Tak, tak, na ogół staram się nad sobą panować, ale są granice głupoty, po przekroczeniu których solidnie podnosi mi się ciśnienie. Do takich właśnie głupot zaliczam przepisy prawa, które praktycznie nikomu nie służą, a przy tym były, są i będą powszechnie łamane. I chodzi mi nie tylko o sam fakt, że kilkoma linijkami tekstu czyni się np. połowę społeczeństwa przestępcami (czasem pewnie i mnie), ale także o to, że w gruncie rzeczy lubię grać na jasnych zasadach. Prawo samo w sobie uważam za całkiem niezły wynalazek, dlatego właśnie tak nienawidzę psucia go idiotycznymi ustawami, które rozbudzą do niego powszechną niechęć i pogardę.
Parę dni temu OSnews.pl poinformował o pomyśle Komisji Europejskiej na „wydłużenie ochrony praw autorskich dla utworów muzycznych z obecnych 50 do 95 lat”. Po co to komu? Przecież na jakichś starych przebojach nawet koncerny muzyczne wielkiego majątku nie zrobią. Mówi się co prawda, że ma to spowodować „wzrost dochodów przemysłu muzycznego na poziomie od 44 do 843 milionów euro”, jednak nawet, jeżeli miałaby to być prawda, to co mnie (jako Europejczyka chociażby) obchodzi kabza ludzi na stołkach? Może lepiej nałóżmy akcyzę na mleko a tak uzyskane fundusze podarujmy organizacjom pozarządowym organizującym leczenie chorych dzieci? Dzieci skorzystają, a i politycy szacunek zyskają, bo tacy troskliwi i prorodzinni…
Wracając jednak do psucia prawa: zastanówmy się, jak wygląda sytuacja chociażby w szkołach. Wbija się tam dzieciakom do głów, że „Słowacki wielkim poetą był”, przedstawia się dzieła kultury, katuje sprawdzianami z mitologii, z której wszyscy później czerpali garściami, cytuje się Krasińskiego „My z niego wszyscy”, krótko mówiąc, kulturę prezentuje się jako ciąg pewnych zmian, wyłanianie się nowych myśli na bazie starych. Wybaczcie mi logikę równi pochyłej, ale śledząc procesy legislacyjne wokół prawa autorskiego w USA nie sposób nie dojść do wniosku, że okres ochrony praw autorskich nieuchronnie (choć wbrew tamtejszej konstytucji) dąży do nieskończoności. Jak w takim świecie budować kulturę? I jak uczyć dzieci szacunku do prawa, skoro po szkołach krążą masowo kserówki książek, a na zajęciach odtwarza się filmy z kopii pozyskanych w nielegalny sposób?
Z czymś wam się to kojarzy? Mnie tak: z amerykańską prohibicją. Jak się prohibicja skończyła, wszyscy wiemy. Nie przewiduję co prawda powstania jakichś struktur mafijnych (najwyżej dynamiczny rozwój szarej strefy), ale nie przewiduję też żadnych korzyści dla społeczeństwa.
Ale bądźmy poważni: nie wyskakujmy z jakąś śmieszną wolną kulturą, nie liczmy na inteligencję i dobrą wolę polityków, lepiej dalej róbmy swoje — z takim podejściem się często spotykam. Tylko że mnie takie podejście nie odpowiada. Ja podziwiam osoby takie jak, Sergiusz Pawłowicz, które miały odwagę podnieść rękawicę rzuconą przez ludzi jeżeli nie pazernych, to krótkowzrocznych, czy też zwyczajnie w pewnych sprawach głupich, i procesować się z ZUS-em o specyfikację KSI MAIL. Dlatego sam staram się zrobić choć tyle: mówić i pisać. Mówić i pisać (pisać, rzecz jasna, na wolnych licencjach) o tym, że nie musimy godzić się na kryminalizację, ale także o tym, że możemy korzystać z legalnych rozwiązań. Nie uważam bowiem wcale, że należy całkiem odrzucić ochronę praw majątkowych do utworów. Wręcz przeciwnie — uważam taką ochronę za motywującą dla twórców, którzy mogą żyć ze swojej pracy. Rzecz jednak w tym, by po ich śmierci utwór przechodził do domeny publicznej (niekoniecznie od razu, ale i nie po kilkudziesięciu czy kilkuset latach!), i by w miejsce idiotycznych nalotów na akademiki zajęto się czymś sensownym.
O rzesz… Ależ pomysł nieprzemyślany. Wiele osób zgadza się na to, aby ochrona praw autorskich istniała, ale… Bez przesady, nawet sami autorzy w dużej mierze są za tym, aby trwała ona od 5 do 10 lat. Jest to czas wystarczający ku temu, aby konkurencja nie stanowiła dla autora zagrożenia, a przy okazji na tyle rozsądny, aby istniał swobodny rozwój kultury.
Rozumiem, że te 85 lat to jakaś zawyżony średni czas życia człowieka? :>
Nie, nie, niekoniecznie musi to być średni czas życia jednego człowieka, przecież prawa majątkowe powinny być dziedziczone, by zapewnić dochód dzieciom, wnukom i prawnukom twórcy oraz dzieciom, wnukom, prawnukom i praprawnukom wydawcy.
Tak z drugiej strony to jestem ciekaw, co oni tak właściwie chcą tym zdziałać. Na pewno nie zaszkodzą osobom prywatnym. Może to działanie wymierzone w inne firmy i osoby chcące tworzyć utwory zależne?
Ktoś się nudził i wyliczył (lepsze kalkulatory mają funkcję random, więc to nie problem), że będzie fafnaście milionów zysku, jak się zatrzyma jeszcze kilkadziesiąt lat prawa do Myszki Miki. Ktoś to podchwycił, pomnożył przez współczynnik k=4.2 i doszedł do wniosku, że warto jeszcze pozarabiać na „Happy Birthday To You” (bo chyba wciąż nie wolno tego publicznie śpiewać?). Kolejna osoba stwierdziła, że to świetnie, bo oni mają taką politykę lobbingu, że dążą do przedłużania okresu ochrony na pałę: jak długo się da. Nie muszę dodawać, że w mojej teorii usłużni decydenci znaleźli się sami…
Ale to tylko moja teoria…
Tak swoją drogą to ja zawsze twierdziłem, że centralizacja władzy nie sprzyja ludziom.
@Zal
To dobrze twierdziłeś :). Dlatego najlepsza jest możliwie zdecentralizowana demokracja, zachaczająca nawet o koncepcje anarchistyczne ;).
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.