Dziś na blogu Adama Wajraka pojawił się wpis o naukowcach (pseudonaukowcach?) negujących globalne ocieplenie. Dziś też jeden z joggerowiczów przedstawił swoją, odmienną od na ogół nam serwowanej, wizję zmian klimatu.
Gdy jeszcze byłem w gimnazjum czy liceum, obraz człowieka zatruwającego Ziemię CO2, topniejących lodowców i smażących się pingwinów był czymś oczywistym. Szkoła ma jednak to do siebie, że przedstawia jako prawdy kłamstwa (że niby nie istnieje pierwiastek z -1, że akcja powieści s-f musi dziać się w przyszłości), co wynika niekoniecznie, ze złej woli i ignorancji — niektóre sprawy trzeba upraszczać. Niemniej po pewnym czasie człowiek zdaje sobie sprawę, że świat jest jeszcze bardziej skomplikowany niż jego obraz w szkolnych podręcznikach.
Tak właśnie rzecz ma się z globalnym ociepleniem. Raz, że owo ocieplenie za okres ostatnich 100 lat to na razie niecały 1°C (dane na podstawie Wikipedii), dwa, że wcale niekoniecznie musi ono reprezentować tendencję, którą należałoby ekstrapolować na kolejny wiek, trzy, że przyczyną zmian klimatu nie musi być człowiek, ba!, chyba nikt nie insynuuje nawet, że zmiany klimatu przed epoką przemysłową (a zmiany te zachodziły przez miliardy lat), jakkolwiek by nie były wielkie, miały coś wspólnego z działalnością człowieka.
Nie jestem specjalistą, który mógłby wyrokować w tej dziedzinie, nie jestem nawet hobbistą, który mógłby poświęcić swój czas na analizę danych statystycznych i ściśle naukowych argumentów, mam jednak prawo do wypracowywania swojej opinii, dopóki nie przedstawiam jej jako prawdy objawionej. A opinię aktualnie mam taką, że protokół z Kioto i handel emisyjny zdecydowanie bardziej wyglądają na zjawisko polityczne niż rzeczywistą akcję ratowania naszego środowiska. Uważam jednak, że choćby ze względu na prawdopodobieństwo szkodliwości emisji gazów cieplarnianych, a przede wszystkim ze względu na ich oddziaływanie w zakresie lokalnym (np. smog, choć to łączy się z emisją wielu innych świństw), abstrahując od ich charakteru globalnego, należy pomyśleć o alternatywnych źródłach energii.
Tu jednak, rozmijam się ze światopoglądem większości obrońców środowiska, gdyż wcale nie uważam, by stawianie wiatraków i zalewanie ekosystemów (elektrownie wodne) miało być najlepszym rozwiązaniem. Szansę widzę raczej w tak znienawidzonej, zwłaszcza po awarii czarnobylskiej elektrowni, energii atomowej. Żałuję, że upadła budowa naszej elektrowni atomowej w Żarnowcu, ale kwestia Czarnobyla to kolejny kontrowersyjny temat, poruszony zresztą niedawno na Joggerze w związku z planowaną wyprawą paszczaka.
Mamy oficjalny Raport Forum Czarnobyla, który mówi o kilkudziesięciu zmarłych, mamy też dane o dziesiątkach tysięcy ofiar śmiertelnych. Rozbieżność jest niesamowita, a obrazy malowane na płótnie czarnobylskiej katastrofy miejscami zahaczają o groteskę, czego przykładem jest jedna ze stron polskiego Greenpeace'u. Czytamy tu:
Radioaktywna chmura szybko rozprzestrzeniła się nad Europą, gdzie skaziła potężne obszary ziemi, w siedemnastu państwach, w tym w Polsce. Prawdziwe piekło powstało jednak w regionach zlokalizowanych najbliżej Czarnobyla: na Białorusi, Ukrainie i w Rosji.
Poniżej możemy zapoznać się ze „wspomnieniami” nie z tego „piekła”, co prawda, bo w większości z terenu Polski — są tu opisy strachu i niepewności potęgowanych przez brak informacji ze strony ZSRR oraz kilka przykładów chorób, które można by uznać za spowodowane opadem radioaktywnym, gdyby nie fakt, że nie ma na to żadnych dowodów, a zdrowy rozsądek mówi, że dotykają one ludzi bez względu na bliskość Czarnobyla. Jedyną niewątpliwą tragedią na wielką skalę jest masowe przesiedlenie ludności miasta Prypeć, ewentualnie kiepski stan sarkofagu, który skrywa (ponoć coraz słabiej) niebezpieczne izotopy.
