pewnie chciałeś dotknąć jeszcze gwiazd
i skrzydłami musnąć słońce
późną nocą znaleźć swój paproci kwiat
lub po prostu związać koniec z końcem
miałeś w świecie swoje miejsce — wiem
choć w tym świecie jest tak ciasno
śmierć powinna przyjść jak zasłużony sen
nie zabierać kiedy jeszcze jasno
Wczoraj prosiłem o wiarę, dziś szukam wolności, ale nie tej, która mówi: „Róbta co chceta”, która zapomina o wczoraj i nie myśli o jutro. Nie szukam drogi, by móc czynić, co tylko przyjdzie mi do głowy. Nie chcę przystawać, gdy strach zacznie mi dyktować warunki, lub gdy lenistwo każe porzucić plany, które jeszcze wczoraj wydawały się wszystkim. Chciałbym znaleźć tę wolność, która pozwala czynić, co uzna się za słuszne, której mądrość mówi: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12). Która sprawia, że wstaje się rano z nadzieją, że czekają nas wielkie rzeczy. Która nie boi się ciszy i równie dobrze smakuje w zgiełku miasta, jak późnym wieczorem w środku lasu.
To jest właśnie jedna z oznak, że jest się na dobrej drodze: nie trzeba wciąż zagłuszać serca ani napędzać go gwarem, pośpiechem czy używkami.
Proszę o wiarę
Stukam do nieba
proszę o wiarę
ale nie o taką z płaczem na ramieniu
taką co liczy gwiazdy a nie widzi kury
taką jak motyl na jeden dzień
ale
zawsze świeżą bo nieskończoną
taką co biegnie jak owca za matką
nie pojmuje ale rozumie
ze słów wybiera najmniejsze
nie na wszystko ma odpowiedź
i nie przewraca się do góry nogami
jeżeli kogoś szlag trafi
Jan Twardowski
Tego roku moja majówka była szczególnie bogata. Nim wydarzenia sprzed kilku dni zaczną się zacierać w pamięci, spróbuję co nieco zanotować.
Po szybkim kole z HDL-a wpadłem na Chełm, spakowałem się i ubrałem nowe spodnie ACU w digital camo, które rozbawiło NetMana. W międzyczasie nauczyłem się składać żurawia origami i w końcu pojechałem z powrotem do Gdańska. Na przystanku postaliśmy trochę czekając na autobus, później potelepaliśmy się w tłoku pod rafinerię, gdzie w kilka minut złapaliśmy stopa. Po zaledwie kilku minutach facet, który nas zabrał, zatrzymał się po jeszcze jednego kolesia i tak w czwórkę dotarliśmy do Olsztyna, skąd mieliśmy już transport do Olsztynka.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.