Niedawno Sąd Rejonowy uniewinnił Dorotę Nieznalską od zarzutu obrazy uczuć religijnych. Pani Nieznalska jest twórczynią wątpliwej wartości artystycznej instalacji „Pasja”, składającej się z krzyża greckiego z wpisaną fotografią męskich genitaliów i filmu, przedstawiającego mężczyznę, trenującego w siłowni. W ten błyskotliwy sposób artystka skłania do refleksji nad rolą religii w subkulturze dresów.
To wydarzenie przypomina mi wyrok w sprawie Ryszarda Nowaka, który nazwał lidera Behemotha, Adama Darskiego, przestępcą, mimo iż ten nie został sądownie uznany za winnego obrazy uczuć religijnych po tym, jak na koncercie w Gdyni nazwał Biblię „pieprzonym gównem”, po czym ją podarł.
Nowak nie miał szans, bo nikt oprócz niego nie wniósł oskarżenia, a trudno mówić o obrazie uczuć religijnych pojedynczej osoby; za to jasne jest, że nazywanie osoby niewinnej „przestępcą” jest pomówieniem. W sprawie Nieznalskiej decyzja sędziego jest mniej jasna, ale trudno jej odmówić odrobiny słuszności — w końcu mamy wolność słowa. Zresztą nie chcę tego rozpatrywać z prawnego punktu widzenia, bardziej zastanawia mnie, jak się do tego typu spraw powinni odnieść się chrześcijanie.
Z jednej strony trudno przejść obojętnie, gdy ktoś miesza z błotem albo wykorzystuje do tworzenia sensacji i taniej reklamy w ramach prostackiej sztuki symbole religijne. Jeżeli prawo umożliwia obronę sacrum, dlaczego nie skorzystać z takiej możliwości i nie wybić z głowy tym darmozjadom żerowania na prymitywnych instynktach? Z drugiej strony, czy jawna głupota może obrazić człowieka inteligentnego? Czy nie wystarczy popukać się w czoło?
Trudno mi jednoznacznie rozstrzygnąć ten dylemat, ale z pewnością nie czuję się zobowiązany do procesowania z idiotami, przynajmniej dopóki oni szanują moją wolność i nie pozywają za nazywanie homoseksualizmu zboczeniem, feministek oszołomkami (wiem, generalizuję, ale mam nadzieję, że nieliczne rozsądne feministki nie poczują się dotknięte), a aborcji morderstwem. Zresztą staram się ważyć słowa, przynajmniej na forum publicznym, i nazywać rzeczy po imieniu, a zarazem nie budzić niezdrowych emocji. Nawet pisząc z lekka flejmogenny wpis.
Słowo „dopóki” chyba właśnie powoli przestaje obowiązywać; przynajmniej w kategorii gejostwa.
Sztuka nie jest tworzona po to aby przechodzić obok niej obojętnie. Celem sztuki jest wyzwalanie emocji – na podstawie swoich emocji możesz się więcej dowiedzieć o sobie. Zaś wolność słowa oznacza wolność mówienia tego co się innym nie podoba – oczywiście nikogo też nie można zmusić do słuchania.
> Celem sztuki jest wyzwalanie emocji – na podstawie swoich emocji możesz się więcej dowiedzieć o sobie.
AdamK, przez kilka stuleci sztuka wyzwalała emocje w obrębie „zasad współżycia społecznego” z wyjątkami, które dzisiaj wydają się po prostu śmieszne. Współczesna „sztuka” „wyzwalająca emocje” na zasadzie wywoływania skandalu jest niczym innym, tylko świadectwem degrengolady cywilizacyjnej. A mówiąc dosadnie: Kozyra czy inne Nieznalskie uciekają do takiej formy „sztuki”, będącej w istocie niczym innym, jak prowokacją, ponieważ wszyscy – łącznie z nimi – zdają sobie sprawę, że w sztuce rozumianej jako maestria warsztatowa nie mają do powiedzenia dokładnie NIC.
