Hmmm… tak jakby spóźniłem się z życzeniami… choć może i nie. Wszak mały Jezus dopiero co narodził się na nowo, a tak naprawdę rodzi się w nas każdego dnia. I tego właśnie chciałbym Wam życzyć w te szare grudniowe dni (aha, pogoda jest u mnie kiepska) — aby Boża Miłość mogła w Was wzrastać. Niech nic nie staje Wam na drodze ku szczęściu. Nie dajcie się wyrwać z ramion Tego, który Was stworzył.
Zbliża się kolejny rok trudów — zmagań z sobą i światem, który czasem wabi tanim i prostym szczęściem. Niestety, nierzadko okazuje się, że w końcu przychodzi nam zapłacić wysoką cenę za coś, co nie jest tego warte. Nie dajcie się oszukać. Pozwólcie prowadzić się sercu, rozumowi i sumieniu. Żaden z tych darów nie został dany na próżno. To bogactwo, z którego nikt Was nie może ograbić. O ile tylko zaufacie.
Odnajdźcie Go. Życzę tego Wam i sobie.
Po kulometrze, który cieszył się niejaką popularnością, dziś prezentuję Wam efekty twórczości kumpla z grupy. Tym razem źródłem inspiracji były zajęcia z języka angielskiego.
PS. Jak dobrze, że w tym roku zostały nam jeszcze tylko dwa dni na tej uczelni.
Wczoraj był strasznie pochmurny dzień, prawie tak, jakby dnia w ogóle nie było. Dziś niewiele lepiej. Ale przynajmniej jogger działa, bo wczoraj wieczorem jakoś mu się nie chciało.
Jutro z rana piszę koło z mikroelektroniki, a później praktycznie luz: trochę zakupów, wigilia grupowa i powrót do domu.
Miałem zły dzień. Jak wczoraj. I przedwczoraj. I przeprzedwczoraj. I jestem na to zły, bo tym się właśnie różni moje życie od kiepskiego filmu — zawsze mogę mieć zły dzień. Zamiast walczyć z jakimś szpetnym szaleńcem, który chce zgładzić ludzkość, codziennie rano zaczynam walkę z sobą. Zawsze znajdzie się coś, co sprawi, że podjęte starania zdają się iść na marne. A dopiero wczoraj mimo wszystko pisałem, że jest zupełnie na odwrót, że te trudy nigdy nie są bezcelowe.
Czuję się czasem jak atakowany immunoglobulinami patogen w organizmie Wszechświata. Jakbym wcale nie był częścią tego organizmu, jakby tu nie było dla mnie miejsca.
Mam świadomość, że te wszystkie myśli są spowodowane tym, że dziś nie udało mi się to, to i to, ale jeżeli nie pozwolę sobie na ich przeżycie, zjedzą mnie wcześniej czy później. Więc piszę, że miałem zły dzień, tak samo jak Ty czasem miewasz. Bo to zupełnie naturalne. Choć wkurzające.
[…] nie trać wiary w sens swojego postępowania. Nawet jeśli masz obok siebie ludzi, którzy w ciebie nie wierzą, którzy za nic mają twoje starania.
[…]
Niech cię to nie zraża, przecież jesteś tu, na tej ziemi, nie od dzisiaj. Bywa różnie, ale musisz wierzyć, że NIGDY nie jest tak, aby praca nad sobą, tak bardzo twórcza, poszła na marne.
ks. Jerzy Kownacki, „Na dobry dzień”
„Skazani na Shawshank” („The Shawshank Redemption”) — obejrzałem przedwczoraj. Polecam. Pouczający film o przyjaźni, nadziei i wytrwałości. A także o więzieniu, które potrafi stać się… domem. Cóż więcej mogę napisać? Obejrzeć obowiązkowo!
Nasza radosna twórczość na wykładzie z czujników elektronicznych…
PS. Kulometr istnieje naprawdę, choć wygląda nieco inaczej :)
Dzisiaj zakończyłem, zaraz, zaraz, jak to się nazywa?... aha, Bezpłatny Adaptacyjny Kurs Samoobrony. Nawet certyfikat dostałem, że umiem kolegą o ziemię gruchnąć. To miłe, że ktoś za darmo daje okazję do rozruszania się, wyżycia i zdobycia jakichś tam elementarnych umiejętności bronienia swojego tyłka (jakkolwiek dosłownie traktować to wyrażenie).
I dowiedziałem się czegoś ważnego — nie ma to jak trochę gimnastyki każdego dnia. Co prawda zajęcia odbywały się tylko raz w tygodniu, ale starałem się ćwiczyć codziennie — naprawdę odrobina ruchu poprawia samopoczucie.
Odkąd usłyszałem „Jaskółkę uwięzioną”, wiedziałem, że w końcu będę musiał kupić jakąś płytę Stana Borysa, oczywiście z tą właśnie piosenką. Kilka tygodni temu dokonałem zakupu i mogę szczerze polecić ten wybór utworów:
Strzał w dziesiątkę, jeżeli chodzi o mój gust muzyczny. Dobra, polska muzyka — trochę melancholii, trochę głośniejszych akcentów; trochę o miłości, trochę o życiu. No i głos Stana Borysa.
Szczególnie polecam utwory: „Jaskółka uwięziona”, „Bezmiar wód”, „Idę drogą nieznaną”, „Poezja”, „Wierzę drzewom”.
Bywa upomnienie, ale nie w porę,
niejeden bywa też milczący, a jest on mądry.
O ileż lepiej jest upomnieć, niż trwać w gniewie.
Kto uznaje swój błąd, ustrzeże się szkody.
Czym jest pożądanie eunucha, by dziewczynę pozbawić dziewictwa,
tym jest przeprowadzanie sprawiedliwości przemocą.
Syr 20,1–4
Zaskakujące porównanie, jak na Pismo Święte, nieprawdaż? Ale samo przesłanie też jest warte uwagi: lepiej upomnieć, niż gniewać się w milczeniu; ale upominając też trzeba mieć wyczucie czasu i okoliczności. I ostatni wers: zaprowadzanie sprawiedliwości przemocą jest pozbawione sensu, przeczy samo sobie.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.