W piramidzie potrzeb Abrahama Maslowa pragnienie afiliacji, a więc akceptacji i poczucia przynależności do społeczności, znajduje się pośrodku, jest zatem mniej fundamentalne od potrzeb fizjologicznych, ale wciąż ważniejsze od chęci zyskania uznania i osiągnięcia samorealizacji. Łatwo wyprowadzić stąd ludzką skłonność do konformizmu, który, owszem, spaja społeczeństwo i ułatwia nam obcowanie z innymi, ale często prowadzi do mentalnej ślepoty i głuchoty, skąd już najkrótsza droga do ich drogiej towarzyszki — głupoty.
Zauważyłem jednak, że każdy ma w sobie mechanizm, który stara się pogodzić potrzeby afiliacji z jednej, a uznania i samorealizacji z drugiej strony. Nie zgodzicie się może z moją interpretacją takich zachowań, ale z pewnością nieraz zauważyliście schematy pt. „posłuchaj, jaki to świetny kawałek, na pewno ci się spodoba”, „spróbuj, to bardzo łatwe i daje mnóstwo frajdy”, „jak mogłeś o tym nie wiedzieć, przecież to zna każdy” itp. Czasem nastawiamy się bardziej na podkreślenie naszego osobistego gustu czy zapatrywania, czasem uwypuklamy powszechność jakiegoś sądu, ale zawsze jesteśmy święcie przekonani, że jesteśmy po tej słusznej stronie i chcemy przekabacić drugą osobę, by i ona dołączyła do grona oświeconych. Tym sposobem zachowujemy własne (a ściślej: tak samodzielnie wypracowane, jak i wchłonięte na drodze introjekcji) poglądy, a jednocześnie dążymy do stanu, w którym nie będziemy wyróżniać się innością.
O metodach, jakimi spamerzy nakłaniają nas do czytania ich maili, można pisać tomy, zasadniczo jednak chodzi przede wszystkim o jedno — by temat, ewentualnie nadawca wiadomości, wydał się nam znajomy, a najlepiej, byśmy uznali wiadomość za pilną. Zresztą nawet działający zgodnie z prawem reklamodawcy, rozsyłający wiadomości w ramach regulaminu darmowych kont pocztowych, lubią krzykliwe hasła.
Trudniej mają autorzy spamu papierowego, bo jak zachęcić do wyjęcia ulotki ze skrzynki na listy, skoro przez tę szparkę niewiele widać? Specjaliści od tajemniczych spotkań, na których rozdaje się za darmo komplety puchowej pościeli, drogocenne szwajcarskie zegarki i fotele z masażem (jaka szkoda, że nie jestem wystarczająco stary lub nie mam żony — młodzi kawalerowi niestety nie są tam mile widziani) umieszczają zaproszenie w kopercie, niezaadresowanej wprawdzie, jednak na pierwszy rzut oka podobnej do listu. Wątpliwej proweniencji kancelaria prawnicza poszła jednak dalej i oto niedawno wyciągnąłem ze skrzynki awizo, które okazało się wcale nie być awizem. Musiałem podrapać się po głowie i mocno się skupić by rozwiązać zagadkę: dlaczego listonosz nic nie napisał na awizo? Dopiero po chwili mnie olśniło — to po prostu papierowy spam wkracza na wyższy poziom chamstwa. Lub dowcipu, jak kto woli.
2007–2010 Mariusz Chilmon, Augustów — Gdańsk
Teksty, zdjęcia i inne zasoby mojego autorstwa na tej stronie są objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska, o ile nie zaznaczono inaczej.
Szablon powstał przy użyciu Wolnego Oprogramowania.
Wykorzystano zestaw ikon bwpx.icns autorstwa Paula Armstronga.
Całość napędza JoggerPL.