Bawiłem się geotagowaniem na Flickr i z ciekawości zajrzałem do USA (ach, te zdjęcia satelitarne). Tak trafiłem na dziwne koła na zachodzie Ameryki. Z początku myślałem, że to jakieś artefakty powstałe podczas obróbki zdjęć, zwłaszcza, że z daleka układają się w podejrzanie idealnym rastrze. Ale z bliska to coś jakby pola uprawne. Tylko dlaczego okrągłe?
Czy ktoś wie, co to jest?
Wracałem wczoraj pieszo z Sajenka. Szedłem najpierw leśną drogą, później ruszyłem na przełaj, z kompasem w ręku, by nie zatoczyć łuku przez przejazd kolejowy. Idąc na azymut dotarłem do asfaltowej drogi, łączącej Gościniec Lipski z Sejneńskim. Trafiłem akurat na prostą drogę, prowadzącej dalej przez las, wprost na zachód, a więc do dzielnicy Borki. Przez Borki nie udało mi się przedrzeć, bo trafiłem akurat na strasznie podmokły teren. Co prawda, w butach i tak już chlupała woda, ale postanowiłem się cofnąć i wyjść koło mostu na Kanale Bystrym, przy ul. Obrońców Westerplatte.
Co ciekawe, im bliżej Augustowa, tym droga była gorsza, a przy Borkach właśnie zmieniła się w bagnistą ścieżkę. Niemniej szło się bardzo przyjemnie, a gdy trafiła się okazja zrobienia sesji zdjęciowej motylom w oście, tym bardziej się ucieszyłem.
Stan Borys, „Jaskółka uwięziona”Jaskółka, czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru
Nagła smutku kotwica, z niewidzialnego jachtu
Katedra ją złowiła w sklepienia sieć wysoką
Jak śmierć kamienna bryła
Jak wyrok na prostokąt.
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
Tnie jak czarne nożyce lęk, który ją ogarnia(…)
Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła
Jaskółka, czarny brylant wrzucony tu przez diabłaNa wieczne wirowanie, na bezszelestną mękę
Na gniazda niezaznanie, na przeklinanie piękna
I my tak samo czasem, jakby przez Złego wrzuceni w ten świat, krążymy wokół własnego smutku, a wszystko dokoła zdaje się więzieniem i tylko jedno rozwiązanie cicho pobrzmiewa: by rzucić się w dół, lecieć, coraz prędzej i prędzej, aż do spotkania z ziemią…
A przecież wystarczyłoby przysiąść gdzieś na belce. Przez chwilę nie pędzić na złamanie karku. Nagle pojawiłoby się tak wiele ciszy i spokoju. I św. Piotr swoim mądrym wzrokiem patrzyłby z obrazu: „Zaufaj, jak ja, że masz tu jednak swoją rolę do odegrania”.
Wczoraj miałem przyjemność wybrać się z rodziną do Trok. Tym samym nie omieszkam wrzucić fotki, jakże pięknego, gotyckiego zamku z XV wieku.
Zamek znajduje się na wyspie jeziora Galwe. Bilet wstępu kosztuje 10,00LTL, a dla studentów o połowę mniej. Robienie zdjęć wewnątrz zamku wymaga dodatkowej opłaty. IMHO takie zdjęcia nie mają większego sensu, co nie oznacza, iż ekspozycja, obejmująca wiele epok historycznych nie jest ciekawa. Za te parę litów zobaczymy sporo interesujących eksponatów.
Po zwiedzaniu proponuję zajść do pobliskiej restauracji i spróbować kibinai (kibinas). Jest to tradycyjne danie karaimskie — coś w rodzaju pieczonych pierogów, czy pasztecików, nadziewanych pysznym farszem.
Nie sposób nie odnieść się do artykułu Marcina Kosińskiego Idiotyzm narodowej żałoby.
Prezydent wszystkich Polaków ogłasza co jakiś czas okres tzw. żałoby narodowej. Zwykle wtedy gdy kilkanaście lub kilkadziesiąt osób zginie w odległości 100 metrów. Bo jak zginą na większym obszarze, to nikt się nimi nie przejmuje.
Już przy katastrofie budowlanej podczas Międzynarodowych Targów Katowickich i tragedii w kopalni Halemba odzywały się podobne głosy. Czy to znieczulica? A może po prostu kolejny wyraz niechęci do władz? Ale zwolennicy wprowadzania żałoby niech przyjrzą się bliżej sytuacji. Na polskich drogach codziennie giną ludzie. Tak samo na francuskich. Codziennie umierają z głodu dzieci i każdego dnia ktoś zostaje zamordowany. Giną strażacy i policjanci na służbie. Nikt jednak z tego powodu nie ogłasza żałoby narodowej, nie zabiega o wyższe niż zwykle odszkodowania, nie montuje pieczołowicie krótkich ujęć w zgrabny filmik o śmierci. Paranoja.
Wreszcie odbyłem moje dwie pierwsze malutkie letnie wyprawy: rowerem — do śluzy Swoboda (kultowa dla mnie trasa) i spacer do lasu nad jeziorem Sajno.
Okolica śluzy, jak zawsze, piękna. Zjechało się trochę turystów, w kanale czekała żaglówka, na brzegu kilka kajaków. Wyjątkowo nie robiłem zdjęć małej śluzy, która wciąż stanowi dla mnie zagadkę (czemu miałaby służyć?), ale obok dużej uchwyciłem takie oto brzydkie kaczątko
Ta fotografia wraz z opisem tworzą wyjątkową całość.
Dziwny ten początek wakacji. Dzieje się, aż nazbyt wiele. Kupno laptopa, roweru, szef, który już wyznaczył mi zadanie,… a za oknem deszcz. To nawet dobrze — mniej się chce do lasu, mniej nad jezioro. Nocą, gdy trzeba coś z Sieci pobrać i zostawić włączony komputer, szum deszczu tak przyjemnie zagłusza hałas wentylatorków. Wtedy nawet chce się wyjść i zmoknąć, tak porządnie zmoknąć…
Ale z rana trzeba wracać do pracy. Żeby nie zgłupieć od setek tutoriali nt. SSH, SFTP, LVM i Samby zacząłem czytać „Ogniem i mieczem”. Niby powinienem to przerobić już lata temu, ale jakoś tak się złożyło, że tylko filmy oglądałem n razy.
Zacząłem porządkować zdjęcia, tj. wywalać najgorsze do kosza a najlepsze wrzucać na Flickra. Dziś dwie zimowe fotki. Pierwsza zrobiona nad jeziorem Rospuda (Augustowska), do którego wpada słynna rzeka o tej samej nazwie. Druga fota to jezioro Sajno, również w okolicach Augustowa.
2007–2011 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.