Na strachu i dezorientacji buduje się jednak teorie równie dobrze, jak na zamiłowaniu do szukania spisków i odrzucania wszystkiego, co mówią nam rządy i mass media. Trzeba zachować rozsądek i nie dając się zbytnio ponieść emocjom szukać prawdy.
Heh, tak naprawdę, obecnie emituje się (właśnie dzięki ścisłym normom) mniej szkodliwych gazów niż na przykład robiono to w XIX w. – i na wszelką logikę, to „globalne ocieplenie” powinno przyjść już 100 lat temu. A nie przyszło – i właśnie w czasach największego rozwoju przemysłu trwała w najlepsze Mała Epoka Lodowa. Chyba daje to do myślenia?
oraz kilka przykładów chorób, które można by uznać za spowodowane opadem radioaktywnym, gdyby nie fakt, że nie ma na to żadnych dowodów
Bzdura i obrzydliwe kłamstwo.
Tu jednak, rozmijam się ze światopoglądem większości obrońców środowiska, gdyż wcale nie uważam, by stawianie wiatraków i zalewanie ekosystemów (elektrownie wodne)
Akurat otwarcie rynku energetycznego i zniesienie obowiązku sprzedawania prądu do państwowych elektrowni to chyba najbardziej liberalny pomysł jaki sobie można wymyślić. Świetny sposób na wytworzenie konkurencji na rynku i obniżenie bezrobocia. Zmniejszenie emisji CO2 przy okazji też jest.
Ponadto pieprzysz głupoty o elektrowniach wodnych. Nie trzeba nic zalewać, wystarczy uregulować istniejące rzeki i postawić elektrownie na tym co jest.
Ostatnio po raz kolejny obejrzałem o tym film na Discovery i po raz kolejny zachodzę w głowę: XYZ – czyli inżynier, który dowodził wtedy akcją chciał ją dokończyć za wszelką cenę i uruchomić reaktor, a przeżył tylko on i jeden z pracowników, który przeszedł już ponad 60 operacji skóry – oczywiście żyje. Sam XYZ otrzymał 5-krotnie od dopuszczalnej dawkę promienną, a zmarł dopiero w wieku 82 lat. (tu mogę się mylić co do wieku)
@Bartini: Rozumiem, że kłamstwem nazywasz, jakoby zachorowania na nowotwory (zapewne w szczególności na raka tarczycy) na terenie Polski nie miały związku z opadem radioaktywnym. Jeżeli masz dane, które potwierdzają, że po wybuchu nastąpił wzrost tych zachorowań, podziel się nimi. W innym wypadku mamy tylko Twój pogląd przeciwko mojemu, z czego trudno coś więcej wywnioskować.
Co do elektrowni wodnych, muszę przyznać Ci trochę racji, choć nie jestem przekonany, czy rzeczywiście potrafimy regulować rzeki, w szczególności bez zalewania większych terenów. Niemniej otwarcie rynku energetycznego brzmi całkiem sensownie.
@Pawelic: To może być po prostu zbieg okoliczności, łut szczęścia. Przy naprawdę silnych dawkach chyba nie ma wątpliwości — statycznie rzecz biorąc one są niebezpieczne.
Jeszcze wracając do filmu: widać było dokładnie jak choroba popromienna działa na człowieka. Wymioty, bóle gardła oraz późniejsze zasłabnięcia dawały szybkie oznaki.
Rybacy obserwujący wybuchy do samego rana nie przeżyli, a kilkunastu pracowników na nocnej zmianie elektrowni zmarło zaraz po wybuchu (2 zaraz po eksplozji „kopuły”). Zginęli ludzie nie spodziewający się tego, a osoba za to odpowiedzialna w dużym stopniu żyła do poczciwego wieku ? I gdzie tu PiS na tym świecie ?
Pawelic – oglądałem ostatnio ten film w ramach zajęć na PO. Wyciągnąłem ciekawe konkluzje, mianowicie, że energia atomowa jest nadal jednym z najbezpieczniejszych źródeł energii pod warunkiem, że nie da się jej nieodpowiedzialnym ludziom. Czarnobyl nie wytrzymał, bo wykonywano na nim test ‘w razie wojny’ i to na dodatek na mniejszych niż przewidziane parametrach testu. Już pomijam rzekome ‘wady konstrukcyjne’, ponieważ jest to jedna z mniej znaczących przyczyn, ale spopularyzowana przez środowiska panikarskie. Zgadujcie tylko, kto wypuścił hasło o wadach? Tak, tak, ten sam dowodzący akcją, któremu duma nie pozwoliła zakończyć testu gdy jeszcze było to bezpieczne…
„Jeżeli masz dane, które potwierdzają, że po wybuchu nastąpił wzrost tych zachorowań”
Owszem, nastąpiła większa wykrywalność różnorakich nowotworów, ale to jedynie dlatego, że wcześniej nie przeprowadzano tak szczegółowych badań.
