Na forum knives.pl pojawił się dziś wątek na temat artykułu pt. „Zabawy z bronią” z Newsweeka. Muszę przyznać, że Newsweek trzyma poziom i wraz początkiem wakacji wpasowuje się w trendy sezonu ogórkowego. Po prostu takiej radosnej twórczości się po tej redakcji nie spodziewałem, ale, jak widać, z braku wieloryba w Wiśle, wymyśla się inne tematy.
Artykuł o chwytliwym tytule ma za zadanie przerazić nas wizją „uzbrojonej po zęby” młodzieży. Wizję tę barwnie maluje, nie, nie podmiot liryczny (choć bogactwo wyrazu jest niepoślednie), ale autor, już w pierwszym akapicie wymieniający jednym ciurkiem batony, paralizatory, pistolety czy, jakże groźną (sic!) pompkę do roweru. Nie wiem, jak wy, ale ja już się wystraszyłem. Niekompetencją tegoż dziennikarza, oczywiście. A w sumie trójki dziennikarzy, bo tyluż ich było potrzeba.
Czytajmy jednak dalej, bo oto i parę magicznych liczb:
„Zabawy z bronią”, Iwona Dominik, współpraca Andrzej Bęben, Małgorzata PietrasKiedy profesor Krzysztof Krajewski z Katedry Kryminologii Uniwersytetu Jagiellońskiego badał populację młodzieży Krakowa i Nowej Huty, 53 proc. badanych przyznało się, że nosi przy sobie coś, czym mogłoby się bronić. Blisko jedna trzecia nie ukrywała, że przy różnych okazjach zabiera ze sobą nóż lub kastet, a 15 proc. ankietowanych czuło się bezpieczniej z gazem łzawiącym w kieszeni. 4 proc. młodzieży w anonimowych ankietach zgłosiło posiadanie broni palnej.
Rzeczywiście, budzi we mnie pewien niepokój fakt, iż zaledwie połowa badanych zadbała o swoje bezpieczeństwo, a tym bardziej, że tylko 15% uważa gaz łzawiący za czynnik podnoszący bezpieczeństwo! Trudno jednak się dziwić, w szkole uczymy się raczej, z czego otrzymać nitroglicerynę niż czym się różnią w działaniu lakrymatory takie jak OC i CS. Przykre.
Fakt iż wedle statystyk w każdej klasie jest średnio jedna osoba posiadająca broń palną przemilczę, w końcu nawet szanowanemu profesorowi może się nie udać szkolna ankieta.
Idźmy dalej:
„Zabawy z bronią”Poczucie zagrożenia sprawia, że w ostatnich latach liczba agresywnych zachowań wśród młodzieży wzrosła.
Ja bym raczej zamienił tu przyczynę ze skutkiem, ale mniejsza z tym. Lepiej przywołam wspomnienia z dzieciństwa dyrektora jednej ze szkół, do których uczęszczałem. Otóż, jak się nam kiedyś przyznał, chodził on na lekcje z kamieniami w kieszeni — takie były wtedy realia. Dziś realia się trochę zmieniły, a wraz z nimi kamienie zastąpiły batony i pompki do roweru (w sumie to taki improwizowany baton), co, moim skromnym zdaniem, jest sprawą drugorzędną w zestawieniu z dwoma faktami. Po pierwsze, mamy do czynienia ze zdziczeniem młodzieży, co przejawia się m.in. w braku szacunku wobec starszych, szczególnie wobec nauczycieli. Po drugie, część młodzieży, mówiąc oględnie, „mięknie”. Są to dwie skrajności: część dzieci uważa, że wszystko im wolno, część za byle wygłup kolegi gotowa jest wyciągnąć komórkę i zadzwonić po rodziców, którzy przecież kochają swoją pociechę i nie omieszkają postawić na nogi prokuratury.
Nie można popadać w takie skrajności. Dzieciaki muszą sobie zdawać sprawę, że kasa rodziców nie ochroni ich przed prokuratorem, gdy wsadzą komuś śmietnik na głowę, ani przed kopniakiem kolegi z klasy, gdy ściągną koleżance spodnie w szatni przed wuefem. Bo czasem trzeba zareagować na zło agresywnie. Nawet Jezus, za przeproszeniem, zrobił rozróbę w świątyni, ukręciwszy bicz ze sznurków (J 2,15).