@AdamK: Wyzwalać emocje może we mnie „Guernica” Picassa albo „Krzyk” Muncha. Od czasów „Czarnego kwadratu na białym tle” Malewicza wszelkie popłuczyny w stylu „Krzesła z tłuszczem” Josepha Beuysa budzą we mnie raczej śmiech, a później znudzenie, czy wręcz obrzydzenie, niż skłaniają do jakiejkolwiek refleksji. Oczywiście, ktoś może uważać, że nawet emanowanie waginami i penisami — najlepiej przemieszanymi z symbolami religijnymi — ma jakąkolwiek wartość artystyczną, ale to jego prywatna opinia, która mnie nie przekonuje.
Po prostu uważam, że należy zachować pewien umiar i mówienie wszystkiego, co ślina na język przyniesie (nawet, jeżeli uważamy, że to nasze najszczersze przekonania), jak też pisanie, malowanie czy rzeźbienie każdej bzdury, która ma dla nas jakiś głębszy sens, jest niewłaściwe — „zaśmieca” kulturę.
Nie przeszkadza mi to jednak dobrze się bawić, obcując z szeroko pojętą twórczością Dalego. Może dlatego, że on miał niewątpliwie przynajmniej jedno — charyzmę (i ściśle trzymał się przyjętej konwencji chyba w całym swoim życiu), a może dlatego, że znam tylko nieliczne z efektów jego działalności. W każdym razie jest to mój prywatny wyjątek od reguły.
@torero: Zgadzam się z Tobą. Trafnie ująłeś moje myśli.
Sprowadzając sztukę tylko do ‘maestrii warsztatowej’ odzierasz ją z większości znaczeń którą próbuje przekazać.
Na prace impresjonistów, które dziś nie są dla nas w żaden sposób kontrowersyjne też pluto i ją niszczono. Tylko dlatego że odchodziły od ‘tradycyjnych’ wartości i reguł. Nie rozumiano ich. Tak samo czyniły totalitarne rządy ZSRR czy Hitlerowskich Niemiec, z jednej strony narzucając Socrealizm, a z drugiej strony niszcząc ‘sztukę zdegenerowaną’.
To że nie rozumiesz czegoś, nie podoba Ci się, lub Cie odrzuca czy obrzydza, nie pozbawia tego wartości artystycznej.
W ramach cenzury usunąłem komentarz Dodka. Proszę o nieumieszczanie linków do takich świństw na moim blogu. Wystarczy imię i nazwisko „artysty” — jak ktoś będzie bardzo chciał, to wygoogluje szczegóły.
Lulz.
Nie musiałeś klikać. I to właśnie nazywam brakiem dystansu :)
Nie. Nie potrafiłbym sobie wyobrazić siebie, plującego na prace impresjonistów – tak samo, jak dzisiaj nie ujadam na przeróżne aideologiczne „instalacje” czy inne performensy. Między różnymi eksperymentami arystycznymi a wspomnianymi „artystkami” istnieje właśnie ta różnica, że ostatnie szukają poklasku tylko i wyłącznie poprzez skandal. Swoją drogą wybitnych twórców współczesnych jakoś nie można sprzedać ogółowi bez skandalu, co też może być przyczynkiem do moich tez.
Maestria warsztatowa niezbędna jest i tyle. Dowcip polega na tym, że schamiałe pisarstwo można uwznioślić gadką o „celowych stylizacjach”, „mowie współczesnej” i innych takich, ewentualnie sprzedać jakąś przaśną / wzniosłą tematyką – w zależności od targetu, muzykę można obecnie obrobić elektronicznie, a sztuk wizualnych na nieszczęście popłuczyn po aespach wyretuszować się nie da, więc trzeba do tego dorobić ideologię. No to dorabiają.
torero, a widziałeś chociaż tę ekspozycję, o której mowa? A widziałeś inne jej prace?
