Może zdążyliście się już zorientować, że ludziom takim jak ja — melancholikom, dla których miłość, ból, szczęście i niedola są jedynie wymówkami służącymi do podtrzymywania wiecznej samotności — życie nie oferuje ani wielkich radości, ani wielkiego smutku. Nie twierdzę, że nie możemy wiązać się z duszami dręczonymi podobnymi uczuciami — wprost przeciwnie, współczujemy im. Nie możemy jednak zrozumieć dziwnego niepokoju, który ogarnia nas w takich chwilach. Ta cicha udręka mąci nam umysł i studzi serca, zajmując miejsce przeznaczone na prawdziwą radość i smutek.
Orhan Pamuk, „Nazywam się Czerwień”
Kiedyś kojarzyłem melancholię z epoką romantyzmu i… Tatusiem Muminka. Wydawało mi się, że jest to pewna stoicka forma przeżywania emocji — ktoś raz się śmieje, a raz płacze — ktoś inny zawsze ze spokojem na twarzy wypatruje na horyzoncie lepszego jutra. Choćby nawet w głębi duszy nie wierzył, że kiedykolwiek je zobaczy.
W końcu jednak zaczęło do mnie docierać, że jest coś przerażająco prawdziwego w słowach, które ponoć usłyszał pewien chasyd od rabina:
Strzeż się melancholii, ona jest gorsza i bardziej zgubna niż grzech.
2007–2009 Mariusz Chilmon, Augustów – Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.