W ostatnich dniach dużo można usłyszeć o Wojciechu Cejrowskim, zwłaszcza w kręgach katolickich i prawicowych. Najpierw TVP zdjęła z anteny „Boso przez świat”, a teraz radiowa Trójka zaniechała emisji prowadzonej przez niego audycji. W obu przypadkach sankcje wynikły z powodu udziału Cejrowskiego w spocie wyborczym Marka Jurka. Jasne jest, że dziennikarz mediów publicznych nie może promować konkretnej partii czy posła, ale z drugiej strony, w obu przypadkach Cejrowski nie jest chyba pracownikiem tych mediów sensu stricto, a obowiązujący go kontrakt nie nakłada na niego wspomnianych ograniczeń.
Cóż, zobaczymy, jak się obie sprawy potoczą; jeżeli chodzi o mnie, zadziałały one po prostu jak świetna reklama pana Wojtka. Wcześniej znałem go przede wszystkim z „Boso przez świat”. Program był interesujący, ale z powodu egzaltowanego stylu bycia prowadzącego trochę mnie irytował. No dobrze, szczerze mówiąc, czasem po prostu chciałem czymś cisnąć w telewizor. Mimo to, oglądałem, bo choć forma mi nie odpowiadała, to treść była bardzo pociągająca.
Zdarzyło mi się też obejrzeć jakiś inny program Cejrowskiego, było to chyba „Z kamerą wśród ludzi”, ale nie jestem pewien. W każdym razie zwróciła moją uwagę zaciekła pryncypialność podróżnika, która zirytowała mnie tym bardziej, iż głosi on poglądy w dużej mierze zgodne z moim spojrzeniem na świat, a nie lubię, gdy czyjś brak wyważenia wystawia cenzurę moim przekonaniom. W końcu jednak uznałem, że takie osoby są potrzebne. To daje do myślenia, gdy ktoś staje w obronie życia poczętego, prawd wiary czy po prostu nie boi się powiedzieć, że jest katolikiem, nawet, jeżeli czyni to w sposób, który sprawia, że się wątroba na drugą stronę wywraca.
Tyle o samym Cejrowskim. W gruncie rzeczy chciałem napisać kilka słów o jego książce, bowiem skończyłem właśnie czytać „Rio Anaconda”. Nigdy chyba nie miałem do czynienia z książką podróżniczą („Przypadki Robinsona Crusoe” tu się przecież nie kwalifikują), może dlatego w połowie lektury stwierdziłem, że spodziewałem się czegoś innego. Owszem było dużo zdjęć i ciekawostek z życia Dzikich, ale oprócz tego gdzieś po drodze autor zaczął przemycać odrobinę hmmm… swojej życiowej mądrości, takiego spojrzenia na człowieka z dystansu, ze szczyptą filozofii i teologii. Bardzo lubię odkrywać w książkach takie rzeczy; wyławiać smakowite cytaty, które na chwilę stają się ważniejsze od samej książki.
— […] Nałożymy ci nowe imię, które będzie puste.
— A jak to się robi?
— Nie wiem. Nigdy czegoś takiego nie robiłem. Ale brzmi logicznie, więc musi być na to jakiś sposób.
„Rio Anaconda”, Wojciech Cejrowski
W sumie „wyławiać” to za dużo powiedziane, bo co lepsze kąski Cejrowski sam zaznacza. Do tego pisze w sposób przypominający to, jak mówi. Tylko trochę mniej irytująco. W sumie to stanowi jakiś dodatkowy smak tej książki i nie piszę tego, by kogoś zniechęcić, a wręcz przeciwnie — chcę zasygnalizować, że nie warto się zrażać i warto sięgnąć po tę lekturę. Dużo egzotyki, ciekawostek i humoru, a do tego sporo magii w mniej i bardziej dosłownym tego słowa znaczeniu.
Lubię raz na jakiś czas posłuchać Cejrowskiego, ale chyba i wyłącznie z tego względu, że jest to bestyja inteligentna nieprzeciętnie ;] Aczkolwiek w jego przypadku bardziej mi przeszkadzają (złe słowo, po prostu nie mogę się z nimi identyfikować) jego poglądy, niż forma w jakiej je przedstawia. Ta ostatnia jest… przebojowa? ;]
Jakbyście go zobaczyli, pobyli z nimm chwilkę na żywo to dopiero byście mogli zmienić zdanie. Milusiński jak cholera. ;]
No widać, że bestia jest niezupełnie strawna w obyciu. ;-) Ale ogląda się świetnie (forma), treść, choć poglądy mam niezupełnie zbieżne.
Mi się wydawało, że to nie była jego ekstrawaganckość tylko zwykłe chamstwo. Nie znam go – może miał zły dzień. Z drugiej strony widziałem go na przestrzeni wielu godzin więc to nie jest opinia pobieżna. Tak czy siak teraz inaczej patrzę na jego osiągnięcia. Mgiełka wielkiego podróżnika się jakoś rozmyła – szczególnie, że miałem okazję porównać to o czym mówi z rzeczywistością. Po prostu potrafi się dobrze sprzedać i tyle.
Ja przeczytałem Rio już dawno. Świetne.
>Jasne jest, że dziennikarz mediów publicznych nie może promować konkretnej partii czy posła
Mogę prosić o rozwinięcie wypowiedzi?
