Pewien wielki europejski mistrz sztuk plastycznych spacerował po europejskiej łące z innym znanym malarzem i rozmawiali o sztuce. Przed nimi pojawił się las. Jeden mistrz powiedział do drugiego: „Jeśli jesteś prawdziwym artystą, narysujesz to drzewo tak, że miłośnik przyrody, gdy tu przyjdzie, rozpozna je pośród innych”.
Dziękuję Allahowi, że mnie, biednego drzewa, które tu widzicie, nie narysowano z taką precyzją. I nie dlatego, że boję się, iż gdybym powstało w stylu europejskim, to wszystkie psy Stambułu, uważając mnie za prawdziwe, siusiałyby na mnie, ale dlatego że ja nie chcę być drzewem samym w sobie, chcę być jego znaczeniem.
Orhan Pamuk, „Nazywam się Czerwień”
Gdy po raz pierwszy brałem w ręce tę książkę, nie wiedziałem o niej nic. Ponoć miał to być kryminał, ale tyle w tym stwierdzeniu prawdy, ile w słowach, że „Potop” to powieść przygodowa, a „Solaris” — historia miłosna. Owszem, od początku do końca jednym z głównych wątków jest morderstwo i poszukiwania sprawcy, ale to nie kryminalna zagadka sprawiła, że nie potrafiłem oderwać się od lektury. Tak naprawdę, jeżeli chodzi o fabułę, to bardziej wciągająca była miłosna gra między Czarnym i Şeküre, ale i ona sprawia wrażenie dodatku do czegoś znacznie głębszego, jak gdyby akcja w tej książce była zbiorem miniatur, namalowanych przez osmańskich mistrzów; miniatur, które nie oddają jednak istoty treści.
„Nazywam się Czerwień” urzekła mnie egzotyką, nakreśloną współczesnym językiem. Na początku byłem trochę zagubiony, gdyż historia toczy się w szesnastowiecznym Stambule, ale opis miasta i życia ludzi nie uświadomił mi tego od razu. Może po prostu wydaje mi się, że życie w Turcji nie zmieniło się od setek lat i byłbym zdziwiony, jak różne jest od moich infantylnych wyobrażeń? W każdym razie język nie jest z pewnością średniowieczny, tak samo jak nietypowa narracja i budowa utworu. 59 rozdziałów mówi głosami 21 narratorów. Wygląda to podejrzanie, ale, ku mojemu zdziwieniu, historia cały czas tworzy spójną całość, zupełnie, jak gdyby była opowiedziana przez jednego, wszechwiedzącego narratora. Zyskuje jednak szerszy wymiar i staje się ciekawsza.
Pewnie dlatego odebrałem tę książkę jako naukę o patrzeniu. Wiem, że raczej jest przede wszystkim opowieścią o rozdartej między Wschodem a Zachodem duszą Turcji, ale, jak zawsze, szukam własnej interpretacji, która pozwala mi cieszyć się lekturą, przygotowaną jak gdyby specjalnie dla mnie.
Nietypowa narracja w połączeniu z niezwykle plastycznym (a przy tym bardzo przystępnym) językiem sprawia, że w jednej chwili gardzę wraz z ofiarą okrucieństwem mordercy, a w drugiej przeżywam moralne rozterki tego drugiego. Wplecione w fabułę liczne przypowieści, barwne i dla Europejczyka wcale nie tak oczywiste, często także traktują o widzeniu świata, o jego przedstawianiu na kunsztownych miniaturach i religijnym aspekcie malarstwa. Wszystko to sprawia, że zaczynam wierzyć, że istnieje gdzieś superpozycja tych wszystkich perspektyw, zbliżająca do Prawdy i do tego, jak widzi świat sam Stwórca.
Ta książka uspokaja i niesie ze sobą jakiś dziwny, cichy optymizm. Pewnych rzeczy nie da się w życiu zmienić, bo jest ono zbyt krótkie, ale może przynajmniej da się znaleźć taki punkt widzenia, z którego wszystko utworzy jakąś logiczną całość, prowadzącą nas na drugą stronę, gdzie nauczymy się patrzeć na dzieło stworzenia tak, jak jego Autor.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.