@D4rky o to widzę, że masz ciekawsze lekcje PO ode mnie, bo u nas wygląda to tak. Przyczyny czegoś, skutki, zagrożenia i free time :)
Pawelic – u nas zamiast tego free time są puszczane różne filmy, bo facet ma świra na ich punkcie. Ten o Czarnobylu był najciekawszy do tej pory, dzisiejszego o AIDS nie chciało mi się oglądać, bo po 5 minutach myślałem, że wybuchnę śmiechem, taki był drętwy. Facet też go nie lubił, ale nie miał nic innego do puszczenia :P
Do fanów energii atomowej: Pamiętacie jeszcze jak pare miesięcy temu pół Europy robiło pod siebie jak była awaria w Temelinie? Albo we Włoszech? To że Czernobyl był tak łaskawy nie znaczy że przy następnej awarii będzie tak pięknie.
„To że Czernobyl był tak łaskawy nie znaczy że przy następnej awarii będzie tak pięknie.”
O ROTFL. Poczytaj sobie o różnicach między współczesnymi elektrowniami atomowymi a elektrownią czarnobylską, i dlaczego ta druga narobiła tyle szkód. Może zrozumiesz, że dzisiaj jakby zdarzyła się katastrofa w elektrowni, to miałaby na 99% skutki dwa razy mniej straszne od Czarnobyla.
A, jeszcze poszukaj sobie informacji o ich systemach zabezpieczeń, i weź pod uwagę że w Czarnobylu wszystkie te systemy wyłączono.
Inna sprawa że reaktor robiony dla Żarnowca (o ile się nie mylę, ten sam typ co w Czarnobylu), pracuje do dzisiaj zdaje się w Szwecji czy tam Norwegii (nie pamiętam już dokładnie).
Aaa i ja w gacie nie robiłem. No ale ja tam przewiduję wojnę atomową, a w szafie trzymam maskę przeciwgazową i strój OP1 (i tu serio mówię).
http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead02&news_cat_id=35&news_id=176625&layout=1&forum_id=3996&fpage=Threads&page=text
Zaraz i tak pewnie tu przeczytasz że ten art to manipulacja, a cały ONZ chce się wykręcic z pomocy dla rzekomych ofiar katastrofy :P
I wogóle ze za elektrowniami atomowymi stoi świecie żydo-masońskie lobby które spiskuje i chce tym wszystkim zniszczyć świat…
Bartini: Regulowanie rzek to też niszczenie ekosystemów (wiele gatunków nie przeżyje w prostych kanałach pozbawionych zatopionej roślinności), tak samo budowanie dużych zapór (uniemożliwia migrację ryb). Dodatkowo, uregulowane rzeki to większe ryzyko powodziowe. Na zachodzie od jakiegoś czasu próbuje się odkręcić to co kiedyś napsuto przez niepotrzebną regulację. A u nas… lobby betoniarskie wciąż się stara (chyba, że już sobie to zapewnili) o kolejną wielką zaporę na Wiśle…
W tej całej „walce z ociepleniem klimatu” mnie zastanawia jedno: dlaczego wciąż są to działania negatywne (zamknijmy elektrownie węglowe) zamiast pozytywnych (odbudujmy lasy)? Lasy tropikalne wciąż są wycinane, ale głośniej o tym było, gdy ja chodziłem do szkoły, niż teraz, gdy podobno mamy poważny problem z nadmiarem CO2 w atmosferze. Czemu?
Co do emisji szkodliwych gazów… Z tego co wiem, to za ochłodzenie globalnej atmosfery zwykle odpowiedzialna była emisja siarki i sadzy do atmosfery (z wulkanów i pożarów lasu, bo człowiek jeszcze tak nie smrodził). A to właśnie te emisje skutecznie ograniczono, zostało CO2 i H2O, bo tyle po prostu musi zostać ze spalania paliw kopalnych. Nie znam jednak danych ilościowych, żeby móc twierdzić, czy te zmniejszenie emisji „syfu” mogło mieć jakikolwiek istotny wpływ na klimat.
Codziennie pokonuję 15km na uczelnię, co zajmuje mi 45 min, gdyż większość czasu stoję w korku, a mój samochód emituje ful świństw. Mam kilka pytań do ekologów:
1. Czemu nie walczą o budowę dróg, aby nie było stojących w korkach, emitujących przez to 3 razy więcej spalin, samochodów?