@remiq: Nie wnikałem dokładnie w szczegóły, ale zarówno TVP, jak i Polskie Radio powoływały się na jakieś wewnętrzne przepisy, mówiące o rzetelności i bezstronności dziennikarstwa czy też wprost o zakazie udziału dziennikarza w kampanii wyborczej. Same przepisy uważam za słuszne — dziennikarz mediów publicznych, w szczególności ten, który zajmuje się polityką, nie może brać udziału w kampanii wyborczej czy wprost wskazywać, na kogo powinniśmy głosować. Oczywiście, ma prawo do swoich preferencji politycznych, ale publicznie powinien w miarę możliwości zachowywać bezstronność. Uważam tylko, że może prezentować swój światopogląd, nawet jeżeli wskazuje on na pewien obszar sceny politycznej; w końcu dziennikarz też człowiek.
uwielbiam Cejrowskiego. uważam, że wyrzucenie go z TVP to czyste zagranie polityczne i sympatia Farfała i reszty tej bandy do Libertas, które coraz bardziej mnie irytuje
Czym są „media publiczne”? Chodzi o to, że dziennikarz „mediów publicznych” jest urzędnikiem, dlatego powinien być bezstronny? Dlaczego prezenter prognozy pogody nie może wyrazić swoich poglądów, a aktor może? Bo aktorowi płacą?
Zupełnie nie zgadzam się z poglądem, że „osoba występująca w telewizji” (bo żaden z Cejrowskiego dziennikarz) powinna nie mieć poglądów. Nawet mediator w programie dyskusyjnym powinien mieć poglądy, jednak podczas pracy powinien zachować bezstronność.
Skąd wynika przekonanie, że dziennikarz nie powinien mieć poglądów? Bo ludzie słuchają ich i będą głosować tak jak wskażą?
Ale przecież WC nie jest pracownikiem TVP ani radia więc nie obowiązują go wewnętrzne przepisy tych instytucji…
@remiq: Dziennikarz mediów publicznych, tj. państwowych, a więc TVP czy Polskiego Radia, może mieć poglądy jakie chce, ale nie powinien swojego wizerunku i popularności wykorzystywać do promowania konkretnej partii, w szczególności przez udział w kampanii wyborczej. Wizerunek takiego dziennikarza został ukształtowany za pomocą pieniędzy wszystkich obywateli z ich podatków (dobra, nie wszystkich, bo raczej z abonamentu niż z podatków, ale mimo wszystko…), więc dlaczego ma służyć partii A, a B już nie? Moim zdaniem byłoby to trochę nie w porządku, choć może masz rację, może za mocno chciałbym ograniczać te osoby. W każdym razie, póki co, obowiązują ich umowy, które dobrowolnie podpisali.
Poza tym nie napisałem, że osoba występująca w telewizji powinna nie mieć poglądów. Napisałem za to, iż nie uważam, by Cejrowski był pracownikiem TVP w pełnym tego słowa znaczeniu, więc tym bardziej może sobie mieć poglądy jakie chce i się z nimi afiszować.
Co do ostatniego pytania: tak, uważam, że taki dziennikarz to pewien autorytet, więc wpływ na ludzi ma.
I, uprzedzając kolejne pytania: podwójne standardy, nie podwójne standardy, jak kto tam uważa, ale dziennikarze mediów prywatnych mogą wspierać kogo chcą i jak chcą, to mnie już na pewno nie przeszkadza (chyba, że im kontrakt też zabrania, ale to z kolei sprawa między nimi a pracodawcą).
@Elo: I z tego właśnie powodu afera jest jeszcze większa…
>nie powinien swojego wizerunku i popularności wykorzystywać do promowania konkretnej partii, w szczególności przez udział w kampanii wyborczej.
Teraz już zupełnie nie rozumiem. Osoba występująca w tv oddaje swoje prawa? Kojarzę, że Polsat podpisywał umowy na wyłączność z uczestnikami Big Brothera, ale żeby ktokolwiek podpisywał taką umowę na wyłączność poglądów?
> Wizerunek takiego dziennikarza został ukształtowany za pomocą pieniędzy wszystkich obywateli z ich podatków, więc dlaczego ma służyć partii A, a B już nie?
Znaczy, został „wychowany” za państwowe pieniądze, więc jest własnością państwa? To jakiś rodzaj niewolnictwa, umowy „my pokażemy Cię w magicznym pudełku, a Ty oddasz nam swoją twarz i duszę”? Co z aktorami występującymi w polskich telenowelach. Czy to sprawiedliwe, by reklamowali proszek A, a nie B? Czy politycy finansowani z budżetu państwa powinni pozbyć się poglądów?
@remiq: Podkreślę jeszcze raz, widać nie dość wyraźnie to zrobiłem, nie piszę o poglądach, a o ich publicznym manifestowaniu. To po pierwsze. Po drugie nie przesadzajmy z tą własnością, chodzi po prostu o pewną neutralność. Jak się pracuje praktycznie „na państwowym” to to do czegoś zobowiązuje. Rzeczywiście ma to coś wspólnego z pracą urzędnika. Urzędnik może mieć pogląd, że firma szwagra powinna wygrać w przetargu, ale raczej nie powinien jej lobbować.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.