vmario na jabber.gda.pl

W kolejce do chirurga

12 grudnia 2008 @ 15:29:01. Poziom 0. Kategorie: Ogólne.

Tydzień temu miałem mały wypadek i dzisiaj miałem się udać do chirurga w celu zdjęcia szwów. Domyślałem się, że zajmie mi to ze dwie godziny, mimo to dość długo zbierałem się z rana i w efekcie w przychodni akademickiej byłem dopiero około godziny dziesiątej. Przede mną było już coś koło dziesięciu osób, góra kilkanaście. Po pierwszej godzinie czekania przekonałem się, że kolejka nie tylko wlecze się sama z siebie, ale na dodatek zostaje, bodajże około godziny jedenastej, dodatkowo spowolniona przez przerwę w działaniu gabinetu. W ramach rozrywki dowiedziałem się też, że w innych przychodniach bardziej złożone zabiegi oraz zmiana opatrunków i zdejmowanie szwów bywają obsługiwane oddzielnie. Cóż, tutaj mamy równouprawnienie.

Po drugiej godzinie czekania błogosławiłem pomysł wzięcia ze sobą książki — raz, że nie zanudziłem się na śmierć, dwa, że jakoś spożytkowałem czas. Po kolejnych trzydziestu minutach liczyłem już, że wreszcie zostanę przyjęty, ale okazało się, że nie mam skierowania (na świstku z pogotowia było tylko „zalecenie lekarskie”, nie skierowanie). Niestety, a raczej na szczęście, nie mam doświadczenia w tych sprawach, pokornie zatem pobiegłem na górę do lekarza rodzinnego, gdzie kulturalnie wbiłem się na czoło kolejki i już po kilku minutach pobiegłem z powrotem na dół. Nie, nie z wypisanym skierowaniem, nie ma tak łatwo! W tajemniczy sposób przestałem dla naszej przychodni istnieć (czyżby tak, jak kiedyś dla przychodni w Augustowie?) i musiałem drugi raz wypełnić deklarację.

Ze świeżo wypełnionym świstkiem znów ochoczo pobiegłem na pięterko, wbiłem się w kolejkę, wkurzając już kolejną osobę pod gabinetem mojej pani doktor. Znów chwilkę zaczekałem. Wszedłem do gabinetu. Pani doktor przeprosiła mnie i wyszła. Zaczekałem kolejnych kilka minut. Pani doktor wróciła, szybciutko wypisała skierowanie i, jako żywo, mogłem wbić się w znaną i polubioną już przeze mnie kolejkę do gabinetu chirurgicznego. I tak oto po trzech godzinach czekania i załatwiania formalności odbył się zabieg, który nie trwał chyba nawet trzech minut…

Po tym zajściu zastanawiałem się, czy nie szkoda czasu na takie zabawy, przecież te kilka nitek można chyba i samemu usunąć. Niemniej na pewno lepiej, że rzucił na to oko fachowiec. Bo w całej tej historii nie niekompetencja, ba!, nawet nie żadna nieżyczliwość czy niegrzeczność mnie zdenerwowała, bo wszyscy byli w sumie w porządku. Istotą absurdu jest system. System służby zdrowia, w którym w przychodniach jest taki bałagan, że muszę się w nich po dwa razy rejestrować. Do tego dochodzi brak komunikacji między instytucjami. Skutkiem tego wizyta na pogotowiu wiąże się później z przesyłaniem zaświadczeń o opłaceniu składek.

Na wykładach z Wymiany i Składowania Danych Multimedialnych słuchamy o HL7 i innych cudownych pomysłach, które dla mnie są czystym science-fiction, bo jak przyjdzie co do czego, to muszę w tę i we w tę biegać z papierami. Ech…

Komentarze

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.

(W komentarzach działa Markdown bez obrazków. HTML jest wyłączony.)

Aby dodać komentarz, wpisz kod z obrazka:

Creative Commons License 2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk

Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.

Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.

Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.

Całość napędza JoggerPL.