Będąc przed paroma laty na pieszej pielgrzymce do Częstochowy, myślałem sobie, jak to wspaniale jest wędrować. Po drodze spotyka się tylu ciepłych, serdecznych ludzi, którzy wyciągają do ciebie rękę, i którym ty też jesteś potrzebny, choć cię nie znają. Wszystkie kompleksy zacierają się, a problemy, mimo dokuczliwości, stają się prostsze. Codzienne wstawanie z samego rana, składanie namiotu, wędrówka niezależnie od pogody, rozkładanie namiotu, by za chwilę znów wstać, są niewielką ceną za przywilej zostawiania swoich rozterek w kolejnych wsiach i miastach. Oczywiście, zdarzają się rzeczy przykre, a nawet przerażające, ale i one za chwilę nikną w pyle drogi. Chciałoby się tak iść i iść…
Ale to nie jest cała prawda, bo w temu wszystkiemu towarzyszy jedna myśl: jeszcze tydzień, jeszcze sześć dni, jeszcze pięć, a gdyby coś się stało, można jeszcze dziś złapać stopa, wsiąść w autobus czy pociąg i pojechać do domu. Także zawarte znajomości okazują się nietrwałe, a przynajmniej w moim przypadku tak było. Dziś nawet nie ma już świątecznych SMS-ów, tylko ciepłe wspomnienie o kilku osobach.
Nie jest jednak tak, że codzienne życie jest czymś diametralnie innym od tego widocznego pielgrzymowania, przejawiającego się we wspólnym śpiewie i marszu przez Polskę. Rzecz w tym, by każdego dnia iść dalej. Bł. Charles de Foucauld powiedział: „Czyń każdego dnia postępy w miłości; jeżeli stoisz w miejscu, to się cofasz”. Chrześcijaninowi nie wolno stać w miejscu, bo Bóg wciąż go woła do podejmowania wyzwań, do głoszenia Dobrej Nowiny i starania o życie wieczne. To domeną Szatana jest bezruch, apatia, czy nawet pewnego rodzaju błogostan. Prawdziwie święty spokój, to czyste sumienie, ale życiowa burza!
Jeżeli w twoim życiu wciąż coś się dzieje, jeżeli wciąż ktoś cię zmusza do pracy nad sobą i nad innymi, to może jest właśnie ten pielgrzymkowy megafon: „Pobudka!”. Trzeba złożyć swój namiot i biec do grupy. Za chwilę wyjście na drogę, godzinki, śpiew, śniadanie i ani się obejrzysz, a znów jesteś trzydzieści kilometrów dalej.
Może czasem nie myśl o Kościele jako przystani, ale jako łodzi, która zawija wciąż do nowych portów. Jak Jezus, który szedł ze swoimi uczniami od miasta do miasta i który wciąż napotykał problemy. Jego życie było modlitwą, ale nie była to cicha modlitwa w świątyni, a głośny krzyk, mocowanie się z demonami, wywracanie kupieckich stołów w świątyni i pochylenie się nad nierządnicą pośród rozwścieczonego tłumu. To jest właśnie także część twojej drogi. Nie daj się zatrzymać.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.