Dwa tygodnie temu byłem po raz pierwszy w Parku Oliwskim, a dziś wybrałem się ze znajomymi do oliwskiego zoo. Trzeba przyznać, że w Oliwie nie brak atrakcji i możliwości relaksu połączonego z obcowaniem z naturą. Zoo jest naprawdę spore — zwiedzenie całego zajęło nam ponad trzy godziny.
Muszę przyznać, że od wizyty w Kadzidłowie zaczęło się zmieniać moje podejście do ogrodów zoologicznych. W szczególności po lekturze „Życia Pi” Yanna Martela postrzegam je nie tyle jako miejsce dręczenia i zniewalania zwierząt ku uciesze gawiedzi, ale jako placówkę edukacyjno-naukową, gdzie ludzie mogą poobserwować zwierzęta, a te żyją w nie najgorszych warunkach, pod fachową opieką, a nierzadko jest to dla nich jedyna możliwość przedłużenia gatunku. Oczywiście, pewnie często nie bywa tak różowo, ale wolę widzieć dwie chore niedźwiedzice w niezbyt przestronnej klatce w zoo niż w cyrku, skąd pochodzą. Mimo wszystko sądzę, że tu mają znacznie lepsze warunki.
A surykatki? Wyglądają na zadowolone. No i nic ich nie zeżre.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.