da się tego obejść — do obojga oczu muszą po prostu dotrzeć różne obrazy.
Co prawda, jak zauważa Wikipedia, z jednym okiem można w pewien sposób oceniać odległość, ale ta metoda w kinie raczej nie ma szans zadziałać. Zresztą przed chwilą sprawdzałem na zdjęciach, z użyciem okularów anaglifowych i po zamknięciu jednego oka — nawet przy poruszaniu głową do oka dociera zawsze ten sam obraz i nie zaobserwowałem żadnego efektu 3D.
No, chyba że znów coś przeoczyłem.
vmario: zmuszasz mnie do zastanowienia czy to co mi się wydaje że jest trójwymiarowe faktycznie takie jest ;) . Mając tę wadę praktycznie od urodzenia, nie jestem w stanie porównać tego co widzę z jakimś wzorcem. „Praktycznie ślepa na jedno oko” to bardziej chwyt retoryczny niż stan faktyczny — nie pamietam ile mam tam na minusie (nie mniej niż 5), i gdy zasłonię sprawne oko widzę jedynie rozmazane kształty. Jestem w stanie przeczytać tylko wielkie litery na billboardach. Problemy z oceną odległości mam o tyle, że ciężko mi ocenić ile to w ogóle jest np. 100 metrów. Ale to chyba inny poziom niż to o czym teraz mówimy. Nie mam najmniejszych problemów z sięganiem po przedmioty, nie mam wrażenia że coś jest bliżej/dalej niż w rzeczywistości.
To się rozpisałem o sobie ;) . Okulary anaglifowe (nie wiedziałem że tak to się nazywa) kiedyś miałem na nosie i żadnego 3D nigdy nie udało mi się dojrzeć. Tak samo jak nigdy nie opanowałem sztuki czytania stereogramów.
Czyli, podsumowując, jest sens się wybierać czy lepiej sobie odpuścić?
@Minio: możesz założyć okulary anaglifowe (jak je ładnie nazwałeś) na normalne i widać ok, trochę nie wygodne ale trudno. Ja mam -2 w obu, żona -6.5 w obu (soczewki) i widzieliśmy bez problemu
Protestuję przecwko nazywaniu Na'vi krzyżówką elfa z neandertalczykiem! ;-] Toż neandertalczycy byli pokracznymi stworami z wałami nadoczodołowymi; byli niscy i krępi. Na'vi natomiast to ulepszona rasa ludzka - wysocy i smukli, o kocich ruchach i oczach. Ha, nie miałabym nic przeciwko, żebyśmy tak wyglądali, jako że postrzegam nas raczej jako brzydki gatunek :-> Co do filmu - kwestia estetyki. Mnie wizualnie zachwycił tak bardzo, że wybaczam wszelkie niedociągnięcia logiczne i fabularne i zrzynkę z Pocahontas. Nawiasem mówiąc, to, co Tobie się tak nie podobało, czyli świecenie - mnie podobało się bardzo :-)
Aha, mimo wady wzroku (niemniej niwelowanej do zera szkłami kontaktowymi) nie odczuwałam żadnego zmęczenia 3D. Paru znajomych-okularników tradycyjnych narzekało natomiast na ból głowy.
@Iskra: No proszę, kilkaset milion dolarów jednak nie poszło na zmarnowanie :)
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.