Może zdążyliście się już zorientować, że ludziom takim jak ja — melancholikom, dla których miłość, ból, szczęście i niedola są jedynie wymówkami służącymi do podtrzymywania wiecznej samotności — życie nie oferuje ani wielkich radości, ani wielkiego smutku. Nie twierdzę, że nie możemy wiązać się z duszami dręczonymi podobnymi uczuciami — wprost przeciwnie, współczujemy im. Nie możemy jednak zrozumieć dziwnego niepokoju, który ogarnia nas w takich chwilach. Ta cicha udręka mąci nam umysł i studzi serca, zajmując miejsce przeznaczone na prawdziwą radość i smutek.
Orhan Pamuk, „Nazywam się Czerwień”
Kiedyś kojarzyłem melancholię z epoką romantyzmu i… Tatusiem Muminka. Wydawało mi się, że jest to pewna stoicka forma przeżywania emocji — ktoś raz się śmieje, a raz płacze — ktoś inny zawsze ze spokojem na twarzy wypatruje na horyzoncie lepszego jutra. Choćby nawet w głębi duszy nie wierzył, że kiedykolwiek je zobaczy.
W końcu jednak zaczęło do mnie docierać, że jest coś przerażająco prawdziwego w słowach, które ponoć usłyszał pewien chasyd od rabina:
Strzeż się melancholii, ona jest gorsza i bardziej zgubna niż grzech.
„Uniwersalny słownik języka polskiego” PWN podaje obok siebie dwie, niby podobne, a jednak zupełnie różne definicje melancholii:
1. «stan głębokiego przygnębienia i apatii»
2. «nastrój łagodnego smutku i głębokiej zadumy»
Problem leży chyba w tym, że od drugiej niedaleko do pierwszej. A może raczej w tym, że w powszechnym mniemaniu spokój jest „święty” i melancholik postrzegany jest z początku przez otoczenie jako osoba może zbyt introwertyczna, ale bardzo stonowana i w gruncie rzeczy przyjazna, a przynajmniej niegroźna. Melancholik, o ile nie przesadza i nie popada w melodramatyzm rodem z subkultury emo czy inne zdziwaczenie, jest w pewnym sensie pielęgnowany przez ludzi, których spotyka. Oczywiście, czasem ktoś próbuje mu wyrwać kubek z herbatą z ręki i odciągnąć od okna, ale trudno zmienić czyjeś spojrzenie na świat, gdy ten na świat się zamyka.
W cichym kącie melancholii jest przytulnie, sennie i przyjemnie smutno. Tak, przyjemnie smutno, bo smutek potrafi być przyjemny i działać jak narkotyk, który znieczula, uspokaja i przynosi pewnego rodzaju błogostan. Każdy pewnie czegoś takiego doświadczył. W każdym razie wydaje się to normalną reakcją organizmu na stres. Nie może być ona jednak przedłużana w nieskończoność. Melancholijny spokój nie jest wcale taki „święty” — w pewnym momencie zaczyna raczej od Boga oddalać niż przybliżać, bo jak być posłusznym Jego natchnieniom, gdy próbuje się unikać jakichkolwiek wyzwań, trudów i prób zmiany samego siebie?
Melancholia może jest dobra na jakiś długi jesienny wieczór albo przed zapadnięciem w sen zimowy, gdy brzuszek napełnia się igliwiem, a przy łóżku stawia się rzeczy, które będą przydatne wiosną, po obudzeniu. Jako sposób na życie jest kompletnie do bani.
napełnić brzuszek igliwiem:D brzmi zachęcająco, cokolwiek to znaczy:D masz racje, masz racje:D
Muminki opychały się igliwiem przed zapadnięciem w sen zimowy. Nie wiem, czy miało to zapewniać spokojny sen, czy stanowić po prostu źródło energii. Ja bym wolał czekoladę, ale się na tym nie znam ;)
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.