Przedwczoraj pojawiła się w polskich serwisach informacja o zbudowaniu przez kanadyjskiego konstruktora nazwiskiem Le Trung androida Aiko. Nie wiedzieć czemu, tu i ówdzie maszyna ta jest określana jako „perfect wife”, „urocza mechaniczna kobieta” czy też jeszcze bzdurniej, co sprawiło, że podszedłem do tematu dosyć emocjonalnie. O ile mniej humanoidalne konstrukcje, na ogół chyba pochodzące z Kraju Kwitnącej Wiśni, wzbudzały we mnie podziw, szczególnie, jeżeli były to maszyny kroczące, o tyle Aiko, wraz ze swoją cukierkowatą buzią i zapowiedziami Le Trunga o możliwości implementacji orgazmu, budzi raczej niesmak i czarne myśli na temat przyszłości naszego społeczeństwa.
Na razie Aiko potrafi rozpoznawać twarze, pełnić rolę GPS-a, wypełnić formularz podatkowy (wyższość maszyny nad człowiekiem?!), przygotować śniadanie i, co najważniejsze, dać w twarz (chyba dosyć nieudolnie, ale jednak), gdy dotknie się jej piersi. Póki co, nie umie chodzić, ale to rzecz do zrobienia.
Na Blog-IT możemy obejrzeć film o problemach japońskiego społeczeństwa, które dramatycznie się starzeje. Lekiem na demograficzne bolączki ma być, wedle niektórych, robotyzacja świata. W filmie pojawia się przykład „lekko” humanoidalnego (nie w takim stopniu, jak Aiko) robota, który może pomagać niepełnosprawnym. Szczerze mówiąc, sama myśl, że codziennie rano miałby mnie prowadzić do toalety robot, wywołuje we mnie nieprzyjemne dreszcze. Być może ludzie wychowywani na mandze i anime podchodzą do robotów bardziej optymistycznie, ja jednak, mimo całego inżynierskiego zacięcia, nie trawię w ogóle możliwości społecznego współżycia z robotami, nie mówiąc o współżyciu seksualnym, które zdaje się teraz być już tylko kwestią czasu.
W takich chwilach ze zdumieniem stwierdzam, że jestem świadkiem narodzin kolejnej technologicznej rewolucji, która każe zrewidować mi światopogląd. Przypominam sobie różne opowiadania science-fiction związane z robotami i widzę przede wszystkim problemy. Niektórzy pisarze starali się czasem przechodzić nad robotami do porządku dziennego, ale zdaje się, że na ogół znacznie przyjemniej było im wymalowywać wizję socjologicznej katastrofy. Odnoszę wrażenie, że nie sposób przewidzieć, jak społeczeństwo zareagowałoby na androidy. Jeżeli mielibyśmy żyć wśród nich, pewnie wielu z nas starałoby się je traktować jak ludzi, zwłaszcza, jeżeli trudno byłoby je od ludzi odróżnić. Co oznacza jednak „traktować jak ludzi”? Czy można by robota polubić? Można polubić nawet samochód, więc czemu nie robota? Ale przecież lubić samochód, to znaczy co innego niż lubić człowieka, chyba że uwzględnimy przypadki skrajne — wszak są ludzie, którzy zdają się bardziej skupiać na przedmiotach czy zwierzętach niż na drugim człowieku. I nie mam tu na myśli chorych na autyzm, ale na przykład dystyngowane panie hołubiące swoje pieski.
Wracając jednak do rzeczy: możemy założyć dwa warianty. Pierwszy z nich to upowszechnienie się androidów podobnych do człowieka nie bardziej niż Aiko, a więc w gruncie rzeczy łatwych do odróżnienia od ludzi. Z pewnością ich obecność zrodziłaby sprzeciw osób, które mogłyby być takimi robotami zastąpione (tu ważna będzie kwestia ekonomiczna), ze względu na groźbę utraty pracy. Innych zbulwersowałby sam fakt odhumanizowania społeczeństwa, zwłaszcza gdyby androidy miały opiekować się niepełnosprawnymi czy, co zapewne byłoby jeszcze bardziej oburzające, dziećmi. Co do kwestii seksualnych, to trudno przewidzieć, jak duże byłoby zapotrzebowanie na mechaniczne prostytutki, ale, odżegnawszy się od freudowskich teorii i lemowskich wizji globalnej rozpusty, można założyć, że sama możliwość skorzystania z ich usług nie oznaczałaby jeszcze powszechnej akceptacji.
Zakładając wysokie koszty produkcji i niewielkie zdolności androidów, można spodziewać się, że koniec końców, przyjęłyby się podobnie jak ich niehumanoidalne odpowiedniki i komputery. Należy zresztą zauważyć, że wizje inteligentnych domów czy komputerów przemawiających do swoich właścicieli i zastępujących obecność człowieka mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, gdyż ludzie wciąż preferują kontakt z drugim człowiekiem, choć, niestety, coraz częściej przede wszystkim na płaszczyźnie wirtualnej.