A dlaczego w ogóle piszę o takich oczywistościach? Dlatego, że nie brak wśród polityków ludzi, którzy chyba nigdy nie widzieli na oczy ciemnego zaułka i wieczorem nie jeździli komunikacją miejską. Gotowi są oni zabronić noszenia noża, nożyczek, latarek, młotków i mnóstwa innych przydatnych narzędzi, które kojarzą się im z zabijaniem ludzi (mnie kojarzą się z czymś innym, ale ja jestem dziwny), a także takich środków obrony jak gaz pieprzowy. Ciekawy jestem tylko, jak się wtedy mamy przed chuliganami bronić? Gołymi rękoma?
Na koniec zacytuję jeden z nielicznych przemyślanych fragmentów artykułu:
„Zabawy z bronią”Specjaliści od samoobrony mówią: gdy bierzesz z sobą nóż na ulicę, możliwe są trzy scenariusze - ty nie żyjesz, on nie żyje, obaj nie żyjecie. Tak czy owak - źle.
Jest w tym dużo prawdy, dlatego zawsze powtarzam tym ludziom, którzy moje noże kojarzą z uliczną jatką: to jest narzędzie, ewentualnie dzieło sztuki użytkowej. Do samoobrony mam gaz i wygodne buty do biegania, ewentualnie pompkę, jak będzie pod ręką. Ale o nożu pewnie jeszcze będzie oddzielny wpis.
Ale nóż bywa dobrym argumentem na zyskanie czasu ;)
Nie jestem specjalistą, ale mój trener od Krav Magi, który się zna na rzeczy, przestrzegał nas przed używaniem noża. Najlepszym argumentem na zyskanie czasu jest kopniak w krocze, palec w oko czy gaz pieprzowy. Oczywiście, są różne sytuacje i czasem użycie noża może być korzystne, myślę jednak, że koniec końców jest raczej przede wszystkim bardzo ryzykowne.
Hmmm… Ja specjalistą nie jestem tym bardziej. Nie trenuję ani Krav Magi, ani karate, ani żadnego innego… no, nic tego typu :P Ale taki nóż zwyczajnie zwiększa pewność siebie. Choć i tak umiejętność przejścia w odpowiedniej chwili na drugą stronę ulicy uważam za najbardziej kluczową ze względu na przeżycie :D
Voronwe – widzisz, tylko gdy okazuje się że on wie jak się bić, a ty nie to nawet jak masz nóż to ci to wiele nie pomoże. Poza tym gdy na ulicy napadnięty wyjmę nóż to przeciwnik nie będzie chciał mi zwinąć telefonu jak przed chwilą tylko będzie chciał czuć się bezpieczny, a to zapewni mu albo ucieczka [mało prawdopodobne] albo wbicie mi tego noża w brzuch.
Korzystanie z narzędzi na ulicy to ostateczność.
Ot takie realia.
Podstawowy problem z nożem jest taki, że nożem się nie walczy, tylko zabija. Jeśli wyciągasz nóż, to ryzykujesz, że go użyjesz, a to naprawdę nie jest wybitnie trudne kogoś bardzo poważnie uszkodzić (bądź zabić) w ten sposób. Jeszcze gorzej z bronią palną.
Dlatego środki, którymi rzeczywiście można się bronić bez większego ryzyka dla życia napastnika, ok. Gaz, paralizator, może nawet jakiś konkretny typ pałki (acz tutaj nie znam żadnych szczegółów, może to rzeczywiście też zbyt niebezpieczne). Natomiast ostre narzędzia, bądź broń palna? Zdecydowanie nie.
Ludzie myślą że nożem się obronią – w końcu Rambo (i inni „amerykańscy bohaterowie”) walczył nożem, i co najwyżej miał zadrapania (nawet nie rany cięte).
Kolejna sprawa – 99% ludzi co nosi z sobą „broń” (od noży po pompki) nie była szkolona w jej użyciu – czyli najprawdopodobniej sama się zrani, albo kogoś zabije/zrani – w końcu nie umieją walczyć jak Seven Segal (czy jak mu tam:P).
Co do reakcji polityków na różne rodzaje broni – to Brakuje aby zakazali używać na stołówkach metalowych noży i widelców – bo są niebezpieczne. A prawda jest taka, że w rękach szaleńca (tak holywoodzko), albo jak kto woli GŁUPKA (po naszemu) wszystko – nawet ułamany ołówek może być bardzo niebezpieczny, lub wręcz zabójczy.
Podsumowując: narzędzia są tylko tak niebezpieczne jak ich właściciele.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.