2. Skoro ekologom nie pasuje ani elektrownia jądrowa (bo odpady), ani węglowa (bo CO2), ani wiatrowa (bo zabija ptaki), ani wodna ([notabene dowiedziono, że w Polsce żadna rzeka nie ma wystarczającego spadu, aby wyprodukować sensowną ilość energii] bo niszczy rybki i roślinki), to czemu korzystają z energii? To jaka elektrownia jest według szacownych ekologów w porządku?
3. Czemu nie walczą o to, aby były dofinansowania dla ludzi, którzy chcą korzystać z ekologicznego ogrzewania domu (pompa ciepła, kolektory słoneczne)?
Dla jasności – segreguję śmieci, wyłączam światło wychodząc z pokoju, gdy nawet na 5 min nie korzystam z kompa wyłączam monitor, jak chcę aby coś w tle grało gdy pracuję włączam radio a nie TV, oszczędzam wodę – tak więc nie nie jestem antyekologiczna. Ktoś kiedyś mądrze powiedział: „Nie odziedziczyliśmy Ziemi po naszych przodkach, tylko pożyczyliśmy ją od naszych dzieci”, ale wszystko z głową panowie.
Hm, kminie, kminie, i nie mogę wykminić... Jaki jest pierwiastek z -1?
@bts: Odp.: i (ewentualnie -i). Poczytaj sobie o jednostce urojonej i liczbach zespolonych (w elektronice używanie ich jest na porządku dziennym). Poza tym jest nieskończenie wiele rodzajów nieskończoności, świat może mieć więcej niż 4 wymiary (mówi się nawet o 26), a człowiek ma 8 zmysłów (choć można i naliczyć więcej, np. jeżeli uwzględni się ból). Ale to temat na inny wpis.
Ahm, jednostki urojone, liczby zespolone… ok… poczekam do studiów. :)
Kilka moich uwag dot. wpisu: @irv "02 grudnia 2008 @ 22:28:40
"Inna sprawa że reaktor robiony dla Żarnowca (o ile się nie mylę, ten sam typ co w Czarnobylu), pracuje do dzisiaj zdaje się w Szwecji czy tam Norwegii (nie pamiętam już dokładnie).(...)"
To że "Eko-fanatycy" wołali wówczas w całym kraju -"Żarnobyl!", "Żarnobyl!", ;-) to absolutnie nie znaczy że miał być tam uruchomiony reaktor typu RBMK – czyli taki jak w Czarnobylu. Zresztą ZSRR nie chciało nawet udostępnić krajom Bloku Wschodniego tego typu reaktorów, bo zdawali sobie sprawę, że ich obsługa jest trudniejsza od klasycznych reaktorów, a IMHO jedyną "zaletą" RBMK była produkcja Plutonu dla wojska...
W Żarnowcu miał być uruchomiony reaktor wodny ciśnieniowy typu WWER, który jest rosyjskim odpowiednikiem zachodnich PWR. Reaktory tego typu są najpopularniejsze w światowej Energetyce Jądrowej (60% udziału) – a co ważniejsze – są dużo bezpieczniejsze od RBMK...
W reaktorach PWR/WWER przy nieplanowym wzroście mocy dochodzi do samoczynnego zmniejszania intensywności rozszczepień w rdzeniu i moc spada; w reaktorze Czarnobylskim przy wzroście mocy następowało zwiększanie intensywności rozszczepień, aż doszło do Awarii... Innymi istotnymi różnicami między RBMK, a zachodnimi reaktorami, był m.in. brak osłony bezpieczeństwa, wspomniana wyżej przez P. Pawła Ciupaka możliwość wyłączania systemu zabezpieczeń (z której to możliwości skorzystano feralnej nocy 25-26.IV.1986 r.) i kilka innych pomniejszych różnic...
Najgroźniejszą awarią zachodniego reaktora (typu PWR) była awaria Three Mile Island w marcu 1979 r. (rany to już ponad 30 lat temu!), w której też z powodu błędu operatora doszło do stopienia rdzenia jak w Czarnobylu, ale dzięki m.in. osłonom, skażeniu uległ tylko teren elektrowni, a nie m.in. pół Europy jak w '86 r.
Tak się szczęśliwie składa, że "(...)w Szwecji czy tam Norwegii(...)" nie pracuje ten sam typ co w Czarnobylu - dotyczy to zarówno tamtejszych reaktorów energetycznych, jak również reaktorów doświadczalnych.
Jedyny znajdujący się stosunkowo blisko Polski reaktor RBMK, to Ignalino-2 na Litwie, uruchomiony jeszcze, gdy była to jedna z Republik Radzieckich – reaktor wyłączony w końcu 2009 r.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.