Można jednak zakładać, że rzecz miałaby się odmiennie, gdyby został zrealizowany drugi wariant, to jest powstanie humanoidów nieodróżnialnych dla laika od człowieka. Uważam, że obecnie to nam nie grozi, nie tyle ze względu na trudności w imitacji ludzkiego ciała, ile z powodu niemożności zbudowania maszyny zdolnej do zdania testu Turinga, nie mówiąc o posiadaniu innych zdolności, właściwych człowiekowi. Coś, co szumnie określa się mianem sztucznej inteligencji, było i wciąż jest w powijakach. Zastosowanie logiki rozmytej w automatyce i eksperymenty z sieciami neuronowymi to tylko jakiś malutki kroczek na drodze do maszyn, które mogłyby uzyskać jako-taką autonomię, a przy tym udawać człowieka.
Przyjmując jednak, że w przyszłości uda się nam skonstruować androidy z powodzeniem udające ludzi, należy spodziewać się problemów tak ekonomicznych i socjologicznych, jak i prawnych czy religijnych. Szczerze mówiąc, nie widzę tu szansy dla androidów, bo niby jaką wartość mogłyby wnieść do naszego społeczeństwa, którą opłaciłyby masę powstałych problemów? Jak zdegenerowana musiałaby być ludzka cywilizacja, by musieć włączyć w swoje szeregi wytwory własnych rąk, godząc się na modyfikacje norm prawnych, etycznych i religijnych? Bo przecież skoro androidy miałyby być bliźniaczo podobne do ludzi, to prędzej czy później pojawiłby się problem ich autonomiczności i samostanowienia. Trudno tu stosować prawa Asimova, bo te zakładają całkowitą zależność robotów od ludzi i nie przystają do problemu androidów. Z kolei paradygmaty Yudkowsky’ego to nieco naiwne marzenia czy ideały, które, owszem są piękne, ale które należy odrzucić patrząc chociażby na to, co dzieje się w bioinżynierii i genetyce. Skoro jedni naukowcy chcą klonować ludzi, bo może to przynieść jakieś korzyści (a raczej: bo po prostu można to zrobić), to trudno oczekiwać, by drudzy nie rozwijali AI we wszystkich możliwych kierunkach ku chwale i pożytkowi ludzkości.
Całkiem serio się zastanawiam, czy obok zakazu klonowania ludzi, nie należałoby przyjąć czegoś na kształt głównego przykazania Biblii Protestancko-Katolickiej z „Diuny” Franka Herberta: „Nie będziesz czynił machin na obraz i podobieństwo umysłu ludzkiego”. Choć ta akurat zasada wydaje mi się zbyt ostra i ograniczyłbym ją tylko do androidów i maszyn o wysokiej autonomii podłączonych do ogólnoświatowych sieci. Bo dopóki AI będzie zamknięta w większym czy mniejszym pudełku z czerwonym przyciskiem, dopóty będziemy mieli możliwość jej wyłączenia. Coś o kształtach i możliwościach człowieka byłoby do wyłączenia znacznie trudniejsze.
„Jak zdegenerowana musiałaby być ludzka cywilizacja, by musieć włączyć w swoje szeregi wytwory własnych rąk, godząc się na modyfikacje norm prawnych, etycznych i religijnych?”
Nie bardziej zdegenerowana niż teraz. Spróbuj np. zabić swojego psa. Zaraz się okaże, że zwierzęta (głównie te, których nie jemy) też mają „prawa”, chociaż przecież kiedyś nie miały.
Z androidami może być bardzo podobnie; mają szansę na dużo bardziej partnerskie relacje z ludźmi ze względu na podobny wygląd i ew. inteligencję
Patrz również: Battlestar Galactica
@Hoppke: Przez określenie „zdegenerowana” miałem na myśli nie upadek obyczajów czy inne przewartościowania. Chodziło mi o to, że społeczny koszt obecności androidów wśród nas jest bardzo wysoki, społeczeństwo musiałoby zatem być w bardzo kiepskim stanie (np. brak ludzi w wieku produkcyjnym), by ponieść ten koszt w imię większych korzyści. To dopiero mogłoby ze sobą pociągać degenerację w sensie, o którym mówisz.