Dodek: Ja widziałem. Po prostu fallus namalowany na krzyżu, w tle jakieś wideo z jakimś facetem. Nie ma w tym, żadnej głębi. Popularność obliczona na skandal. Tani w dodatku, bo poza pozwem nic jej nie grozi.
Wiem, że to tanie zagranie, stawianie takich pytań, ale czemu Nieznalska nie miała więcej jaj? Czemu nie Koran? Czemu nie Gwiazda Dawida albo flaga UE?
„W ten błyskotliwy sposób artystka skłania do refleksji nad rolą religii w subkulturze dresów.”
Cytat z notki, który, jak myślę, dość dobrze wyjaśnia, czemu nie Koran albo Gwiazda Dawida.
Nie wyjaśnia?
Równie dobrze można by przerobić dresów na arabskich terrorystów bądź Żydów – ortodoksów czy też euro-parlamentarzystów.
Jak już wspomniał Torero – dorabianie ideologii jest w tej tzw. „dzisiejszej sztuce” powszechne.
„dorabianie ideologii jest w tej tzw. „dzisiejszej sztuce” powszechne.”
Znalazł się znawca. Cóż, nie mam ochoty na taką jałową dyskusję.
Syn Artysty – Plastyka skądinąd, kłaniam się.
To spytaj taty, czy jego sztuka ma jakąś głębię, czy też robi dla pieniędzy/skandalu.
Ja nie mam ochoty.
Wydawało mi się, że wyrażenie „dzisiejsza sztuka” zostało wyraźnie objęte znakami cudzysłowu. Jak widać, nie dość wyraźnie.
To Twój tata już nie tworzy? Bo nie wiem, jak inaczej to interpretować.
Tworzy, ale fallusa na krzyżu, ani plamy oleju na ścianie, ani też ekskrementów, ani koła wpisanego w kwadrat, ani nawet wieszaka na ubrania z powieszonymi nań parasolami na swoich wernisażach nie prezentuje.
Teraz łatwiej z interpretacją?
Tak, mówiąc „dzisiejsza sztuka” miałeś na myśli „sztuka prowokacyjna” i byłeś zdziwiony, że taka sztuka prowokuje.
Spytaj taty, co myśli o Nieznalskiej.
mruwek: mój ojciec był żołnierzem, marka jest urzędniczką podatkową, ja jestem programistą. Nie czuję się autorytetem w dziedzinie wojskowości ani podatków tylko z racji posiadania takich a nie innych rodziców.
AdamK: Ja tu do bycia autorytetem nie pretenduję. Li tylko delikatnie uśmiechnąłem się na zdanie „Znalazł się znawca.”, obliczone moim zdaniem na dezawuowanie mojego obeznania ze sztuką.
Co się natomiast napatrzyłem i namarnowałem czasu jak lekcji się nie chciało robić, siedząc nad albumami i reprodukcjami ojca, to moje.
I wybaczcie komentarz pod komentarzem, ale AdamK – nie widzisz różnicy między „skandalem” jaki na „salonach” i w środowisku artystycznym wywoływali impresjoniści, a skandalem na jaki liczyła i jaki w efekcie dostała pani Nieznalska?
Nie było mnie przy sprawie impresjonistów. Sprawę Nieznalskiej znam tylko z mediów. Mimo wszystko nie widzę różnicy – i tu i tam spora część publiki jest obrażona, zniesmaczona i żywo reaguje. Wydaje mi się że z artystycznego punktu widzenia nie ma różnicy.
AdamK: oj bo Ty nie rozumiesz – cała różnica sprowadza się do tego, że „dzisiejsza sztuka” jest brzydsza, gorsza i w ogóle be w porównaniu z „dobrą, klasyczną sztuką”.
AdamK: Naprawdę nie ma różnicy między nowym warsztatem, inną niż wcześniej kompozycją, perspektywą i kadrowaniem, a zamierzonym skandalizowaniem poprzez uwłaczanie czyimś świętościom?
