Gdy zaproponuje się komuś przejście dwóch przystanków tramwajowych często widzi się zdziwienie w oczach współrozmówcy. No bo jak to: iść taki kawał drogi, skoro można podjechać? Co prawda na tramwaj czy autobus trzeba czekać, do tego bywa toto zatłoczone, nierzadko telepie się niemiłosiernie, a czasem nawet śmierdzi (tak, tak…), ale podejść kilkaset metrów? W życiu!
Wstyd się przyznać, ale sam dwa lata temu psioczyłem na stare graty, którymi zmuszony byłem dojeżdżać na uczelnię. Jakby tego było mało, autobusy te uważały rozkład jazdy za równie zobowiązujący, jak horoskop z „Tele Tygodnia”. Niestety, przez myśl mi nie przeszło, że warto by sprawdzić, ile czasu zajmie dojście pieszo na uczelnię. Wyprawę tę szacowałem na co najmniej półtorej godziny, a więc nieco dłużej niż trwał dojazd. Kilka tygodni temu podjąłem się jednak odbycia spaceru na polibudę. Ku mojemu zdziwieniu wyrobiłem się w godzinę. Tylko że teraz dojazd mam znacznie wygodniejszy i szybszy (niech żyją tramwaje!). Niemniej postanowiłem, że od czasu do czasu wybiorę się na zajęcia pieszo.
Dziś pogoda była świetna: Słońce przyjemnie grzało, wiatr chłodził, do tego słuchawki na uszy, jakiś przyjemny podkład i w drogę! Ponieważ błoto już wyschło, skorzystałem ze skrótu, na którym teraz trwają prace drogowe, i byłem na uczelni w… nieco ponad trzy kwadranse. Co prawda szedłem bardzo żwawym krokiem, ale osiągnąłem czas porównywalny z czasem dojścia na przystanek i jazdy tramwajem, a do tego uniknąłem tłoku, nawdychałem się świeżego smogu, pobudziłem układ krążenia i rozruszałem stare kości.
Krótko mówiąc, warto sprawdzić, czy nie opłaci się nam porzucić czasem komunikacji miejskiej i pójść pieszo „na przełaj”. Może będzie szybciej, może wygodniej, może okolica nas zachwyci? A nawet jeżeli nie, to warto wysiąść kilka przystanków wcześniej i dla zdrowia odbyć mały spacer.
Na dalsze trasy nie wybieram się z buta (powyżej 5 przystanków), niemniej na krótkie rzadko kiedy wsiadam w komunikację – chyba, że mi się spieszy i idę równo na autobus.
Np. codziennie prawie popierniczam 30min z buta w jedną stronę, a po kilku godzinach wracam – to bodajże jest 5 przystanków i ~7 min jazdy autobusem. Ja jednak wolę spacer.
I faktycznie, jak mówię znajomym, że to głupota jechać te dwa przystanki tramwajem, to robią wielkie oczy i patrzą jak na rozdeptanego robala. Cóż, ja wolę się przejsć. ;-)
A potem jeszcze mówią, że mnie to tyle dziwnych rzeczy spotyka – opowiadam im po prostu com widział jak wracałem. A wiele ciekawych ludzi można i poznać i zobaczyć. Szczególnie wieczorami w rzadko uczęszczanych uliczkach.
Wieczorem to jednak pewniej czuję się wracając tramwajem, w którym zresztą też można poczynić ciekawe obserwacje, zwłaszcza, że pasażerowie rozmawiają bez skrępowania i między sobą, i przez komórkę... ;)
Wiesz, ja zazwyczaj wracam w okolicach północy w dni „pracujące” wstawiony i pijany w weekendy po 3-4. Tylu Panów Żulów i ledwo chodzących dresów ilu udało mi się poznać, to po prostu masakra. :)
Parę razy prawie doszło do bójki bo nie byłem sklonny podarować 5zł, ale może mój wygląd lekko napawa ich niepewnością, kto wie.
A jak miałem irokeza, to już w ogóle wspaniale – każdy okoliczny zapity staruszek chciał ze mna porozmawiac o tym jak było kiedyś. ;-)
A dajcie wy mnie wszyscy święty spokój. Do roboty daleko nie mam, ale na piechotę telepał się nie będę. Może to lenistwo, ale wali mnie to. Wolę odpocząć niż drałować bez potrzeby.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.