vmario na jabber.gda.pl

Androidy w społeczeństwie

18 grudnia 2008 @ 19:28:35. Poziom 0. Kategorie: Myśli spisane.

Przedwczoraj pojawiła się w polskich serwisach informacja o zbudowaniu przez kanadyjskiego konstruktora nazwiskiem Le Trung androida Aiko. Nie wiedzieć czemu, tu i ówdzie maszyna ta jest określana jako „perfect wife”, „urocza mechaniczna kobieta” czy też jeszcze bzdurniej, co sprawiło, że podszedłem do tematu dosyć emocjonalnie. O ile mniej humanoidalne konstrukcje, na ogół chyba pochodzące z Kraju Kwitnącej Wiśni, wzbudzały we mnie podziw, szczególnie, jeżeli były to maszyny kroczące, o tyle Aiko, wraz ze swoją cukierkowatą buzią i zapowiedziami Le Trunga o możliwości implementacji orgazmu, budzi raczej niesmak i czarne myśli na temat przyszłości naszego społeczeństwa.

Na razie Aiko potrafi rozpoznawać twarze, pełnić rolę GPS-a, wypełnić formularz podatkowy (wyższość maszyny nad człowiekiem?!), przygotować śniadanie i, co najważniejsze, dać w twarz (chyba dosyć nieudolnie, ale jednak), gdy dotknie się jej piersi. Póki co, nie umie chodzić, ale to rzecz do zrobienia.

Na Blog-IT możemy obejrzeć film o problemach japońskiego społeczeństwa, które dramatycznie się starzeje. Lekiem na demograficzne bolączki ma być, wedle niektórych, robotyzacja świata. W filmie pojawia się przykład „lekko” humanoidalnego (nie w takim stopniu, jak Aiko) robota, który może pomagać niepełnosprawnym. Szczerze mówiąc, sama myśl, że codziennie rano miałby mnie prowadzić do toalety robot, wywołuje we mnie nieprzyjemne dreszcze. Być może ludzie wychowywani na mandze i anime podchodzą do robotów bardziej optymistycznie, ja jednak, mimo całego inżynierskiego zacięcia, nie trawię w ogóle możliwości społecznego współżycia z robotami, nie mówiąc o współżyciu seksualnym, które zdaje się teraz być już tylko kwestią czasu.

W takich chwilach ze zdumieniem stwierdzam, że jestem świadkiem narodzin kolejnej technologicznej rewolucji, która każe zrewidować mi światopogląd. Przypominam sobie różne opowiadania science-fiction związane z robotami i widzę przede wszystkim problemy. Niektórzy pisarze starali się czasem przechodzić nad robotami do porządku dziennego, ale zdaje się, że na ogół znacznie przyjemniej było im wymalowywać wizję socjologicznej katastrofy. Odnoszę wrażenie, że nie sposób przewidzieć, jak społeczeństwo zareagowałoby na androidy. Jeżeli mielibyśmy żyć wśród nich, pewnie wielu z nas starałoby się je traktować jak ludzi, zwłaszcza, jeżeli trudno byłoby je od ludzi odróżnić. Co oznacza jednak „traktować jak ludzi”? Czy można by robota polubić? Można polubić nawet samochód, więc czemu nie robota? Ale przecież lubić samochód, to znaczy co innego niż lubić człowieka, chyba że uwzględnimy przypadki skrajne — wszak są ludzie, którzy zdają się bardziej skupiać na przedmiotach czy zwierzętach niż na drugim człowieku. I nie mam tu na myśli chorych na autyzm, ale na przykład dystyngowane panie hołubiące swoje pieski.

Wracając jednak do rzeczy: możemy założyć dwa warianty. Pierwszy z nich to upowszechnienie się androidów podobnych do człowieka nie bardziej niż Aiko, a więc w gruncie rzeczy łatwych do odróżnienia od ludzi. Z pewnością ich obecność zrodziłaby sprzeciw osób, które mogłyby być takimi robotami zastąpione (tu ważna będzie kwestia ekonomiczna), ze względu na groźbę utraty pracy. Innych zbulwersowałby sam fakt odhumanizowania społeczeństwa, zwłaszcza gdyby androidy miały opiekować się niepełnosprawnymi czy, co zapewne byłoby jeszcze bardziej oburzające, dziećmi. Co do kwestii seksualnych, to trudno przewidzieć, jak duże byłoby zapotrzebowanie na mechaniczne prostytutki, ale, odżegnawszy się od freudowskich teorii i lemowskich wizji globalnej rozpusty, można założyć, że sama możliwość skorzystania z ich usług nie oznaczałaby jeszcze powszechnej akceptacji.