Uważałbym też na niezmierzoną siłę precedensu. Dziś Nieznalska opluwa krzyż i Chrześcijan, jutro ktoś może oddać stolec na plakat z wizerunkiem Twojej matki; bo mu do „kompozycji” będzie pasować.
Dodek: Minister Zdrowia ostrzega: trollowanie szkodzi zdrowiu (podobno powoduje nawet niepłodność!).
@mruwek: ograniczasz sztukę do formy, a sztuka to przede wszystkim emocje.
AdamK: Ty natomiast ograniczasz sztukę próbując sprowadzać ją do „przede wszystkim emocji”. Zostawmy artystom ich motywację do tworzenia, środki jakie obiorą do realizacji i przekaz jaki zechcą zawrzeć (jeśli zechcą w ogóle – wszak czasem sama sztuka, czy jak wolisz jej forma jest jedynym przekazem).
Ja tu zresztą nie rozpatruję problemu formy i emocji (ew. treści, acz nie sądzę by te pojęcia były zamienne) w sztuce. Nie usiłuję przyznawać palmy pierwszeństwa formie. Jedyne co usiłuję, to przedstawić swe stanowisko, iż porównanie szoku jaki wywołali impresjoniści do słusznego oburzenia Chrześcijan na widok obrzydlistw pani Nieznalskiej jest po prostu nierzeczowe.
Rozumiem też, że przejrzałeś choć pobieżnie „dzieła” pani Nieznalskiej i wiesz jakie to ona wyrafinowane „emocje” usiłuje wzbudzać u swoich odbiorców.
I cytat z zapomnianego przez wielu tutaj klasyka na zakończenie mojego udziału w tej dyskusji (ach ta sesja…):
Względność gustów to wymówka, wymyślona przez epoki o zepsutym smaku.
Oburzenie chrześcijan jest zrozumiałe, tak jak zrozumiałe jest prawo Nieznalskiej do uprawiania sztuki tak jak chce, i tak samo jest zrozumiałe prawo nie-chrześcijan do nie obrażania się.
Nie widziałem ani jednego dzieła Nieznalskiej, ale po efekcie jaki wywołała, w miarę jasny wydaje mnie się jej zamiar.
Co do względności gustów, to nie zgadzam się z (nieznanym mi) klasykiem. Wystarczy poczytać sobie np. o kanonie kobiecej piękności.
> @mruwek: ograniczasz sztukę do formy, a sztuka to przede wszystkim emocje.
AdamK: jeśli naprawdę tak myślisz, to wszyscy gonimy w piętkę z tą dyskusją. Jeśli dla Ciebie sztuka to głównie i przede wszystkim wywołanie emocji, to nie musisz chodzić na wernisaż, strzelamy z armat do wróbli. Chamowata ekspedientka w mięsnym czy złota młodzież rozbijająca się całą szerokością chodnika powinni wystarczyć. Dostarczają emocji dość jednostajnych, fakt, ale w Twojej definicji sztuki mieszczą się bez problemu.
@torero: nie mówiłem że przede wszystkim. Każdy odbiera sztukę po swojemu – to jest sprawa bardzo indywidualna jak mnie się wydaję.
Zdjęcie obmierzłego kutasa włożone w krzyż to raczej nie jest sztuka. A ta obraza uczuć religijnych doprowadza mnie już do pasji. Jak można obrazić UCZUCIE? Rozumiem chociaż trochę bluźnierstwo, ale obraza uczuć? Przecież to czysty idiotyzm.
Zresztą, nawet jak doszłoby do obrazy któregoś z bogów, to chyba dałby sobie radę sam z ukaraniem sprawcy, nie? Jak widać, „poszkodowany” się nie zgłasza, więc mu to lotto.
Sławek: Miałem się już nie włączać, ale zechcę tylko zacytować słynne w katolickich kręgach powiedzenie:
„Młyny boże mielą powoli, ale skutecznie.”. Poszkodowanemu to nie lotto, bo wycierpiał między innymi i za to podczas swej chwalebnej śmierci. A na sąd i kary czas przyjdzie, już sam „Poszkodowany” to zapowiedział przecie.
