Na zakończenie tegorocznych wakacji planowałem małą wyprawę w Tatry. Miało nas jechać czterech, koniec końców pojechało dwóch. W tym karkołomnym przedsięwzięciu towarzyszył mi Michał. Karkołomność polegała na wyruszeniu w góry w brzydką, deszczową i mglistą końcówkę września.
…czyli 17 godzin w pociągu Monciak-Krupówki. Bilety chcieliśmy kupić w ostatniej chwili, co było raczej średnim pomysłem w przypadku TLK. Skończyło się na tym, że bilety nabyliśmy u konduktora i kilkakrotnie musieliśmy się przesiadać, by ustąpić miejsca pasażerom z wykupionymi miejscówkami. W końcu wylądowaliśmy w wagonie ze studentami z Warszawy, którzy zajęli prawie wszystkie przedziały. Zapowiadała się długa jazda w korytarzu, na szczęście warszawiacy okazali się bardzo gościnni i znalazło się miejsce dla strudzonych kolegów znad morza. Podróż minęła nad podziw szybko, mimo że przedłużyła się o dwie godziny (miała trwać około 15 godzin) z powodu awarii trakcji (podobno ktoś ukradł jakiś obciążnik).
No i proszę: po raz pierwszy widzę góry. Udajemy się na Krupówki. Szybka obczajka w punkcie informacji turystycznej i udajemy się coś zjeść. Restauracja Gazdowo Kuźnia na dole Krupówek? Być może jest to bardzo dobry lokal, ale na studencką kieszeń bardziej nadaje się posiłek w barze mlecznym w tym samym budynku (drugie wejście). Po obiedzie w busa i do Doliny Chochołowskiej. Tam przenocowaliśmy w schronisku.
Ze schroniska na Polanie Chochołowskiej wyruszyliśmy na Iwaniacką Przełęcz. Zahaczyliśmy o Ornak, jednak do wejścia na sam szczyt zniechęciły nas kiepskie warunki, tj. przede wszystkim mgła i śnieg. Zeszliśmy więc na Halę Ornak, zostawiliśmy plecaki w schronisku i odwiedziliśmy Jaskinię Mylną.
Wieczorem zawarliśmy znajomość z grupką studentów z Wrocławia (konkretnie jednym studentem i trzema studentkami). Po grze w „Cytadelę” utwierdziliśmy się w przekonaniu, że po raz kolejny modernizujemy plany i na razie zostajemy w tym samym miejscu. Zamiast pchać się przez Czerwone Wierchy spróbujemy tylko zdobyć Ciemniak.
Ciemniaka nie zdobyliśmy. Szlak w pewnym miejscu znikł przecięty małą lawiną. Próba dojścia na Tomanową Przełęcz również skończyła się niepowodzeniem — ktoś przetarł szlak, tylko nie całkiem w tym kierunku…
Jak się nietrudno domyślić, wieczorem znów graliśmy w „Cytadelę”, a towarzyszące temu emocje musiały nam zastąpić radość podziwiania krajobrazu z dwutysięcznika. Nie dopisała pogoda, ale dopisali ludzie.
Deszcz. Deszcz. Deszcz.
Poddajemy się i schodzimy do Zakopanego. Dwie nowopoznane koleżanki wracają do domu. Nasza czwórka zostaje na jeszcze jeden dzień.
Wieczorem znów gramy i dojadamy nadmiar zapasów.
Pociągiem czy stopem? Podróżując z Michałem należy liczyć się z tym, że raczej stopem. Po jakichś dwudziestu minutach stania na wylocie z Zakopanego złapaliśmy auto, którym dojechaliśmy aż do Torunia (nie sądziłem, że wrócę tu tak szybko). Nie do końca było to nam po drodze, ale skoro jest okazja, to jedziemy!
Znów trafiliśmy na miłych ludzi — małżeństwo wracające z urlopu. Niestety, nawet najszczersze chęci nie poprawią stanu naszych dróg i nie zmniejszą korków w miastach. Na skutek tych przeciwności losu wylądowaliśmy w Toruniu dosyć późno. Zjedliśmy pizzę w Metropolis, gdzie chodziłem z kolegami z grupy na przepustki i kontynuowaliśmy podróż: Michał — stopem do Sopotu, ja — pociągiem do Augustowa. A połączenie miałem fatalne…
Po długiej i nudnej podróży, na którą złożyło się ładnych parę godzin czekania na dworcach podczas przesiadek, w końcu dotarłem do Augustowa.
Ponieważ pociągów mam dość na jakiś czas postanowiłem zaryzykować jazdę stopem z Augustowa do Gdańska. Nigdy jeszcze tego nie próbowałem. Obrałem trasę przez Ełk i Olsztyn. Dojazd samochodem do Ełku, przejazd pośpiechem do Gdańska i tramwajem na stancję zajęłyby około siedmiu godzin. Stopem podróż trwała trzy godziny dłużej, ale o ponad trzydzieści złotych taniej. Biorąc pod uwagę, że udało mi się zatrzymać autokar (sic!) i przejechać nim ponad 200km, mogę tę podróż uznać za całkiem udaną.
Dzięki Michałowi możecie poznać trasę naszej wyprawy i jeszcze jeden zapis wrażeń. Ponadto w moim albumie znajdziecie kilka fotek (pogoda utrudniła nie tylko wędrowanie, ale i fotografowanie).
Na przyszly raz polecam Doline Pieciu Stawow Polskich. Daje duzo wieksze wrazenia ;)
Owszem będzie trzeba zobaczyć. W tym roku mieliśmy w planach, ale przeszkodziła pogoda.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.