O filmie „Dystrykt 9” słyszał już chyba każdy, gdyż jest on dosyć nachalnie reklamowany. Trailer jest bardzo zachęcający — dramat science-fiction, stylizowany na film dokumentalny, produkcji Petera Jacksona (reżyserem jest Neill Blomkamp, ale czy ktokolwiek wcześniej o nim słyszał?) z akcją w RPA. W rzeczy samej, forma jest dosyć nowatorska jak na film o Obcych. Zresztą pomysł na fabułę też jest nieszablonowy. Tym razem to nie my jesteśmy jesteśmy biednymi zagubionymi owieczkami. Obywa się też bez fanfar oraz ochów i achów podczas Kontaktu.
Wbrew huraoptymistycznym opiniom nie byłbym skłonny mówić o wielkim przełomie w kinie s-f — mięso tradycyjnie lata, aż powietrze furczy, broń Obcych robi z nas miazgę, główny bohater jest ścigany przez Zły, Bogaty, Bezduszny i Żądny Władzy Szwarccharakter™, a w fabule znajdziemy trochę braków i nieścisłości. Ale to nie oznacza rozczarowania. „Dystrykt 9” rzeczywiście wprowadza nowe, ciekawe spojrzenie zarówno na fabułę, jak i na formę, i jest wart obejrzenia.
Uwaga! Spojlery!
Film ma przynajmniej kilka ważnych plusów. Jak wspomniałem, uwagę zwraca przede wszystkim nietypowa forma tj. paradokument. Są, rzecz jasna, pewne mankamenty tej konwencji. Ot, polskie napisy ledwo widoczne na banerach stacji telewizyjnych czy wkurzające po pewnym czasie drżenie obrazu kręconego z ręki. Brak też pewnej konsekwencji, bo w pewnym momencie film staje się zdecydowanie bardziej fabularny niż na początku. Z jednej strony ogląda się go odtąd trochę przyjemniej, z drugiej — stylizacja na dokument była udana i bardzo przypadła mi do gustu. Czuło się pewien realizm.
Treść nadąża za formą. „Dystrykt 9” jest moim zdaniem historią o Kontakcie i historią o Wikusie. Jestem zwolennikiem Lemowego spojrzenia na Kontakt, tj. oczekuję raczej totalnego braku zrozumienia niż uściśnięcia dłoni i poklepania po plecach. Myślę też, że Kontakt stałby się dla wielu organizacji, w tym wojska, okazją do niezłego biznesu. Nie chcę odsądzać od czci i wiary polityków, generałów czy naukowców, ale trudno mi sobie wyobrazić, by nie znalazło się choć kilku żywo zainteresowanych wykorzystaniem Obcych czy ich technologii za wszelką cenę. Dlatego też przywodzące na myśl eksperymenty Josefa Mengele zachowania laborantów znęcających się nad Wikusem nie wydają mi się przesadzone, choć w kinie jest to motyw raczej zużyty i należało się go w tym filmie spodziewać.
Sam Wikus wydaje mi się postacią bardzo udaną. Dwulicowy formalista, który na boku śmiało dokonuje „aborcji”, zdaje się nie tylko na płodach Obcych, przez matkę określany jest mniej więcej jako „jedno z mniej bystrych dzieci”, przy każdej możliwej okazji bierze nogi za pas, a do tego jest zwyczajnie fajtłapowaty — krótko mówiąc, osoba, którą trudno polubić. Może dlatego wydaje się tak prawdziwy. Co prawda w ostatnim momencie przemienia się w Prometeusza Obcych, ale co mi tam, przełknę to bez mrugnięcia okiem, bo Wikus jest dużym atutem filmu.
Gorzej z postaciami Obcych. Tu pojawiają się bolesne dziury w fabule. Zagłodzone mrówki-robotnice? Ok, rozumiem, ale dlaczego pośród tylu setek tysięcy „krewetek” pokazano tylko trójkę z wyższej kasty? Mam uwierzyć, że Cristopher, jego kumpel i synek sami dźwigają brzemię odwiezienia do domu zgrai, za przeproszeniem, zidiociałych pożeraczy kociej karmy, którzy dysponując potężną bronią ograniczają się do wybryków na poziomie gimnazjalistów? Pomysł na to, by ich tajemnicza „ciecz”, zdająca się być źródłem energii, miała również zdolność sprowadzania ludzkiego DNA do genotypu Obcych też jest nieco wątpliwy, ale to już moje prywatne pseudonaukowe dywagacje. Pozostaje mi mieć nadzieję, że te i parę innych nurtujących wątpliwości zostanie dobrze wykorzystanych w ewentualnej kontynuacji „Dystryktu 9”.
Rozpisałem się trochę, ale mocne i słabe strony filmu, fabularne zagadki czy żarty pojawiające się od czasu do czasu stanowią szerokie pole dla dyskusji. Do tego należy pamiętać, że wiele osób interpretuje „Dystrykt 9” jako społeczną metaforę, odnoszącą się szczególnie do realiów Afryki. Trudno odmówić tej interpretacji słuszności, zwłaszcza, że Nigeryjczycy żyjący na obrzeżach Dystryktu są postaciami wybitnie negatywnymi.
Właściwie nie mam nic do dodania - masz spostrzeżenia podobne do moich ;-) Co do kontaktu, ja raczej przychylam się do poglądu przedstawionego przez Wiśniwskiego-Snerga (np. w "Robocie"), ale i ten lemowski przemawia do mnie bardziej niż radosne E.T. czy inne bzdurki.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.