Jadę sobie w wagonie rowerowym (oczywiście, parę stacji za Gdańskiem ogrzewanie jakby zelżało) siedząc na gołych deskach, w końcu zapłaciło się te 30PLN za bilet, to można wymagać! Z lewej jacyś kolesie, kilku młodszych, kilku starszych, chyba robotnicy, z prawej brać studencka. Czytam sobie „Rok 1984”, w końcu stwierdzam, że lektura może mi się przed końcem podróży skończyć, więc robię przerwę i sięgam po kostkę. Skoro panowie obok nie czają się z jaraniem szlugów i spijaniem browara (obie czynności związane są z cyklicznym otwieraniem okna), to co ja se będę żałował.
Ku mojemu zdziwieniu, po kilkunastu ułożeniach jeden z kolesi pyta się mnie, jak to układam, jakie mam czasy, jak się tego nauczyć, bo on próbował, ale nie miał cierpliwości. Po krótkim przedstawieniu metody Fridrich nawet proponuje mi piwo. Jakiś czas później drugi facet, starszy, zwraca mi uwagę, że położyłem książkę na podłodze, a przecież z książką tak nie godzi się postępować. Trzeci go strofuje, że przecież student wie, jak się z książką obejść. Później dyskutują żywo o sokistach, którzy jednemu zdaje się wlepili mandat za palenie. Lecą bluzgi opisujące smutne życiowe prawdy.
Pociąg wciąż telepie się przez nasz piękny kraj, by w końcu dotrzeć na miejsce przed czasem. A ja myślę sobie, że tak mało wiem o ludziach i pociągach.
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.