Od roku czy dwóch interesuję się lifehackingiem, motywacją, organizacją czasu, zarządzaniem sobą, samorozwojem, czyli, jakby tego nie zwać, staram się znaleźć odpowiedź na pytanie: „Jak pracować wydajniej?”. Wciąż jednak zauważam to samo, od dzieciństwa chyba — odkładam pewne rzeczy w nieskończoność, a raczej do ostatniej chwili, a gdy w końcu się za nie zabieram, okazują się często niezmiernie łatwe, ba!, nawet przyjemne! I udaje się je zrealizować na ogół całkiem nieźle, mimo braku czasu. Tyle że pozostaje nieprzyjemne wspomnienie stresu i głosu sumienia, które np. dwa miesiące mówiło: powinieneś to zrobić, powinieneś to zrobić…
Zastanawiałem się wielokrotnie, dlaczego tak jest. Lenistwo jest odpowiedzią najprostszą, ale niepełną, okazuje się bowiem, że potrafię odłożyć jedną sprawę, by zająć się inną, niekoniecznie wyraźnie łatwiejszą. Dziś przyszła mi do głowy inna myśl. Może jest tak, że z jakichś powodów (mniejsza o to, z jakich) mózg przykleja niektórym zadaniom etykietkę „tego na pewno nie będzie chciało ci się robić”, trafiają więc one na moją listę projektów, ale są traktowane bardzo po macoszemu. Stosuję system Davida Allena, opisany w książce „Sztuka efektywności”. System ten wciąż próbuję u siebie wdrażać, ale jest pewna luka. Są to przeglądy. Przegląd miesięczny, tygodniowy, czy wreszcie dzienny, są przeze mnie realizowane albo niedbale, albo nawet w ogóle.
Wniosek? Chyba taki: systemy organizacji pracy trzeba traktować całościowo, jak dietę, politykę bezpieczeństwa czy porady lekarza. Jeżeli zaniedbamy jeden element, cała konstrukcja może przestać funkcjonować. Jest to dla mnie o tyle trudne, że gdy skupię się na jednym zadaniu, wszystkie inne stają się coraz mniej ważne, a to jedno rozrasta się i nie mogę o nim przestać myśleć, aż uznam, że wiem już, jak je perfekcyjnie zrealizować. Ale muszę nauczyć się prowadzić wiele zadań równolegle, każdemu poświęcając odpowiednio dużo energii. Zwłaszcza, że niektóre z nich nigdy nie zostaną zrealizowane perfekcyjnie; co najwyżej mogą zostać zrobione zadowalająco dobrze.
A czy Wy macie jakieś konkretne problemy z Waszymi systemami?
Wg mnie robienie wielu rzeczy naraz ma sens jedynie w przypadkach, kiedy charakter pracy / zajęć taki system wyraźnie wymusza, albo wtedy, kiedy nie są to rzeczy bardzo absorbujące. W całej reszcie przypadków wielowątkowość kompletnie nie zdaje egzaminu, przynajmniej w moim przypadku.
Poprzez równoległe prowadzenie zadań nie mam na myśli zajmowania się wieloma sprawami w jednej chwili — też uważam wielowątkowość za niepraktyczny dla naszego mózgu wynalazek, co zresztą potwierdza David Allen. Ale nie wyobrażam sobie, żebym w ciągu jednego dnia miał tylko jedną rzecz do zrobienia. Zawsze jest ich co najmniej kilka.
Obecnie np. przygotowuję serwer, uczę się do poprawki i zbieram materiały do nauki dla siostry. I właśnie moim problemem jest to, że cały dzień pracuję, a w ogóle się nie uczę. Tym samym konfiguracja serwera jest więcej niż zadowalająca, ale moja poprawka na tym cierpi. A należałoby rozplanować wszystkie te zadania i każde codziennie realizować po kawałku. Przez kilka godzin byłbym skupiony na jednym zadaniu, przez kilka następnych na drugim.
To chyba rozsądne rozwiązanie — uniknąłbym wtedy wielowątkowości, ale nie musiałbym też cały dzień skupiać się tylko na jednej rzeczy (co też nie jest przyjemne dla mózgu).
nie uczysz się bo jest to dla Ciebie najbardziej stresujące lub też najmniej przyjemne z tych wszystkich rzeczy, a cały dzień pracujesz żeby nie myśleć ile masz się jeszcze nauczyć i jak mało czasu zostało, a przecież wiesz, że musisz:)
Hmmm… Dość dobrze opisujesz to, co czuję. Ponadto jest tak, że, paradoksalnie, właśnie praca jest cięższa (zresztą też wymaga ode mnie ciągłego uczenia się), z tym że trzeba ją wykonać albo tu i teraz, albo w ogóle, zaś naukę można odkładać i odkładać. Myślę, że świetnie pasuje tu opis zjawiska, zwanego prokrastynacją. Chociażby ten fragment z Wikipedii:
(...) odwlekacze mają tendencję do skupiania się na dalekosiężnych, imponujących celach zapominając przy tym o swoich mniejszych osiągnięciach. Trudno również im oszacować ile tak naprawdę mają czasu, przez co, ich działania znacznie się opóźniają (co tym samym jest źródłem stresu).
Nie zrozumcie mnie źle, nie szukam usprawiedliwienia dla swoich zachowań (nie obrażę się, jeżeli ktoś będzie uważał, że to wyłącznie kwestia lenistwa), a raczej sposobu na ich przezwyciężenie. A oto porady z artykułu na Wikipedii:
* zaczynać od najbardziej nieprzyjemnych zadań lub spraw, które chciałoby się odłożyć na później,
* nudne i długie zadania dzielić na kilka części,
* wykonywać zadania z myślą, że do perfekcji dochodzi się małymi krokami, a nie za pierwszym podejściem,
* ustalać obowiązki razem ze współpracownikami, aby myśl o tym, żeby ich nie zawieść dodawała sił na wykonanie zadania.
Brzmi prosto, ale jak wiadomo, właśnie takie proste rzeczy trzeba sobie wciąż powtarzać, żeby wreszcie znalazły miejsce w naszym życiu.
pewnie dlatego dobrze, że mam podobnie i w zasadzie to pisałam o sobie i na dodatek zawsze szukam na to usprawiedliwienia i nie ukrywam, że w moim przypadku w dużej mierze jest to kwestia lenistwa, a następnie zbyt małe poczucie obowiązku, brak systematyczności oraz mniemanie, że i tak zdążę...
:)
Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-SA 3.0 PL. Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy, szczególnie w przypadku wypowiedzi wulgarnych i niezwiązanych z tematem dyskusji.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.