Niemniej, jeżeli nasza moralność będzie w skutek kontynuacji dotychczasowych zmian na takim etapie, że androidy po prostu nie będą w nas budzić rozterek, zaistnieją one nawet bez jakichś szczególnej potrzeby, ot, choćby w celach rozrywkowych.
vmario, no i tu się nie zgodzę. Po pierwsze dlatego, że trudno jest IMO sprecyzować, czym ten „upadek obyczajów” jest — w ogólności każda większa zmiana jest traktowana z oporem. Zniesienie niewolnictwa czy dawanie kobietom prawa głosu też w pewnym momencie było niedorzeczną i oburzającą myślą. Kto wie, może stworzenie AI i uznanie tego za „formę życia” z pewnymi prawami byłoby właśnie krokiem we właściwym kierunku, bo np. ułatwi nam potem kontakt z innymi inteligentnymi rasami?
Trudno też moim zdaniem oceniać już teraz koszt wprowadzenia androidów do społeczeństwa. Bez wątpienia będzie to wielka przemiana, jak rewolucja przemysłowa, likwidacja manufaktur czy popularyzacja komórek i internetu, ale czy az tak kosztowna?
Myślę, że internet jest tu całkiem dobrym przykładem, bo sami wiemy jak wielka jego część to porno (i w przypadku androidów oczywicie bedziemy mieli spory odsetek seksbotów). Tyle, ze nie zagraza to IMO naszej „moralnosci”. Tak jak internetowe porno wykosilo duza czesc gazetek i kaset/plyt DVD, tak android do seksu wykosi dmuchane lale, agencje towarzyskie i troche przyhamuje choroby weneryczne.
Oczywiscie moze sie okazac, ze jeszcze przez wieeeeele lat nauka nie bedzie w stanie stworzyc wystarczajaco dobrej repliki ludzkiego ciala. A w tym czasie moze spoleczenstwo sie zmieni?
@Hoppke: Być może masz rację. To co piszę, to tylko rozważania w oparciu o moje obserwacje dzisiejszego świata — subiektywne i niewyzbyte uprzedzeń. Ja po prostu z góry zakładam, że nie powinniśmy zbytnio modyfikować sami siebie, ani budować sobie konkurencji.
Jakimś argumentem za moim stanowiskiem jest możliwość usunięcia nas w cień przez androidy (D4rky o tym wyżej wspomniał), ale wojna między nami a robotami nie była tematem wpisu i nie stanowi kontrargumentu dla Twojej wypowiedzi.
> Oczywiscie moze sie okazac, ze jeszcze przez wieeeeele lat nauka nie bedzie w stanie stworzyc wystarczajaco dobrej repliki ludzkiego ciala. A w tym czasie moze spoleczenstwo sie zmieni?
Tyle, ze nauka już zrobiła bardzo dobre repliki ludzkiego ciała. Większość ‘androidów’ nie wygląda jak ludzie z tego samego powodu, dla którego postacie w GTA: VC i SA miały skopane proporcje – żeby nie wyglądać 1:1 jak ludzie z powodów moralnych czy jak to tam nazwać.
Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko androidom pod warunkiem, że istniałaby oprócz tego cyborgizacja. To mnie interesuje bardziej ;>
Szczerze mówiąc, nie widzę tu szansy dla androidów, bo niby jaką wartość mogłyby wnieść do naszego społeczeństwa, którą opłaciłyby masę powstałych problemów?
Interesujące pytanie. A do tego odnoszę wrażenie, iż zupełnie niepotrzebnie zadane. Ludzie często osiągają szczyty tylko, dlatego, że są do tego zdolni. Motto – „because we can” – jest tego najlepszym odzwierciedleniem. Z pewnością ktoś będzie stawiać opór. Nowe zawsze spotyka się z oporem. Wystarczy spojrzeć np. na wprowadzenie zautomatyzowanych maszyn do fabryk, opór przed modyfikacjami genetycznymi itp.
Jeszcze długo przyjdzie nam czekać na sensowne postępy w dziedzinie AI zbliżonej do tego, co zwykliśmy nazywać ludzkim myśleniem. To samo tyczy się fizycznej powłoki. Ale zapewne kiedyś nastąpi moment, kiedy co mniej bystrzy ludzie będą w stanie uznać, że rozmawiają z człowiekiem, a nie z maszyną.
Uderzyła mnie natomiast Twoja myśl dot. wprowadzania zakazu. Lubię Diunę, ale mam stosunkowo jasny i zdecydowany pogląd na to, jaki nie powinien być Świat. Świat z pewnością nie powinien być najeżony ograniczeniami. A już na pewno nie ograniczeniami dla nauki.
„Tyle, ze nauka już zrobiła bardzo dobre repliki ludzkiego ciała.”
Serio? Masz namiary na jakies filmiki?
Bo ja nie widziałem jeszcze choćby prototypu androida, który wyglądałby jak człowiek i potrafił np. wbiec po schodach do mieszkania, wziąć krzesło, wejść na nie (nie roztrzaskując go w drzazgi swoim ciężarem) i wymienić żarówkę w żyrandolu. A wszystko to oczywiście z ludzką zgrabnością ruchów, w „naturalnym” tempie i bez pępowiny kabli biegnących do pobliskiego generatora prądu.
