Trzy obrazki z dziś:
Idę na zajęcia. Ósma rano w Polsce. Na ławeczce pod ETI siada, powiedzmy eufemistycznie, mężczyzna niewyglądający na dżentelmena. Po chwili wzdycha smutno: „K***wa…”. Tak przywitaliśmy dzień.
Stoimy ze znajomymi pod salą i czekamy na laborkę. Po schodach wchodzi nieznajoma, nagle podbiega do nas (a układałem wtedy kostkę) i krzyczy: „O, kostka!” wypromieniowując przy tym taką dawkę absolutnie spontanicznej i szczerej radości, że jeszcze dotąd to czuję. Okazało się, że dziewczyna interesuje się speedcubingiem, starała się nas nawet namówić na wyjazd na zawody do Pabianic.
Czekam na przystanku. Podjeżdża tramwaj, ale nie mój, więc spokojnie układam kostkę. Pokolorowałem, więc zaczynam mieszać. Ponieważ nie muszę przy tym patrzeć na kochę, podnoszę głowę i patrzę na ludzi w tramwaju. Zauważam, że jedna dziewczyna śmieje się, chyba do mnie. Zanim zdążyłem zareagować, poważnieje i zaczyna patrzeć przed siebie. Mieszam zatem dalej, obserwując ją bacznie, ale buzia wciąż niewzruszona. Zaczynam układać i w połowie nagle znów podnoszę głowę. Tym razem daje się przyłapać na uśmiechu, który odwzajemniam. Tramwaj odjeżdża.
Tak właśnie, jak ostatnio się przekonuję, w życiu przeplata się smutek i radość. A że do tego drugiego może przyczynić się niepozorna kosteczka, całość nabiera dodatkowego kolorytu.
A ja powiedziałem pewny siebie:
«Nigdy się nie zachwieję».
Z łaski Twojej, Panie, uczyniłeś mnie niezdobytą górą,
a gdy ukryłeś swe oblicze, ogarnęła mnie trwoga.
Wołam do Ciebie, Panie,
błagam Boga mego o miłosierdzie:
«Jaki będzie pożytek z krwi mojej,
z mojego zejścia do grobu?
Czyż proch Cię będzie wysławiał
albo rozgłaszał Twą wierność?(…)»
Ps 30,7–10
Od kilku tygodni słucham homilii ks. Piotra Pawlukiewicza, o którym już pisałem. Po kilku kazaniach zacząłem dostrzegać powtarzające się treści, których znaczenie wciąż na nowo odkrywam. Tym, co najbardziej mnie uderza jest ambiwalentny obraz Jezusa. Z jednej strony ks. Piotr przedstawia Go jako dowódcę wyborowej brygady szturmowej, starającego się wyrwać cię z grzechu i innych problemów. W jakiej byś twierdzy nie był zamknięty, o ile tylko Mu na to pozwolisz, Jezus wpadnie, wywróci wszystko do góry nogami i wyniesie cię na swoich ramionach. On prowadzi nieustanną bezwzględną walkę o twoją duszę. Ale w tej walce jest też najwrażliwszym przyjacielem, który pochyla się nad każdą twoją raną. Jak mówi Izajasz:
Iz 64,3Ani ucho nie słyszało,
ani oko nie widziało,
żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle
dla tego, co w nim pokłada ufność.
Zerwał się sznurek trzymający jeden z prętów w suszarce łazienkowej. Mogłem próbować jakoś go zaczepić, ale obawiałem się zniszczyć plastikową nasadkę, a przecież suszarka nie jest moja. Pozostało mi przywiązać sznurek. Była to dobra okazja do sięgnięcia po książkę o węzłach, która kurzy się od dawna na mojej półce. I proszę: wyblinka świetnie się sprawdziła. Sznurek jest skierowany prostopadle do pręta, więc wyblinka trzyma pewnie, a zarazem jest bardzo łatwa do rozwiązania, nie to co jakiś przypadkowy supeł.
Mam parę metrów paracordu, więc chyba jeszcze kilka węzłów opanuję, bo daje to niezłą frajdę, a przy tym okazuje się całkiem przydatne.
Nie jest dobrze wybierać się w drogę bez przyjaciela, gdyż nie ma do kogo powiedzieć: boję się.
przysłowie afrykańskie
Jakiś czas temu, zainspirowany lekturą forów knives.pl i tactical.pl postanowiłem zainwestować w wyposażenie plecakowej miniapteczki w postaci paru plastrów i gazików dezynfekujących Leko. Zastanawiałem się, czy w ogóle mi się to przyda. Niby mówi się „oby nie”, a w praktyce wygląda się jakiegoś niegroźnego skaleczenia… ;)
No i proszę: ledwo tydzień później byłem na zakupach i jedna z pań w sklepie obuwniczym rozcięła sobie palec. Wydawałoby się, że w miejscu pracy jakaś apteczka powinna być (nie wiem, co mówi BHP, ale jest przecież jeszcze zdrowy rozsądek), jednak brakowało nawet głupiego plastra. Rana raczej niegroźna, jedna z takich, co to nawet jej się nie opłaca opatrywać, ale pani miała problem, bo mogła towar ubogacić pięknymi plamkami. Na szczęście przypomniałem sobie, że wrzuciłem to i owo do plecaka. Po chwili rozcięcie było zaklejone, a panie zaproponowały, że dadzą mi mały rabat. I, w rzeczy samej, kupiłem buty chyba jakieś parę złotych taniej.
Czasem Syndrom Najważniejszej Śruby Życia wychodzi człowiekowi na korzyść.
Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim,
bym opatrywał rany serc złamanych,
żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę (…)
Iz 61,1
Impreza z grupą nieznajomych ludzi (powiedzmy, że dwójkę jednak znałem). Bez alkoholu. W kościelnej sali z wielkim krucyfiksem. Do tego jeszcze nowe buty i naciągnięty mięsień w udzie.
Potwierdzone empirycznie: można przetańczyć ładnych parę godzin i dobrze się bawić!
Świat daje tyle możliwości i to na wyciągnięcie ręki. Tak wiele, że krążysz, omijasz, lawirujesz, a nim się obejrzysz, okaże się, że nie zdążyłeś wcisnąć tego najważniejszego guzika. A komuś bardzo zależy, żebyś nie zdążył. On zawsze będzie Ci mówił, że jeszcze nie dziś, że nie dasz rady, że jesteś…, no właśnie…, diabła warty.
Dlatego nie poddawaj się lękom, które stoją Ci na drodze do realizacji swojego powołania.
Minęły już trzy lata. Jedni zapalili znicz w oknie, drudzy o 21:37 oderwali się na chwilę od pracy, innych to w ogóle nie obeszło. Oczywiście, znaleźli się tacy, dla których była to okazja do burdy na takim czy innym forum lub też do wyciągnięcia kasy. Krótko mówiąc, życie toczy się dalej.
Nie mam dziś ochoty wyjść na ulicę i skandować „Santo subito!” (choć jeżeli proces beatyfikacyjny nie musi się ciągnąć przez dziesiątki lat, to niech przebiega sprawniej, byle rzetelnie). Chciałbym za to potrafić spojrzeć na swoje powołanie z tą niesamowitą mądrością Jana Pawła II. Chciałbym zobaczyć swoje życie w świetle Chrystusa, który na pewno coś dla mnie zaplanował, tylko że na co dzień tak trudno jest mi dostrzec ten plan.
2007–2009 Mariusz Chilmon, Augustów – Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.