Dlaczego ‘trudno przejść obojętnie’? Cóż za wartość ma w takim razie ten symbol, jeśli byle co jest w stanie ją narazić na szwank? A z drugiej strony, czy symbole nie są tylko symbolami? Nie one mają przecież tak naprawdę znaczenie; a przynajmniej nie one to znaczenie powinny mieć.
Nie cenię sobie sztuki, jaką tworzy p. Nieznalska, ale uważam, że słusznie ją uniewinniono. Po to istnieje (teoretyczna przynajmniej) wolność przekazu w naszym kraju, żeby z niej korzystać; tym bardziej że nikt na tym nie ucierpiał. (W przeciwieństwie do ‘sztuki’ jakiegoś chorego świra, który morduje zwierzęta podczas swoich performance‘ów. I on zdecydowanie powinien zostać ukarany). Tekst zaś o ‘urażonych uczuciach religijnych’ bawi mnie, bo skoro ‘urażanie uczuć’ jest karalne, to powinnam się np. procesować z każdym kto zachowa się wobec mnie nieprzyjaźnie czy też wulgarnie – jest to niewątpliwie urażenie moich uczuć :P Na koniec zaś dodam, że proces p. Nieznalskiej zapewnił jej świetną reklamę, o jakiej nawet marzyć wczesniej nie mogła ;> A wystarczyło to zwyczajnie zignorować.
@Iskra: Trudno przejść obojętnie, bo dla chrześcijanina relacja do Boga jest relacją miłości, a trudno zignorować fakt mieszania z błotem osoby, którą się kocha. Jest coś jednak w tym, co zasugerował Sławek i rozwinął mruwek, że Bóg jest dość silny, by poradził sobie sam i może nie należy stawiać znaku równości między procesowaniem się z „artystami” a daniem w pysk komuś, kto obraża naszą rodzinę (co zresztą może mieć też dużo wspólnego z miłością własną).
Co do symboli religijnych to hmmm… to nie są zwykłe przedmioty. Oczywiście, nie ma w nich Boga, ale poprzez odnoszenie się do nich okazujemy Mu obojętność, szacunek czy pogardę. Myślę, że taka jest właśnie rola symbolu.
Jeżeli chodzi o reklamę, to jest to bardzo pragmatyczny argument i dlatego do mnie trafia, przechylając szalę w stronę „zostawić ich w spokoju”.
Ze stosowaniem retoryki równi pochyłej to bym uważał, ale też jest w tym trochę słuszności. Przypominam tylko, że do mówienia o obrazie uczuć religijnych w majestacie prawa potrzeba przynajmniej dwóch poszkodowanych osób, tak przynajmniej czytałem przy okazji sprawy Ryszarda Nowaka.
Możliwe, że jestem tępy, że nie rozumiem symboliki.
Ale na bogów wszelkich, rola religii w subkulturze dresów? Kpiny? Równie dobrze mogę stwierdzić, że psi kał leżący na chodniku jest refleksją na temat ciągłości życia.
I, pytam, co ma fallus do tego wszystkiego?
Moje krótkie zdanie: choćbym nie wiem jak się starał – przy czym wyrok sądu jest mi głęboko obojętny – to w tym tworze Nieznalskiej szalenie trudno znaleźć mi znamiona sztuki. Można się oczywiście spierać, czy np. to co tworzył Andy Warhol to sztuka; rzecz w tym, że jego nazwisko jest rozpoznawalne na całym świecie (czyli mamy niejako weryfikację historyczną); nazwisko Nieznalskiej z tej perspektywy jest rozpoznawalne najwyżej w Pścimiowie Górnym (i uznam, że się myliłem, dopiero, gdy taka weryfikacja nastąpi).