Przez „replikę człowieka” rozumiem coś więcej niż manekina. Seksboty nie rozwiną skrzydeł dopóki nie będą wyglądać jak ludzie, ważyć tyle co ludzie, poruszać się jak ludzie, posiadać wewnętrznego źródła energii. Polaczenie tych wszystkich punktów w jednym prototypie ZTCW nadal się wymyka inzynierom. A to dopiero podstawowe motoryczno-fizyczne wymogi, do ktorych powinna dojsc mimika, symulacja inteligencji itp.
Hoppke – myslalem, ze chodzi ci o sam wyglad ;) Takiej dokladnosci to nie widzialem, chyba tylko w symulacjach silnika Euforia (ciekawe, czy daloby sie podobna technologie wykorzystac do tego celu)
@Zal: Zawsze uważałem, że na naukę należy nakładać ograniczenia. Kiedyś obawiałem się przede wszystkim, że na pewne rzeczy nie jesteśmy jeszcze gotowi, teraz myślę, że na większość gotowi nie będziemy nigdy, ale nie zmienia to faktu, iż uważam pewne drogi rozwoju za szkodliwe i stąd dopuszczam możliwość ich ograniczania. W pewnym stopniu analogią jest gwarancja wolność sumienia przy jednoczesnym zakazie rozpowszechniania treści np. nazistowskich.
Oczywiście mam świadomość, że takie zakazy w nauce mogą okazać się szkodliwe, a na dodatek z góry trzeba liczyć się z tym, że będą łamane, ale nie wpływa to na moje zdanie na ich temat. Inna sprawa, że kwestia androidów to tylko przykład i nie obstaję przy tym, że rzeczywiście należy prawnie zatrzymywać rozwój tej technologii — to tylko propozycja do przemyślenia.
@vmario: Jeżeli mowa o samych androidach – mnie bardziej interesuje rozwój egzoszkieletów, niż androidów. To pierwsze jest nie tylko praktyczne, ale i coraz to bliższe do realizacji.
Co do nauki – tutaj odzywa się już niestety moralność i pytanie, czy powinna ona dotyczyć nauki, czy też ją pomijać. A jeżeli już zakazywać to, jak zakazywać, aby całkowicie nie zahamować rozwoju? I czy to, co teraz jest moralne, w przyszłości też będzie moralne, czy też nie? Np. czy rozwój algorytmów służących rozpoznawaniu obiektów (w tym też twarzy) należałoby ograniczyć, czy też nie?
Dużo pytań, a odpowiedzi niewiele. Wychodzę jednak z założenia, że nauka tworzy rzeczy, które mogą zarówno niszczyć, jak i budować. Nie należy jej ograniczać, bo to, jak jej owoce zostaną wykorzystane zależy już tylko i wyłącznie od ludzi, w rękach których się znajdą.
@Zal: Egzoszkielety chyba rozterek moralnych budzić nie powinny. Co prawda kojarzą się z zastosowaniami wojskowymi, ale nietrudno wymyślić dla nich setki niekontrowersyjnych zastosowań cywilnych :)
Od razu stają mi przed oczami sceny z „Drugiego Renesansu”...
Może za 50-60 lat androidy staną się czymś powszechnym – może zrobimy nich własnych niemęczących się niewolników (co jest wielce prawdopodobne) lub istoty doskonalsze od nas – nieskazitelne i nieśmiertelne… .Gdy nauka dojdzie do tego że android będzie CAŁKOWICIE nieodróżnialny od człowieka (mam na myśli bardziej AI niż wygląd – własne myśli, uczucia, podejmowanie decyzji bez wszystkich danych etc.) większość ludzi będzie patrzyła na krzywo na roboty, bo to wciąż będzie tylko wytwór ich rąk a nie pełnoprawny byt… .Co z tego że odczuwa ból,kocha i myśli? – pies też to potrafi.
Patrząc na dotychczasowy rozwój gatunku – scenariusze z „Blade Runnera” czy „Matrixa” są bardziej prawdopodobne niż hepi endowe wizje jak to za 100 lat będziemy się żenić z androidami – według wspomnianych filmów albo staną się „wyklętą rasą” i obiektem polowań albo my będziemy ich bateryjkami pływającymi w wanienkach z kisielem…
a zamiast wydawać miliony na budowanie robotów, które nie umieją
nawet wymienić żarówki lepiej przeznaczyć je na ratowanie ŻYWYCH ludzi umierających z głodu na jakimś zadupiu w Afryce czy Indiach (ale to już temat do oddzielnej dyskusji).
Podsumowując :
Ludzie lubią bawić się w Boga – i niedługo sami tego pożałują...
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.