Kilka tygodni temu pisałem o piramidalnej bzdurze, jaką jest ograniczanie Microsoftu w kwestii funkcjonalności ich, i tak już ubogiego, systemu operacyjnego. Okazuje się, że podobna paranoja dosięgła Linuksa, a konkretnie dystrybucji openSUSE. Wyjątkowo nie chodzi o patenty i utrudnianie odtwarzania DVD czy MP3, ale o wyłączenie nieprawomyślnej technologii, która okazuje się złem wcielonym sama w sobie.
Tym złem jest DHT, umożliwiająca wymianę plików w sieci BitTorrent bez pośrednictwa trackera. Ponieważ DHT może posłużyć do przesyłania nielegalnych plików (bo z jakiego innego powodu?), postanowiono nie wkompilowywać jej do programu Transmission, by przypadkiem nie narazić się niemieckim władzom. Jak czytamy na OSnews.pl:
Niedawno Karol Zalewski pisał o problemach z długoterminowym archiwizowaniem danych: starzejącymi się nośnikami i brakiem wsparcia dla starych formatów dokumentów czy systemów plików. Od strony technologicznej jest to dosyć ciekawe i bardziej, niż by się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać, złożone zagadnienie, ale myślę, że w przypadku archiwów publicznych, przy odpowiednim nakładzie kosztów, można by zrealizować jakiś system o trwałości rzędu stu lat. Później można przecież dokonać konwersji na kolejny okres czasu i tak aż do upadku cywilizacji.
Może trochę upraszczam, ale to dlatego, że dziś bardziej interesuje mnie to, czy problem dotyczy moich własnych materiałów. Od czasu założenia mojej pierwszej strony internetowej z roku na rok produkuję coraz więcej treści. Wciąż nie dorobiłem się jeszcze systemu archiwizacji z prawdziwego zdarzenia i tylko bieżące projekty otoczone są jakąś konkretną troską, a nad ich bezpieczeństwem czuwa Mercurial na zewnętrznym serwerze lub Dropbox. Reszta jest archiwizowana raz do roku (albo i rzadziej) na DVD, co trudno nazwać profesjonalnym rozwiązaniem.
Pauza także należy do rytmu.
Stefan Zweig
Dolina Rospudy zapewne jest obecnie znana większości Polaków, słusznie lub niesłusznie uchodząc za wyjątkową ostoję dzikiej przyrody. Ja lubię Dolinę niezależnie od lokalnej sytuacji politycznej i spędzając wakacje w domu czuję się wewnętrznie zobowiązany wybrać się na wycieczkę rowerową w te rejony. Szczególnym sentymentem darzę odnalezione podczas jednej z takich przejażdżek uroczysko zwane Świętym Miejscem.
W Świętym Miejscu spotyka się piękna przyroda, dawna historia Ziemi Augustowskiej, resztki kultu pogańskiego i chrześcijaństwo — to swojskie, ludowe, otaczające szczególną czcią Matkę Bożą. W sezonie letnim niekoniecznie jest tu cicho i spokojnie, bo tuż obok często zatrzymują się spływy kajakowe, ale im bliżej poznaje się to miejsce, tym bardziej staje się urokliwe.
2007–2009 Mariusz Chilmon, Augustów – Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.