Zakładając wysokie koszty produkcji i niewielkie zdolności androidów, można spodziewać się, że koniec końców, przyjęłyby się podobnie jak ich niehumanoidalne odpowiedniki i komputery. Należy zresztą zauważyć, że wizje inteligentnych domów czy komputerów przemawiających do swoich właścicieli i zastępujących obecność człowieka mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, gdyż ludzie wciąż preferują kontakt z drugim człowiekiem, choć, niestety, coraz częściej przede wszystkim na płaszczyźnie wirtualnej.

Można jednak zakładać, że rzecz miałaby się odmiennie, gdyby został zrealizowany drugi wariant, to jest powstanie humanoidów nieodróżnialnych dla laika od człowieka. Uważam, że obecnie to nam nie grozi, nie tyle ze względu na trudności w imitacji ludzkiego ciała, ile z powodu niemożności zbudowania maszyny zdolnej do zdania testu Turinga, nie mówiąc o posiadaniu innych zdolności, właściwych człowiekowi. Coś, co szumnie określa się mianem sztucznej inteligencji, było i wciąż jest w powijakach. Zastosowanie logiki rozmytej w automatyce i eksperymenty z sieciami neuronowymi to tylko jakiś malutki kroczek na drodze do maszyn, które mogłyby uzyskać jako-taką autonomię, a przy tym udawać człowieka.

Przyjmując jednak, że w przyszłości uda się nam skonstruować androidy z powodzeniem udające ludzi, należy spodziewać się problemów tak ekonomicznych i socjologicznych, jak i prawnych czy religijnych. Szczerze mówiąc, nie widzę tu szansy dla androidów, bo niby jaką wartość mogłyby wnieść do naszego społeczeństwa, którą opłaciłyby masę powstałych problemów? Jak zdegenerowana musiałaby być ludzka cywilizacja, by musieć włączyć w swoje szeregi wytwory własnych rąk, godząc się na modyfikacje norm prawnych, etycznych i religijnych? Bo przecież skoro androidy miałyby być bliźniaczo podobne do ludzi, to prędzej czy później pojawiłby się problem ich autonomiczności i samostanowienia. Trudno tu stosować prawa Asimova, bo te zakładają całkowitą zależność robotów od ludzi i nie przystają do problemu androidów. Z kolei paradygmaty Yudkowsky’ego to nieco naiwne marzenia czy ideały, które, owszem są piękne, ale które należy odrzucić patrząc chociażby na to, co dzieje się w bioinżynierii i genetyce. Skoro jedni naukowcy chcą klonować ludzi, bo może to przynieść jakieś korzyści (a raczej: bo po prostu można to zrobić), to trudno oczekiwać, by drudzy nie rozwijali AI we wszystkich możliwych kierunkach ku chwale i pożytkowi ludzkości.

Całkiem serio się zastanawiam, czy obok zakazu klonowania ludzi, nie należałoby przyjąć czegoś na kształt głównego przykazania Biblii Protestancko-Katolickiej z „Diuny” Franka Herberta: „Nie będziesz czynił machin na obraz i podobieństwo umysłu ludzkiego”. Choć ta akurat zasada wydaje mi się zbyt ostra i ograniczyłbym ją tylko do androidów i maszyn o wysokiej autonomii podłączonych do ogólnoświatowych sieci. Bo dopóki AI będzie zamknięta w większym czy mniejszym pudełku z czerwonym przyciskiem, dopóty będziemy mieli możliwość jej wyłączenia. Coś o kształtach i możliwościach człowieka byłoby do wyłączenia znacznie trudniejsze.

Komentarze

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.

(W komentarzach działa Markdown bez obrazków. HTML jest wyłączony.)

Aby dodać komentarz, wpisz kod z obrazka:

Creative Commons License 2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk

Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.

Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.

Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.

Całość napędza JoggerPL.