Póki co, twierdzę jedynie, że baba umieściła jaja na krzyżu. Jak dla mnie – jaja jak berety ;-))
Obraza uczuć religijnych jest dla mnie tym samym co obraza uczuć miłosnych. Nikomu nie przychodzi do głowy pozywać kogoś o złamanie serca, więc dlaczego można pozywać za ośmieszanie mitologii, która stoi w jawnej sprzeczności ze współczesną wiedzą o świecie?
Czy nie jest śmiesznym oskarżać kogoś kto w obrazoburczy sposób przedstawi wizerunek Latającego Potwora Spaghetti?
Poza tym, jeśli Jezus Chrystus, syn Boga nie istniał, tak jak i sam Bóg (choć właściwie to ta sama osoba tylko w różnych emanacjach zgodnie z tradycją), to sprawa jest z góry jałowa. Proponuję więc najpierw udowodnić istnienie tej (lub tych) postaci, a dopiero później rozstrzygać takie sprawy.
Gdy ktoś obrazi mojego wyimaginowanego przyjaciela, prokurator najpierw sprawdzi czy on rzeczywiście istnieje, a nie będzie z góry przystępował do postępowania jakby było to dla niego oczywiste.
Czym innym jest obraza człowieka, który jest częścią danej społeczności, a czym innym obraza jakiejś postaci z mitologii judeochrześcijańskiej, czy jakiejkolwiek innej. To drugie zakrawa o kpinę, a ludziom którzy bulwersują się takimi pseudo-obrazami musi doskwierać brak zajęć i rzeczywistych problemów.
1. Taki cytacik z Czerskiego:
„podobnie jak niezła była sama w sobie koncepcja instalacji nieznalskiej, z facetem na siłowni w tle i genitaliami na krzyżu na planie pierwszym; którą to koncepcję tylko ten może docenić w pełni, komu przyszło w naszych czasach być mężczyzną i kto do tego miał okazję przerzucić kiedyś na siłowni kilka ton na jednym posiedzeniu.
— to, co mi się nie podoba i co realizację praktyczną obu pomysłów w moich oczach pogrąża to value added, a właściwie jej brak. otóż ci artyści, tak chętnie przyjmujący na siebie słodkie odium wykluczenia, cechują się zwyczajną głupotą, względnie brakiem odpowiedzialności za dzieło; jeżeli nieznalska na pytanie czy pani wie, co w pani pracy mogłoby taką reakcję wywołać? odpowiada nie jestem w stanie przewidzieć reakcji – to znaczy, że ma upośledzoną inteligencję społeczną i powinna poddać się leczeniu w jakimś miłym sanatorium, a nie pracy twórczej[...]
— tymczasem jestem przekonany, że ten tylko ma prawdziwe prawo do mocnych, ostrych wypowiedzi artystycznych, kto gotów jest ponosić tych wypowiedzi konsekwencje – i kto uważa prawdę, którą ma do ogłoszenia, za ważną na tyle, żeby ryzyko podejmować. fiut na krzyżu nieznalskiej był pracą słabą – bo nie mówił niczego na tyle ważnego, żeby usprawiedliwiało to użycie tak radykalnego środka wyrazu, jakim jest profanacja jednego z najważniejszych w naszym społeczeństwie symboli”
2. Pomijając już fakt, że bodajże drugi raz w ciągu dwóch dni podpadasz pod prawo Godwina, to różnica jest choćby taka, że o impresjonistach jakoś się pamięta, a jak to już napisano, o Nieznalskiej będzie się mówić najwyżej jeszcze przez kilka lat i w obrębie jednego kraju. (edit: punkt @AdamK oczywiście, nie wiem czemu mi się to zapodziało)
3. dunDer: jak mi się zdaje, przepis nie mówi o obrazie osoby Chrystusa, tylko uczuć religijnych. Pominąwszy kewstię sensowności takiego przepisu, istnienie drugiego nie musi koniecznie wymagać istnienia pierwszego, choć oczywiście byłoby to wskazane. Tym niemniej, stety bądź niestety, paragraf jest.
4. A tak w ogóle to staram się zachować w dyskusji jakotaką neutralność wobec religii (być może z kiepskim skutkiem, ale nawet jeśli, to proszę, naprawdę nie w tym kierunku chcę toczyć rozmowę), a piszę w celu nieco innym. Otóż delikatnie rzecz ujmując, irytuje mnie to, że wobec każdego dziełka prowokacyjnego, zwłaszcza zaś gdy poza prowokacyjnością nie ma ono żadnych innych walorów, stawia się wobec wyboru: albo zostanę zaklasyfikowany jako ciemnogród- albo mam się zachwycać. Dobra sztuka powinna umieć obronić się sama. W literaturze, czy nawet w muzyce jakoś się da, dlaczego miałoby się nie dać w dziedzinach wizualnych? No i pozostaje kwestia tego, że ciekawym, przez kogo była finansowana wystawa, na której pojawiła się ta instalacja. Bo jak ktoś chce być prowokacyjny, to niech sobie znajdzie mecenasa albo sam finansuje, a nie żebrze o państwowe (disclaimer: nie wiem, czy akurat w tym przypadku tak było, ale stwierdzenie ma charakter ogólny).
@Barry: Ad 3. o tym będzie można powiedzieć dopiero za jakiś czas
@Barry:
którą to koncepcję tylko ten może docenić w pełni, komu przyszło w naszych czasach być mężczyzną i kto do tego miał okazję przerzucić kiedyś na siłowni kilka ton na jednym posiedzeniu
Dobre sobie! Współczesny mężczyzna jako obiekt przymusowej katorgi na siłowni. To jest dopiero poświęcenie, nie ojcowie rodzin przerzucający węgiel w kopalni czy siano na polu, żeby dzieci miały co do garnka włożyć! Co za bzdura…
Ale poza tym po części zgadzam się z treścią cytatu i z Tobą, zwłaszcza odnośnie zero-jedynkowej klasyfikacji ciemnogród-znawca. Na szczęście o zachwycaniu się Gombrowicz już coś napisał i zawsze można posiłkować się cytatem ;)
„jeżeli nieznalska na pytanie czy pani wie, co w pani pracy mogłoby taką reakcję wywołać? odpowiada nie jestem w stanie przewidzieć reakcji – to znaczy, że ma upośledzoną inteligencję społeczną i powinna poddać się leczeniu w jakimś miłym sanatorium, a nie pracy twórczej[...]”
Z tym stwierdzeniem się zgadzam, bo nie trzeba być profesorem socjologii, żeby przewidzieć reakcję dewotek.
„fiut na krzyżu nieznalskiej był pracą słabą – bo nie mówił niczego na tyle ważnego, żeby usprawiedliwiało to użycie tak radykalnego środka wyrazu, jakim jest profanacja jednego z najważniejszych w naszym społeczeństwie symboli”
Z tym już mniej, bo minęły czasy kiedy to wielcy krytycy sztuki mieli odwieczne prawo orzekania co jest dobrą sztuką, a co nie. Ta wypowiedź jest akurat bezwartościowa i nie ma związku z wcześniejszą argumentacją. Doktryna chrześcijańska zabrania przywiązania do symboli – to grzech ciężki wpisany w dekalog. Pomijając kwestie religijne – dla wyznawców innej religii, czy bezwyznaniowców, może być to jedynie pusty znaczek, a oni też są częścią naszej kultury. Krzyż Nieznalskiej można interpretować równie dobrze jako znak plusa, czy znak czerwonego krzyża (jeśli chodzi o proporcje). W chrześcijaństwie bardziej popularny jest symbol posiadający dłuższe dolne ramię. Odwoływanie się w tym momencie do kultury, tradycji, czy religii jest śmieszne.
„Tym niemniej, stety bądź niestety, paragraf jest.”
Według mnie taki paragraf jest bezsensowny. Po pierwsze nie da się udowodnić, że coś obraża uczucia religijne, bo nie ma możliwości nawet zdefiniować czym są uczucia religijne. Co jeśli sędzią w takiej sprawie będzie ateista? Nie można dobierać sędziów pod względem poglądów, więc jest taka możliwość – dla niego będzie to czysta abstrakcja. Jeśli natomiast sędzią będzie chrześcijanin, to nie będzie w stanie obiektywnie ocenić sytuacji. Jak już wspomniałem – skoro taki przepis istnieje, powinien istnieć paragraf dzięki któremu można by pozywać byłych czy potencjalnych partnerów za obrazę uczuć miłosnych.
„Otóż delikatnie rzecz ujmując, irytuje mnie to, że wobec każdego dziełka prowokacyjnego, zwłaszcza zaś gdy poza prowokacyjnością nie ma ono żadnych innych walorów, stawia się wobec wyboru: albo zostanę zaklasyfikowany jako ciemnogród- albo mam się zachwycać.”
Ja raczej z dystansem podchodzę do takich rzeczy – mnie jakoś szczególnie praca Nieznalskiej nie pociąga, ale nie wykluczam że ktoś się może nią zachwycać. Oczywiście nikt nie broni gardzić taką pracą, ale kwestia odbioru sztuki jest czymś indywidualnym i nie sąd powinien orzekać o tym, czy to jest już sztuka, czy jeszcze nie. Problemem tutaj nie jest to jakie wartości prezentuje ta praca, ale istnienie jakiegoś bzdurnego przepisu odwołującego się do pokrętnej mistyki. Religia tak jak i seks powinna być praktykowana prywatnie w domu, a nie w instytucjach.
> Proponuję więc najpierw udowodnić istnienie tej (lub tych) postaci, a dopiero później rozstrzygać takie sprawy.
Tia, jasne. Jezus nie istniał, a Tacyta, Pliniusza i masę innych kronikarzy wymyślili sobie chrześcijanie. Jedynym źródłem Prawdziwej Wiedzy O Chrześcijaństwie (TM) pozostają książki Dana Browna. Co za czasy, nawet ateizm sięgnął bruku.
> Pomijając kwestie religijne – dla wyznawców innej religii, czy bezwyznaniowców, może być to jedynie pusty znaczek, a oni też są częścią naszej kultury.
Ach, więc instalacje Nieznalskiej należy interpretować wg Ciebie jako genitalia na plusie?
> Problemem tutaj nie jest to jakie wartości prezentuje ta praca, ale istnienie jakiegoś bzdurnego przepisu odwołującego się do pokrętnej mistyki. Religia tak jak i seks powinna być praktykowana prywatnie w domu, a nie w instytucjach.
Oczywiście, bo przecież cały paragraf o obrażaniu kogokolwiek / czegokolwiek odwołuje się do pokrętnej, irracjonalnej mistyki. Na Twoje szczęście ani Tobą, ani nikim z Twojej rodziny nie zainteresował się widać jeszcze żaden "artysta" ani nikt taki, więc swoje rozważania o roli sztuki możesz dalej prowadzić z pozycji "obiektywnego eksperta". Powodzenia.
@torero: Browna nie czytałem, a jeśli chodzi o postać Jezusa to historycznie on istniał - zapewne był jednym w wielu w tamtym czasie guru sekt, albo w ogóle nie miał powiązań z tym co później zaczęto nazywać Chrześcijaństwem. Wiara w osobowego Boga jest dla mnie naiwna do granic możliwości i stoi w sprzeczności z nauką.
Interpretacje Nieznalskiej można sobie interpretować różnie, tak jak i wszystko co zwie się sztuką.
Odnośnie trzeciej odpowiedzi - Jezus ani Bóg nie są członkami niczyjej rodziny, bo nikt nie ma pewności co do ich istnienia (w wymiarze Biblijnym), a wielu ma pewność co do fikcyjności tej mitologii w wielu aspektach.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.